06 Grudzień, 2016

  • Instagram

Bao – Fajerwerki

bao-fajerwerki-cover-art

 

Miały być fajerwerki. Lubię fajerwerki. Jest głośno. Jest kolorowo. Ludzie się cieszą, bo spędzają miło czas. Tylko trzeba uważać, bo taka zabawa może skończyć się dwojako. Niewypałem, albo poparzeniem lub trwałym kalectwem. Morał: łatwo można się do fajerwerków zniechęcić. Jednakże wszystko jest dla ludzi, tylko z głową.

Czworo przyjaciół miało marzenie. Grać muzykę. Tworzyć. Pisać. Śpiewać. Dzielić się swoją pasją z innymi. I to jest piękne. Szanuję takich ludzi, którzy uparcie dążą do wyznaczonego celu, spełniają swoje marzenia. Podziwiam Phedorę – za ich „House of Ink”, Organka – bo wcale nie jest taki „Głupi” i charyzmatycznego Piotra Ziołę.

A jak będzie z krakowskim zespołem Bao?

Właśnie ukazał się ich debiutancki album „Fajerwerki”, który póki co można nabyć na stronie zespołu (w wersji fizycznej) lub na Spotify, iTunes, Apple Music, Google Play, Amazon, Rhapsody, Tidal, Soundcloud, Bandcamp oraz Deezer.

Na swojej stronie chłopaki mówią o sobie, że grają mieszankę rocka, funku i popu.

Lubię eksperymenty (w kuchni, z narzeczoną,  w barze) więc dlaczego nie dać szansy poeksperymentować innym, w muzyce? Kilka razy odbiło mi się to już potężną czkawką, ale, jak to mówią „kto wybrzydza ten nie… ” słucha?

Let’s play.

Oficjalna tracklista zawiera 12 autorskich kawałków. W sam raz na debiut. Większość utworów jest po polsku, choć znalazły się i teksty w języku angielskim. Tekst cechują się pewną infantylnością, ale zrzucam to na karb debiutu i wierzę, że na kolejnych krążkach będzie lepiej.

Nie można chłopakom odmówić lekkości, zarówno w warstwie wokalnej, jak i instrumentalnej. Rzeczywiście mamy tutaj do czynienia z mieszanką pop i funku, ze szczyptą rocka i gitarowego grania w stylu ska. Jeśli do czegoś miałbym się przyczepić, to właśnie do zbytniego podobieństwa do takich zespołów, jak Strachy na lachy, Happysad czy Grabarza.

Bao intensywnie koncertuje od prawie dwóch lat, co się chwali.

Osobiście mocno trzymam za chłopaków kciuki, bo widzę w nich duży potencjał, żeby wstrząsnąć polskim rynkiem muzycznym, tak, jak zrobił to chociażby Organek. Życzę im tego z całego serca.

To jak to w końcu jest z tymi „Fajerwerkami” od Bao? Oceńcie sami. Dawkujcie z rozmiarem, żeby się nie zniechęcić.

 

 

 

Ps.

 

Ta recenzja miała wyglądać zupełnie inaczej, ale basista zespołu pewnie zupełnym przypadkiem wygląda jak Majami z „Pitbulla. Nowych porządków”, dlatego wolałem nie ryzykować i swoją opinię zachowam dla siebie.

 

Żartowałem.

Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie