05 Grudzień, 2016

  • Instagram
Wywiad: Ewa Abart o płycie i planach na przyszłość
Foto: Anna Gostkowska

Wywiad: Ewa Abart o płycie i planach na przyszłość

Ewa Abart Lucky Days CVR

Łukasz Ignatow (ŁI): Od kilku dni słucham Pani najnowszy album i, choć kocham rock, to muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem „Lucky Days”. Płyta od pierwszego odsłuchu nie pozwala o sobie zapomnieć, każe wracać i wchłonąć w siebie raz po raz. Nie miałem takich odczuć od czasu rewelacyjnego „Drones” zespołu Muse.

 

Ewa Abart: (EA) Bardzo dziękuje, to szalenie miłe (na twarzy rumieniec 🙂 ). Największym spełnieniem dla muzyka jest pozytywny odbiór jego twórczości. Wiec jeśli ma Pan takie odczucia po przesłuchaniu płyty, to znaczy, że warto było nagrać „Lucky days”.

 

ŁI:Album jest bardzo melancholijny i nostalgiczny, choć warstwa muzyczna jest momentami dość „skoczna”. Wprowadza to pewien dysonans podczas słuchania. Czy taki był zamysł?

 

EA: Tworzyliśmy materiał na płytę jako zamkniętą całość. Wspólnie z Tomkiem Ślesickim – autorem  wszystkich kompozycji staraliśmy się  wyznaczyć  bardzo konkretny wachlarz środków stylistycznych, poza które nie wychodziliśmy. Ten album od początku miał być „muzyką filmową z wokalem”, a każda piosenka  historią, która pasuje do pozostałych. Kompozycje mają wspólny mianownik, ale różnią się tempem i dynamiką.

 

ŁI: A jak wygląda proces twórczy? Najpierw tworzy Pani muzykę, pod którą pisze tekst, czy jest wręcz przeciwnie – najpierw jest tekst, a dopiero później warstwa muzyczna?

 

EA: Historie jakie chciałam opowiedzieć, miałam w głowie już wczesnej. Jednak dopiero po powstaniu pierwszych kompozycji napisałam konkretne teksty. Niekiedy zmieniałam je równolegle ze zmieniająca się muzyką. Tomek jest też szalenie precyzyjny w kwestii kompozycji , jeśli coś zmienialiśmy w trakcie nagrań w studiu, od razu cały numer ulegał przearanżowaniu. Matematyka i muzyka to podobno siostry.

 

ŁI: A skoro już jesteśmy przy tekstach, większość utworów jest w języku angielskim, tylko jeden rodzynek, w naszym rodzimym języku. Przyznam szczerze, że to właśnie on wywarł na mnie najmocniejsze wrażenie! Skąd taki pomysł?

 

EA: Język polski jest szalenie wymagający. Uważam, że trzeba niesłychanie sprawnie władać piórem, by móc pozwolić sobie na tworzenie niebanalnych tekstów po polsku. Udało się to  jak dotąd niewielu: Nosowskiej, Bartosiewicz, Peszek i paru jeszcze artystom. Ja zdecydowanie lepiej czuję się pisząc po angielsku. Drugi powód to chęć bycia zrozumianym również poza granicami Polski – a przecież dzisiaj wszyscy komunikujemy się w tym języku więc jest to najbardziej uniwersalny środek przekazu. A rodzynek, jak to rodzynek ma nieść urozmaicenie.

 

ŁI: Kolejną perełką jest utwór „Lungs” – bardzo filmowy, idealnie nadający się na ścieżkę dźwiękową do filmu o pewnym szpiegu, który kochał. Myślała Pani o tym, podczas tworzenia? 

 

EA: To ciekawe pytanie, bo„Lungs” powstał rzeczywiście jako ilustracja do sceny w filmie„Karuzela”. Naładowaliśmy go odpowiednią dawką emocji, żeby dobrze podbijał napięcie. Tak jak mówiłam wcześniej, tworząc całą płytę myśleliśmy o niej trochę „filmowo” i cieszy mnie , że to słychać.

ewab (13)p Foto Anna Gostkowska

ŁI: Choć „Lucky days” liczy sobie jedynie 10 utworów, jest bardzo mocno naładowany emocjonalnie i, o czym wspomniałem na początku, wciąga słuchacza o pierwszego kontaktu. Co było Pani główną inspiracją do stworzenia właśnie takiego albumu?

 

EA: Tysiące filmów, które  wspólnie z mężem  oglądamy nałogowo, miliony płyt , których słuchamy. No i na pewno nasze dzieci i świat jaki wokół nich powstał.

 

ŁI: Ostatnio w modzie jest tworzenie tak zwanych „concept albumów” (jak wspomniany „Drones” Muse) czy albumów, które mogłyby być oprawą muzyczną do spektakli, do których dołączane są np. scenariusze takich przedstawień (vide „J. P. Śliwa” Piotra Roguckiego). Czy Pani, jako scenarzystka, nie myślała nad stworzeniem czegoś podobnego? Lub napisaniem albumu, który byłby swego rodzaju „audiobookiem”, jak w przypadku „Życia po śmierci” OSTR?

 

EA: Wszystko przede mną. Jeśli „Lucky days” się spodobają i trochę pożyją to na pewno uruchomię kilka z planów , jakie mam już w głowie.

 

ŁI: Premiera albumu już była kilka dni temu, komu Pani osobiście, chciałaby polecić swój album?

 

EA: Słucham dużo muzyki. Inspiracją dla mnie jest wielu nowych wykonawców sceny elektro, ale też – już dziś klasycy – Portishead, Massive Attack, Cocteau Twins czy Faithless. Duży wpływ na moje myślenie o muzyce mają utwory instrumentalne. Moi ulubieńcy to:  Olafur Arnalds, Nils Frahm czy Max Richter. Mam nadzieję, że nie będzie wielkim nadużyciem polecić moją muzyke fanom takich właśnie brzmień.

ewab (2) Foto Anna Gostkowska

ŁI: Jakie ma Pani plany związane z muzyczną przyszłością? Kiedy możemy spodziewać się kolejnego singla?

 

EA: Już nad nim pracujemy. Teraz chcemy zagrać trochę koncertów, pożyć odrobinę z „Lucky days” i zetknąć się z widownią na żywo.

 

ŁI: Dziękuję bardzo za rozmowę, życzę wielu sukcesów na polu muzycznym i prywatnym, ja tymczasem wracam do słuchania „Lucky days”.

 

EA: Bardzo dziękuję, do usłyszenia zatem.

 

Rozmawiał Łukasz Ignatow

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie

Napisz Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.