11 Grudzień, 2016

  • Instagram

Hollywood Vampires

91bWf6rvDkL._SL1500_

 

Co nieodłącznie kojarzy się z muzyką rockową? – gdyby zadać to pytanie kilku losowo wybranym osobom na pewno uzyskalibyśmy bardzo podobne odpowiedzi. Długie włosy. Skórzane ciuchy. Ćwieki. Fajki. Alkohol.

I to wszystko prawda.

Przełom lat 60-tych i 70-tych był okresem najlepszym dla tego typu muzyki. Wystarczy wymienić chociażby takie zespoły jak Deep Purple, Uriah Haep, czy osobistości pokroju Alice Coopera, Jima Morrisona, Jimmy’ego Hendrix’a. Nie każdy musi ich lubić czy podziwiać, ale nie można odmówić im wkładu z rozwój muzyki.

A nie od dziś wiadomo też, że najlepiej pije się… ekhm… komponuje! w towarzystwie, dlatego wszyscy oni (a także wielu, wielu innych znanych mniej lub bardziej) spotykali się w pubie „Rainbow” w Los Angeles i tam wspólnie… Powiedzmy, że pracowali nad podsuniętym materiałem. Z czasem nazywali siebie zaszczytnym mianem Hollywood Vampires, do którego wstęp miał tak naprawdę każdy. Warunek był tylko jeden. Musiał przepić pozostałych członków klubu. Kiedy dokonał tego wyczyny, dołączał do elity i – hmmm – tworzył razem z nimi.

Blisko 40 lat później, w roku 2011, nieznany nikomu aktor – Johnny Depp – wraz ze swoim wieloletnim przyjacielem Alicem Cooperem (który chyba faktycznie musi być wampirem, widząc w jaki sposób porusza się i śpiewa nadal na scenie) wpadli na genialny pomysł – stworzyli kapelę, która miał za cel oddać hołd klubowi, muzyce tamtego okresu, a także zapewne sprawdzić wytrzymałość ich… gardeł…

Cztery lata później otrzymaliśmy ich pierwszy krążek (trudno nazwać go debiutanckim, kiedy słuchacz widzi jakie nazwiska sygnują to wydawnictwo: Alice Cooper, Brian Johnson, Joe Perry, Slash, Johnny Depp, Duff McKagan, Matt Sorum, Dave Grohl, Tommy Henriksen, Robby Krieger, Paul McCartney czy Joe Walsh). Kiedy spojrzymy na tył okładki, przekonamy się również, że na warsztat wzięto sztandary takich zespołów, jak chociażby Led Zeppelin, The Who, Floydów, The Doors, T. Rex, Hendrixa czy Lennona. Żaden fan klasyki nie przejdzie obok tego krążka obojętnie. Przyciągają nie tylko sławne nazwiska (i chociaż Depp w tym towarzystwie wydaje się być nieco na doczepkę, to na koncertach widać, że daje radę i zna więcej chwytów niż na przykład ja), ale również tytułu kawałków, które wybrano na ten krążek.

Album otwiera sam Christopher Lee, którym swoim charakterystycznym głosem wprowadza nas w legendy dotyczące mitycznych stworzeń nocy. A później…

Później jest jeszcze lepiej. Przyznam szczerze, że nieco obawiałem się zawartości, wiedząc, jak (przypuszczalnie) wyglądał proces tworzenia albumu. Skoro każdy nowy członek musiał przepić pozostałych, a niemal wszyscy byli nowi to… Wniosek nasuwa się sam. Ponoć alkohol jest wydalany z organizmu całkowicie dopiero po 21 dniach (czyli nigdy), ale te cztery lata wystarczyły, aby wampiry wytrzeźwiały i nagrały naprawdę solidny album.

Od pierwszego utworu słychać, że panowie znają się na rzeczy. Wiedzą na czym polega prawdziwy rock’n’roll, jak go tworzyć i czuć każdą nutą, że włożyli w ten krążek całe swoje serce (płuca i wątroby na pewno też), a do tego dobrze się przy nim bawili. Największym atutem Hollywood Vampires jest humor i duże pokłady (auto)ironii. Tytuł jednego z utworów „My dead drunk friends” mówi sam za siebie. Do tego Cooper śpiewający Blanta, czy Hendrixa? Wyobrażacie to sobie? Ja też nie, ale kiedy usłyszałem to po raz pierwszy, od razu pokochałem.

Na płycie mamy 14 utworów, ale niektóre są bardzo ciekawą hybrydą składającą się z kilku innych kawałków, jak na przykład „School’s Out/Another Brick In The Wall pt.2”. Łącznie nieco ponad trzy kwadranse spędzone z podrygującą nóżką i uśmiechem na twarzy.

Polecam ten album każdemu, zwłaszcza fanom rock’n’rolla. Wampiry w podeszłym wieku dają czadu, serwując nam naprawdę solidny album i, jak to się mawiało, „kopa w jaja”. Z przymrużeniem oka.

Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie

Napisz Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.