03 Grudzień, 2016

  • Instagram

Iron Maiden – The Book Of Souls

TBOS-Packshotlowres

 

 

 

 

Nigdy nie byłem wielkim fanem Iron Maiden. Mało tego, wiele razy podchodziłem do ich twórczości, ale jakoś nigdy do mnie trafiła. Aż w końcu zacząłem się uczyć grać na gitarze i mój przyjaciel, który próbował wbić mi do głowy chwyty, akordy, bendy i wszystko to, co podziwiałem u innych gitarzystów, miał tendencję do grania jednego kawałka na rozgrzewkę. W końcu i ja zacząłem to grać. Jak się wreszcie dowiedziałem, był to „The wicker man”. Po tym moja lepsza połowa podarowała mi krążek „Brave new world” i album ten pokochałem całym swoim sercem, choć nigdy nie odczuwałem potrzeby, aby znać nazwiska wszystkich członków zespołu, czy daty urodzenia ich córek. Aż w końcu, w ubiegłym roku, podczas poszukiwania materiału do swojej drugiej książki trafiłem na krążek „The Book Of Souls”, jak się później okazało, autorstwa Iron Maiden.

Jest to już szesnasty album zespołu, bardzo wyjątkowy. Powodów jest kilka. Jest to album, na który fani musieli czekać najdłużej. Ponadto jest to pierwszy album studyjny (nie licząc składanek), który został wydany na dwóch płytach. Wynika to z charakteru kompozycji – w większości mają one progresywny posmak, są długie, wielowarstwowe, kolejne partie doskonale do siebie pasują i zespół udowadnia, że pomimo wieku, w jakim są jego członkowie, nadal pozostają w wyśmienitej formie. Ten progresywny charakter to kolejny powód, dla którego wydawnictwo jest tak wyjątkowe.

Utwory na nim w większości są stonowane, bronią się wysmakowaniem i klimatem, w który słuchacz jest wciągnięty od pierwszej kompozycji – „If eternity should fail”. Utwór ten, w całości skomponowany przez Bruce’a Dickinsona (wokalistę) przybliża nam wierzenia Majów, wokół których orbituje zresztą większa część tekstów na „The Book…”.

Ciężko się tutaj doszukać kompozycji „szybkich”, kojarzących się z wcześniejszym dorobkiem legendy z wysp. Aczkolwiek singlowy kawałek „Speed of light” pokazuje, że panowie nie zapomnieli, jak wygląda „szybkie granie”. Jednak w większość utworów jest spokojnych, można powiedzieć, że melancholijnych. Ironi stracili na prędkości, ale nadal potrafią grać na emocjach słuchaczy.

„The Book…” pełne jest smaczków (niektórych ukrytych, innych podsuwanych nam wprost niemalże na tacy), a także mrugnięć okiem do wiernych fanów. Choć – o czym wspomniałem powyżej – album ma charakter progresywny, jest przepełniony kompozycjami spokojnymi, stonowanymi, to mimo wszystko czuć w nim ducha  hard rocka i heavy metalu. Iron Maiden to kapela mająca w swoim składzie aż trzech gitarzystów i to czuć! Nikt nie jest zaniedbany, każdy z nich ma tutaj swój wkład, częstując nas przepięknymi solówkami, mistrzowskimi przejściami, mocarnymi riffami – czyli wszystkim tym, co kochamy w „ciężkiej muzyce” 😉 A gdzieś pomiędzy tym słyszymy przepiękne partie fortepianowe, które sprawiają, że mamy ciarki na całym ciele.

Album ten jest wyjątkowy z jeszcze jednego powodu – niedługo po skończeniu nagrań, Świat dowiedział się, o swojej ciężkiej chorobie wokalisty, co czyni teksty napisane na nią jeszcze bardziej wymownymi. Dickinson zastanawia się m.in. o przemijaniu, życiu duchowym, egzystencjalizmie. Warto wspomnieć, że utwór „Tears of the clown” został napisany i skomponowany specjalnie dla ś.p. Robina Williamsa. Jest to najkrótszy utwór na tym wydawnictwie, ale bynajmniej nie najmniej ważny. Za to potężna, 18-minutowa kompozycja zamykająca album „Empire of the Cloud” to prawdziwe arcydzieło w całości napisane i skomponowane przez Dickinsona. Fani z miejsca pokochali ten utwór, lecz kiedy zapytali na forum zespół, czy będą go wykonywali na koncertach odpowiedź była krótka „nie”. Wielka szkoda.

Szukałem natchnienia do napisania II tomu swojej powieści, a odnalazłem coś zupełnie innego. Półtora godzinną podróż przez historię twórczości Iron Maiden. Nigdy nie byłem ich fanem, ale ten album sprawił, że zacząłem słuchać ich wcześniejszych dokonań. Nadal uważam, że „Brave new world” jest lepsze od „TheBook of Souls”, ale ta ostatnia ma swój unikalny, melancholijny charakter, styl nie do podrobienia przez inne zespoły. Warto ten album przesłuchać i nie będziecie tych dziewięćdziesięciu dwóch minut żałować.

 

 

Skład:

 

Bruce Dickinson – wokal, fortepian

Dave Murray – gitara

Janick Gers – gitara

Adrian Smith – gitara, wokal

Steve Harris – bas, klawisze, wokal

Nicko McBrain – perkusja

 

Tracklista:

  1. If Eternity Should Fail
  2. Speed Of Light
  3. The Great Unknown
  4. The Red And The Black
  5. When The River Runs Deep
  6. The Book Of Souls
  7. Death Or Glory
  8. Shadows Of The Valley
  9. Tears Of A Clown
  10. The Man Of Sorrows
  11. Empire Of The Clouds
Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie