08 Grudzień, 2016

  • Instagram
Kreuzberg – Papierowy król

Kreuzberg – Papierowy król

 

 

kreuzberg-papierowy-krol

 

Nie słucham radia. W swoim nowym samochodzie nawet nie wiem, jak uruchomić tuner, ale moje pierwsze pytanie przy jego zakupie brzmiało: czy car audio ma moc? Paradoks? Bynajmniej. Nie słucham radia, ponieważ mam dość populistycznej papki i zapętlonej playlisty puszczanej w niemal niezmienionej formie przez cały dzień. Co prawda prowadzący mamią nas złudną możliwością własnego wyboru ulubionego kawałka, który zostanie wyemitowany na antenie, ale zostanie on wyemitowany tylko wtedy, kiedy akurat będzie NA TOPIE, a nie będzie on na topie jedynie u tego konkretnego słuchacza. Więc, niby mamy wybór, ale jak to stwierdził niegdyś Henry Ford – „możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”.

Jednakże  – przyznaję się do tego bez bicia – miałem okres słabości, kiedy słuchałem dość namiętnie pewnego radia z Wrocławia i wtedy wpadł mi w ucho jeden kawałek…

W tym miejscu muszę wyjaśnić, że choć w moim sercu króluje rock i ciężkie gitary, to mam alergię na wynalazki typu Feel – małe dziewczynki słuchają Kupichy  (albo Jonas Brothers, Hannah Montana – ten sam poziom) i myślą, że są rockerkami. Niestety dzieci, zachrypnięty głos, spodnie przyciasne w kroku i czarne koszulki, podsycone gitarą elektryczną, graną według słynnej dewizy „trzy akordy i darcie mordy” nie są żadnym wyznacznikiem rockowej przynależności. Często jest wręcz przeciwnie (vide Justin Bieber…)

Nawiązuję do powyższego nie bez przyczyny –  ten kawałek, który usłyszałem wtedy w radio i który chodził za mną przez cały dzień był stworzony właśnie według tego wzoru – zachrypnięty głos wokalisty (któremu bliżej był do Kupichy czy Stachurskiego niż do Chada z Nickelback, jak to miało wyglądać w założeniach zespołu), tekst o kobiecie, trzy akordy i – a jakże – darcie mordy. A jednak, mimo całej „Feelowości” utworu – było  w nic coś takiego, co nie pozwalało o nim zapomnieć. Dzięki sprytnej aplikacji w telefonie (kolegi) dowiedziałem się, że była to „Niecierpliwa” zespołu Kreuzberg. Tak więc i ja, będąc niecierpliwym, czym prędzej zaopatrzyłem się w krążek tej kapeli, o której nigdy wcześniej nie słyszałem, a opis na stronie zespołu brzmiał bardzo obiecująco.

Na szczęście ja, jako osoba obyta w muzycznym świecie (no dobra, półświatku), nie wierzę we wszystko, co czytam. I bardzo dobrze. Bo zderzenie obietnic z rzeczywistością było dość… szokujące.              Obiecywano muzyczną podróż po szlakach wcześniej nie odkrytych przez nikogo, wyznaczanie nowych trendów, rozbijanie ram, przekraczanie granic, natchnione teksty, polski Nickelback (choć to akurat nie wiem, czy akurat dobra obietnica, widząc jaką „popularnością” cieszy się ten amerykański zespół)…

I to wszystko otrzymaliśmy…

W jednym utworze, zamykającym album.

Przez całe wydawnictwo mamy do czynienia z pop rockowym graniem na modłę Feel, choć na szczęście teksty stoją na wyższym poziomie i przynajmniej w większości są zrozumiałe dla odbiorców, czego nie można powiedzieć o warstwie lirycznej utworów zespołu Feel, gdzie nawet Piotr Kupicha – rzekomy autor tekstów – nie potrafi powiedzieć, o co w nich tak naprawdę chodzi. Może powinien poprosić o pomoc Sarsę? Gitary brzmią poprawnie, mamy sekcję rockową, ale odnoszę wrażenie, że podczas nagrań ktoś stał na chłopakami i czuwał, żeby za bardzo się nie rozkręcili z mocnym graniem. Pokażcie mi, kto to był, a chętnie zamienię z nim kilka słów…

I właśnie ostatni, zamykający album utwór „Moje prawo” jest tym, czego oczekiwaliśmy od zespołu od początku. Mocny, metalowy riff, świetna solówka, sekcja rytmiczna brzmi jak powinna – drapieżnie i zadziornie, nawet wokal to już nie Kupicha a Artur Gadowski! Właśnie tak powinien brzmieć Kreuzberg od początku i odnoszę wrażenie, że tym kawałkiem chłopaki chcieli udowodnić, że ich obetnice, to nie tylko słowa rzucane na wiatr. Okej, ja to kupuję, tylko mam jedno pytanie: DLACZEGO OTRZYMAŁEM ROCKOWY ALBUM, ALE TYLKO Z JEDNYM KAWAŁKIEM?!

„Papierowy król” nie jest płytą złą. Zjada Feel na śniadanie, ale pozostawia spory niedosyt. Wiem, że macie „swoje prawo”, ale, na Boga, jak zdecydowaliście się na koniec podrażnić rockowe zmysły słuchaczy, to dlaczego tak długo każecie czekać na ciąg dalszy??

 

 

Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie

Napisz Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.