07 Grudzień, 2016

  • Instagram

Natalia Przybysz – Prąd

natalia-przybysz-prad-cd_midi_368065_0003

 

Mówi się, że prawdziwy mężczyzna wstydzi się w życiu tylko dwa razy: pierwszy raz, kiedy nie może drugi raz i drugi raz, gdy nie może pierwszy raz.

Ja nie ma niczego do zarzucenia swojej męskości, ale dzisiaj śmiało mówię, że jest mi wstyd. Wstydzę się tego, że przez tyle lat umykał mi bodaj najoryginalniejszy kobiecy wokal w naszym kraju.

Ostatnio miałem przyjemność zapoznać się z album „Revolving door” Piotra Zioło i chociaż cały album jest świetny, to jednak dopiero gdy usłyszałem drugą zwrotkę w kawałku zamykającym krążek, poczułem ciarki na całym ciele. Cudowny wokal, idealnie komponujący się z głosem Piotrka, przyjemna chrypka. Wiedziałem, że skądś ten głos kojarzę, ale nie potrafiłem powiedzieć, skąd.

I nagle przyszło objawienie. Natalia Przybysz, starsza z sióstr Przybysz, znanych niegdyś z formacji Sistars. Natalia „Natu” ma na swoim koncie cztery solowe albumy, w tym najnowszy „Prąd”, który jest bez wątpienia albumem bardzo ważnym. Dlaczego? Powodów jest kilka.

Po pierwsze, teksty są w całości w języku polskim.

Po drugie jest to najbardziej „rockowy” z wszystkich albumów, choć nie szufladkowałbym go tylko przez wzgląd na gitarę elektryczną towarzyszącą wokalistce (a czasami wręcz zagłuszającą ją) w każdym utworze.

Po trzecie, albumem tym Natalia próbuje dać upust swojemu młodzieńczemu (nieco spóźnionemu) buntowi. Więc jaki naprawdę jest ten album?

Po kolei.

Na całość wydawnictwa składa się osiem autorskich kompozycji, a także dwa covery. Jak wspomniałem wcześniej, wszystkie teksty napisane zostały w języku polskim. I choć są bardzo plastyczne, obrazowe, a Natalia nie boi się bawić słowem i eksperymentować, to udało się jej uniknąć grafomaństwa, w które popada wielu polskich artystów (w tym Roguc, którego szanuję i podziwiam, jako artystę, ale niektórych kawałków nie jestem mu w stanie wybaczyć). Teksty są świetne. Miejscami bardzo osobiste, czasami prześmiewcze.

Uwielbiam jej głos. Naprawdę. Jest jednym z najciekawszych brzmień jakie w życiu słyszałem. Dlatego boli mnie to, że w wielu utworach instrumenty (zwłaszcza gitara) zagłusza ten piękny wokal. Choć z drugiej strony zagłuszony jest w ten sposób również niepotrzebny manieryzm, w który czasami Natu wpada. Skoro już jesteśmy przy gitarce. Jest surowa. Stonowana. Przez co nadaje odpowiedniego klimatu utworom. Zastrzegłem wcześniej, żeby nie szufladkować tej płyty jako rockowej, ponieważ mamy tutaj odcienie bluesa, soulu, rocka a momentami nawet czuć folk.

Album jest świetnie przemyślany, dopracowany do najdrobniejszego szczegółu. Nie męczy, sprawia, że słucha się go przyjemnie od początku do końca. Osiem autorskich kompozycji uzupełniają dwa covery. Jednym jest „Do Kogo Idziesz?” Miry Kubasińskiej oraz „Kwiaty Ojczyste” z repertuaru Czesława Niemena. Oba kawałki pochodzą z lat 60 –tych, ale idealnie wkomponowują się w klimat krążka, a co więcej – nie tracą niczego ze swojego oryginalnego brzmienia.

Tytuł wydawnictwa – „Prąd” – jest bardzo trafny. Natalia serwuje nam album pełen energii i siły. Unikalne brzmienia, osobisty charakter tekstów, surowa gitara, przejmująca chrypka – wszystko w idealnych proporcjach, tworzące spójną całość.

Z niecierpliwością czekam na kolejny krążek, ciekawe czy artystka odważy się pójść ścieżką, którą sama sobie wytyczyła. Mam nadzieję, że tak!

Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie

Napisz Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.