05 Grudzień, 2016

  • Instagram

Pawbeats Orchestra

 

coverBig

 

 

 

Znany producent zaprasza do współpracy kilku(nastu) mniej lub bardziej znanych raperów i wykonawców, z którymi nagrywa wspólny album. Brzmi znajomo? Owszem.

Kodex.

Równonoc.

Bal maturalny.

A teraz Pawbeats Orchestra.

Jestem z tego pokolenia, dla którego Kodex pod wodzą Magiery był czymś nowym, odkrywczym. Nie lubię Donatana, ale muszę szczerze przyznać, że jego Równonocy słuchałem dość długo i namiętnie. Ponieważ broniła się oryginalnością, była taka nasza, szczera i świeża.

Najprzyjemniej z tego zestawienia słuchało mi się Balu maturalnego, który wyszedł spod rąk znanego DJ’a Roberta M., który tym razem wystąpił pod ksywką Rozbójnik Alibaba. Jego projekt najbardziej przypadł mnie do gustu i był najbliższy memu sercu, ze względu na pozostałych „rozbójników”, którzy współtworzyli projekt. Nie przepadam za polskim rapem, ale Alibaba umiejętnie splótł takich raperów, jak Onar, PiH czy Peja z takim głosami, jak Krzysztof Cugowski, Bas Tajpan lub Kukiz. Brzmi szalenie? I właśnie w tym szaleństwie była metoda. A całość podsycona była żywą gitarą elektryczną, rozpoznawalną dla każdego fana rocka: Janusz Borysewicz.

Poezja.

I po czymś takim Szefu podesłał mnie Pawbeats Orchestra. Przyznam szczerze, że po okładce spodziewałem się czegoś innego (elektroniczne aranże klasycznych utworów? Drum’n’bass w rytmie Cwału Walkirii?), a tymczasem otrzymałem grupkę mniej lub bardziej znanych raperów i wykonawców, zaproszonych do współpracy przez znanego producenta. Yhm.

Owym znanym producentem jest Marcin „Pawbeats” Pawłowski. Twórca muzyki do pierwszej edycji talent show „Mam talent!”. Napisał też muzykę do wszystkich występów zespołu akrobatycznego Melkart Ball, zwycięzców „Mam talent!”. Autor muzyki pop.

Ja o nim nigdy nie słyszałem. Pewnie dlatego, że mało słucham radia. I wcale nie oglądam programów typu talent szoł, gdzie od pierwszego dnia po zakończeniu castingów wiadomo, kto wygra daną edycję, a głosowanie widzów to tylko „pic na wodę, fotomontaż” – cytując klasyka.

Ale dość złośliwości.

Pawbeats Orchestra to zbiór imprezowych kawałków, w których rap (lub melorecytacja) podbijane są soczystym beatem. W sam raz do klubu lub radia. Dlatego Pawbeats zaprosił do współpracy takie „sławy”, jak chociażby: Natalia Nykiel, Justyna Steczkowska czy Mama Selita. Piętnastu emsi za mikrofonami to m.in.: Kękę, VNM, Kali, Dwa Sławy i Kartky.

Pawbeats Orchestra nie jest albumem złym. Mam jednak wrażenie, że albo Marcin nie miał na niego pomysłu, albo wręcz przeciwnie – miał zbyt wiele pomysłów, starał się upchnąć wszystkie, dlatego nawet sami raperzy zaczęli się gubić, w którym kierunku ma zmierzać ich rap, jakie wybrać flow itd. Pawbeats ewidentnie przekombinował na tym albumie.

Stare chińskie przysłowie mówi, że jak ciągnie się za zbyt wiele mikrofonów na raz, to trzeba mieć stalowe nerwy (żeby to wszystko ogarnąć)lub żelazną dupę (aby wytrzymać ciosy, które na nią spadną). W tym wypadku mam nadzieję, że Pawbeats ma naprawdę mocną dupę, bo chciałbym, żeby wydał kolejny album. Ale o jednolitej, spójnej strukturze. Może niech pójdzie torem Donatana? Lub Alibaby? A najlepiej to niech nie wzoruje się na innych (co było wyraźnie słychać na Orchestra), tylko sam stworzy swój własny unikalny styl. Potencjał jest, tylko wykonanie kiepskie.

Niemniej nie wątpię, że album ten zdobędzie grupkę odbiorców. Ja jednak pozostanę przy „Balu maturalnym”. Dożylnie.

Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie