Aktualności muzyczne, relacje, recenzje płyt, wywiady, artykuły, informacje o imprezach oraz baza artystów i płyt.

Recenzja: Anna Jantar – „The best: Nic nie może wiecznie trwać”

Przy płytach z serii „the best of” nieustannie powraca do mnie pytanie – czy recenzje składanek mają sens? W przypadku wykonawców, którzy mniej lub bardziej regularnie dostarczają słuchaczom premierowych piosenek – z pewnością nie. Ale w jaki sposób potraktować nieżyjących artystów? Nigdy już przecież nie będą mogli pochwalić się nowym przebojem, nowym stylem, nową płytą…

Ta refleksja towarzyszyła mi w czasie opisywania ostatniego krążka przypominającego dorobek tragicznie zmarłej w katastrofie lotniczej Anny Jantar. Odruchowo chciałem napisać „najnowszego”, ale byłoby to duże nadużycie. Dlaczego? Płyta, promowana jako zbiór „praktycznie wszystkich przebojów artystki”, to niestety tylko lekko „odświeżona” składanka, która swoją właściwą premierę miała 13 lat temu… Teraz zmieniła się tylko okładka, która – mówiąc szczerze – nie jest najwyższych lotów. Nawet układ 16. zamieszczonych na albumie utworów pozostał bez zmian. Wśród nich brakuje wielu niezapomnianych hitów z repertuaru piosenkarki (mimo że wydawca twierdzi inaczej). Wymienię tylko te najważniejsze: „Najtrudniejszy pierwszy krok”, „Żeby szczęśliwym być”, „Tyle słońca w całym mieście” (największy przebój Jantar!), „Hasta manana”, „Mój, tylko mój”, „Staruszek świat”, „Za każdy uśmiech” czy „Jambalaya”.

Zastanawiam się, dlaczego firma MTJ „reanimowała” składankę wydaną kilkanaście lat temu? Czy ktoś liczył na to, że wydanie płyty w okresie dnia Wszystkich Świętych skłoni rozżalonych wielbicieli do jej kupna? (Nie)stety część z nich rzeczywiście nie zdaje sobie sprawy, że nie jest to żadna nowość… Cóż, pozostaje mi postawić kolejne pytanie, na które również nie odważę się odpowiedzieć.

Ludzie to lubią, ale… czy ludzie to kupią?

Wracając do samego albumu. Na krążku znalazło się 11 utworów zaczerpniętych z ostatniej płyty długogrającej artystki, którą nagrała dla wytwórni „Tonpress” (prawa do tych nagrań są w posiadaniu MTJ). Myślę, że przeboje „Nic nie może wiecznie trwać” i „Wielka dama tańczy sama” nie wymagają większych rekomendacji. Do tego zestawu dołączono kilka pozaalbumowych piosenek – począwszy od patetycznego walca „Tylko mnie poproś do tańca”, po dobrze znaną i lubianą balladę „Radość najpiękniejszych lat”. Są to utwory zarejestrowane na przestrzeni lat 1977 – 1979, dlatego – jak wskazywałem wcześniej – brakuje tu przebojów nagranych wcześniej. Szkoda.

Niestety, ta wtórność mnie razi. Tym bardziej, że MTJ, będąca dysponentem wspomnianego przeze mnie ostatniego krążka artystki, nie wydała do tej pory jego porządnej reedycji. Dlaczego? Na to pytanie znowu nie jestem w stanie postawić sensownej odpowiedzi.

X