Aktualności muzyczne, relacje, recenzje płyt, wywiady, artykuły, informacje o imprezach oraz baza artystów i płyt.

Recenzja: Irena Jarocka „Gondolierzy znad Wisły” (reedycja)

Irena Jarocka – „Gondolierzy znad Wisły” (reedycja)

Na początku 1976 r. Irena Jarocka wchodzi do studia Polskich Nagrań i rejestruje materiał na swoją drugą płytę długogrającą. Płytę wyczekiwaną, ponieważ debiutancki longplay gwiazdy – „W cieniu dobrego drzewa” zyskał rekordowy, przeszło 300 – tysięczny, nakład! Nie jest łatwo powtórzyć tak spektakularny sukces, ale… Ówczesna czołówka krajowych kompozytorów i tekściarzy zadbała o to, aby kolejny album podtrzymał tę znakomitą passę.

Myślę, że o skali popularności krążka najlepiej świadczą liczby. W 1977 r. „Gondolierzy znad Wisły” znaleźli się na 2. miejscu wśród najpopularniejszych krążków roku z ponad 140 tys. zamówień. To wystarczyło, aby w pierwszym pełnym roku sprzedaży winyl zyskał status „Złotej Płyty”.

Tak duże powodzenie nie byłoby możliwe, gdyby nie ogromna popularność zamieszczonych na nim nagrań. Zgodnie z panującą „modą”, longplay stanowił przegląd największych przebojów wokalistki z ostatnich… 2 lat. Z dwoma wyjątkami.

Tytułowi „Gondolierzy” pochodzą wręcz z dosyć „zamierzchłych” czasów, bo z roku 1968. Nieco później wokalistka wyjechała na stypendium do Francji, gdzie doskonaliła swój warsztat estradowy i… „nasiąkała” tamtejszą muzyką. Świadczy o tym duet „Kocha się raz”, który jest polską wersją jednego z tamtejszych hitów. Tu Jarockiej towarzyszy pierwszy mąż – Marian Zacharewicz – obrotny, przedsiębiorczy i niezwykle skuteczny promotor jej twórczości.

Kolejne szlagiery trafiły na radiową listę przebojów w 1975 r. „Chłopcy z weselszych lat” dotarli do 2. pozycji, a „By coś zostało z tych dni” bezapelacyjnie królowało na niej kilkanaście tygodni. Z kolei optymistyczne „Sto lat czekam na twój list” wdarło się na szczyt notowania tygodnika „Non Stop”. W ślad za nim podążyły „Kawiarenki”, zwyciężając w plebiscycie na przebój roku 1976. , a utwór „To, co zdarza się raz” to kolejny numer 1, tym razem z roku 1977.

Słuchacze niewątpliwie polubili miękki, delikatny głos Ireny Jarockiej, która z dużym wdziękiem i zrozumieniem wykonywała swoje przeboje, co zresztą słychać na „Gondolierach”. Warunki głosowe predysponowały ją do unikania szerokich fraz i eksperymentów wokalnych. Tutaj dominuje spokój i prostota, także w tekstach, które piosenkarka wyśpiewała z naprawdę dobrą dykcją.

Longplay otwiera klasyczny walc Wojciecha Trzcińskiego – „By coś zostało z tych dni” do słów niedawno zmarłego Wojciecha Młynarskiego. Francuskiego „posmaku” nadają mu wplecione (głównie w zwrotki) mandoliny. Pojawiają się one również w „Jeszcze tyle przed nami” oraz słynnych „Kawiarenkach”. Na krążku – co jest znakiem tamtych czasów – dominują przede wszystkim smyki, które nad wyraz chętnie wykorzystano do wzbogacenia aranżacji.

Wspominany już przeze mnie „Kocha się raz” to kolejny walc, w którym – jak gdyby „mówione” zwrotki – łączy następujący po nich refren. W „To, co zdarza się raz” granice pomiędzy poszczególnymi fragmentami utwory są wyraźnie zatarte, przez co niemal stapiają się w jednolitą całość.

W przeciwieństwie do poprzedników, w „Przeczuciu” i „Tych samych nocach i dniach” na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim tekst, nie muzyka. Aranżacje są dosyć oszczędne, w zwrotkach dominuje przede wszystkim fortepian, ale i tu nie brakuje smyków.

Dynamiczniejsze „Sto lat czekam na twój list” oraz „Chłopcy z weselszych świat” skutecznie kontrastują z nieco sennym „Jeszcze tyle przed nami”.

Moim faworytem pozostaje utwór „W świetle nocy, w mroku dnia” z prostym, lecz bardzo sugestywnym tekstem o nie zawsze łatwej miłości. Myślę, że to jest właśnie kwintesencja stylu Ireny Jarockiej. Oszczędny akompaniament w subtelnie zaśpiewanych zwrotkach, nostalgiczny temat, przywołujący francuski klimat akordeon, który pojawia się w „mostku” pomiędzy zwrotką, a refrenem i powraca w jego drugiej części… Szkoda, że dzisiaj takie piosenki przykryła gruba warstwa kurzu…

Ostatnia reedycja „Gondolierów znad Wisły” trafiła do sprzedaży 3 lata temu. Mimo to, nadal można ją łatwo kupić. Myślę, że będzie się podobać przede wszystkim wielbicielom tradycyjnego wydania muzyki pop. W tej odsłonie mamy do czynienia z klasycznym podziałem ról. Wokalistka spełniła się przed mikrofonem, zawodowi (i wykształceni!) twórcy zajęli się kompozycją i aranżacją, a autorzy tekstów (najczęściej absolwenci polonistyki) napisali zgrabne „opowiadania” zgodne z obowiązującymi zasadami poprawności językowej. Cóż, sam mam słabość do tych czasów, które dzisiaj – na szczęście – są na wyciągnięcie ręki.

Komentarze są zamknięte, ale 1 | Trackbacks i Pingbacks są otwarte.

X