Aktualności muzyczne, relacje, recenzje płyt, wywiady, artykuły, informacje o imprezach oraz baza artystów i płyt.

Recenzja: Marcin Kindla – 2.0

Tej osobowości muzycznej – multiinstrumentalisty, wokalisty a także jednego z najbardziej cenionych polskich kompozytorów i autorów tekstów piosenek – pewnie nie trzeba Wam przedstawiać. Nie obejdzie się jednak bez kilku słów wstępu o niej. Marcin Kindla – bo właśnie na nim i jego najnowszym materiale skupię swoje przemyślenia – mimo że przez długi okres swej pracy artystycznej był raczej mistrzem drugiego planu, to ostatnie 6 lat przyniosło mu sporą  popularność. Ów rozgłos zdobył głównie dzięki wspólnym dokonaniom z takimi artystami jak Jacek Stachurski, Andrzej Rybiński, Ewa Farna czy Piotr Kupicha. Z tym ostatnim walczył o nagrodę SuperPremiery, wykonując na scenie opolskiego Festiwalu kompozycję Jeszcze się spotkamy. Utwór niestety nie zyskał wielkiego uznania w konkursie, ani poza nim. Większym powodzeniem cieszyła się natomiast aranżacja Więcej, jeśli się da, którą Kindla i Kupicha napisali z myślą o popularnym serialu „rodzinka.pl”. Jeszcze przed podjęciem kariery solowej Marcin wspólnie z bratem tworzył zespół o nazwie Kindla. Nie odniósł on jednak jakiegoś szczególnego sukcesu, dlatego z początkiem  2011 roku grupa postanowiła zawiesić swoją aktywność, a wokalista rozpoczął działalność na własny rachunek, której owocem są jak na razie 3 wydawnictwa: debiutanckie „Tu i teraz” z 2011 roku, EP-ka – „Wszystko o sobie” z 2014 roku oraz wydany w zeszłym roku dwupłytowy album zatytułowany „2.0”.

„2.0″, jak już sam tytuł nam mówi, to drugi długogrający album Marcina. „2.0” liczbowo po części nawiązuje również do okrągłej rocznicy – 20-lecia – działalności artystycznej Marcina Kindli. Wydanie tego albumu ma zatem charakter jubileuszowy, stąd też, aby bardziej podkreślić jego wyjątkowość, do pierwszego krążka – materiału studyjnego –  dorzucono drugi z zapisem koncertu Marcina, który odbył się w listopadzie 2015 w Studio Koncertowym Polskiego Radia Katowice.

Pierwsza część, czyli zestaw 9 studyjnych utworów (plus 2 bonusowe), utrzymana jest poniekąd w łamliwej, melodyjnej, można by powiedzieć – zachowawczej dla popu strukturze. Napisałam „zachowawczej”, gdyż biorąc pod uwagę wcześniejsze dokonania wokalisty, na owym krążku daje się wychwycić niejako jątrzącą przewidywalność. Słuchając utworów ze studyjnej płyty znajdujemy pewne punkty odniesienia co do przeszłości i tego, co nagrywał razem z zespołem. Nie zmienia to oczywiście faktu, że muzyk ewoluował i wreszcie odnalazł styl, w którym czuje się swobodnie, a mianowicie soft pop. Ale chyba na tym rzecz się kończy, tutaj artysta bowiem nie sięga po śmielsze rozwiązania, po wyższe gałęzie innych nurtów muzycznych, swoje brzmienia postanowił pozostawić na bezpiecznej półce owego soft-popu. Jeżeli ktoś spodziewał się na tym albumie jakiejś niebywałej rewolucji, to niestety mógł się ciut rozczarować. Warstwa liryczna też specjalnie nie zaskakuje, Marcin oferuje nam w niej kolejną dawkę tekstów wpisujących się w kanon spokojnych, stonowanych melodii. Choć patrząc na nie z drugiej strony, mamy tu do czynienia wprawdzie z emocjonalnym, lecz również całkiem inteligentnym przekazem, co z kolei nie jest aż tak powszechne w przypadku polskiego popu. O artyście tym można by zatem powiedzieć, że przez wszystkie te lata podążał i nadal twardo kroczy utartą przez siebie muzyczną ścieżką, której celem było i wciąż jest sprawianie ludziom przyjemności poprzez wydawanie dla nich popowych, nośnych oraz romantycznych aranżacji. Dlatego też w dużej mierze królują tu nastrojowe, refleksyjne i zarazem pastelowe ballady, niemniej nie zabrakło także kilku, delikatnie gwałtowniejszych tudzież rockowych kawałków dodających temu wydawnictwu nieco innego, zadziornego zabarwienia. Dominujące tutaj gitary (szczególnie akustyczna), perkusja, fortepian i instrumenty klawiszowe, dodatkowo świetnie współgrające z dość charyzmatycznym głosem Marcina, z pewnością możemy uznać za zaletę tejże płyty.

Co do samych utworów to jednym z najjaśniejszych punktów pierwszego krążka jest niewątpliwe już ten na wstępie, witający nas utwór – To nie mój czas (nagrany przy współpracy z wieloletnim gitarzystą Robbiego Williamsa – Neilem Taylorem), czyli chwytliwa, łatwo trafiająca w gust kompozycja z pełną emocji treścią o poszukiwaniu swojego miejsca i sensu w życiu. Ciekawie wypada też zremiksowana (przez OZD, którego płytę „Journey” w styczniu recenzowałam), bonusowa wersja tego numeru, tym razem taneczna, porywająca ciało do ruchu. Na uwagę zasługuje także duet artysty z Marią Niklińską w aranżacji Szczęściem niezwykle liryczna, poruszająca, przepełniona emocjami oraz głeboka w wymowie ballada, przy której możemy się wręcz rozmarzyć, ukazująca nadto wielki talent wokalny zarówno Marcina, jak i Marii. Wisienką na torcie utrzymaną w podobnej konwekcji jest również inna rozczulająca ballada Od kiedy Cię mam (Dla Nikosia) – jak łatwo się domyślić, ze specjalną dedykacją dla syna kompozytora. To czarowna piosenka z ujmującym, fortepianowym akompaniamentem w tle, uszlachetniona ciepłymi słowami. Żyję dla Ciebie to już zaś dynamiczniejszy, gitarowy kawałek, pobudzający także inne, trochę bardziej wysublimowane gusta muzyczne, nie bez powodu więc zasługujący na wyróżnienie. Warto napomknąć też o numerze Da się żyć (z którym mieliśmy możliwość zapoznać się 3 lata temu) zawierającym niebanalny tekst z błyskotliwą wizją na rzeczywistość. Zadziwiające, że słowa napisane parę lat temu wciąż nie tracą na aktualności.

W skład jubileuszowego „2.0” wchodzi również, jak uprzednio nadmieniłam, suplement w postaci drugiego krążka z zarejestrowanym koncertem w katowickim studio Polskiego Radia. Ta część wydawnictwa już w nieco inny sposób oddaje temperament sceniczny artysty, a także jego wizję muzyki. Tutaj jest zdecydowanie odkrywczo, zaskakująco i, co ważne, niejednostajnie. Znajdziemy na nim kompilację 12 kawałków – zarówno utwory z najnowszego albumu wokalisty, jak i aranżacje pochodzące z debiutanckiej płyty Marcina – „Teraz i tu” oraz EP-ki „Wszystko o sobie”. Trzeba przyznać, że koncertowe nagrania ujawniają słuchaczom bardziej energiczne i rockowe oblicze naszego bohatera. O ile na pierwszej studyjnej płycie odnosi się wrażenie, jakby artysta nagrał muzykę specjalnie „dla mas”, o tyle na występie live pozwolił sobie na większą swobodę i ukazanie swojej prawdziwej osobowości. Do prezentowanej przez niego wokalizy dochodzi fortepian, który choćby w Po prostu wróć wydaje się dla niej idealnym kamratem. Oprócz tego watowe, elektroniczne impresje zostały zastąpione żywym, mięsistym brzmieniem gitar akustycznych. Sam wokalista aprobuje sobie na więcej, m.in. na wyrażanie silniejszych emocji; słychać, jak z jego śpiewu emanuje wyraźne zaangażowanie, siła i wiara w to, co robi oraz znakomite obeznanie z własnym materiałem. Nie będę zatem ukrywać, że niniejsza druga płyta bardziej do mnie przemawia. Smaczku całemu zestawieniu dodaje też fakt, że wokaliście na tym koncercie towarzyszą zaproszeni goście i jednocześnie przyjaciele, m.in. Piotr Kupicha i Grzegorz Poloczek, nadający temu spotkaniu ciekawszy zarys. Ponadto zapis dźwiękowy z katowickiego wydarzenia dowodzi odbiorcom również to, że muzyka, którą Kindla tworzy, naprawdę cieszy się sporym uznaniem publiczności. Pomimo dosyć sztywnej formuły koncertu zgromadzeni na nim bawią się wyśmienicie! Pozytywne emocje, promienność oraz energia bijąca od nich jest wyjątkowo uchwytna dla uszu, podobnie zresztą jak od samego Marcina i wspomnianych powyżej jego towarzyszy. Koncertowa wersja starszych i zarazem świeżych kompozycji aż wznieca wśród nich muzyczną niezawisłość. A ostatnia pozycja Ghost Town, zaśpiewana przez syna Marcina – Nikodema, zwieńczająca całość sympatycznym dla ucha akcentem, pokazuje, że rośnie nam kolejne pokolenie twórców z tego grona. Nic, tylko czekać na dalsze kroki Nikodema na muzycznej ścieżce.

Marcina Kindla wydając swoje muzyczne dzieła, niewątpliwie udowadnia odbiorcom o swej gorliwości i konsekwencji w podjętych przez siebie artystycznych przedsięwzięciach, co w połączeniu z pokorą, ogromną wrażliwością oraz pozytywnym usposobieniem sprawia, że mamy do czynienia z naprawdę interesującym i obdarzonym estetycznym zmysłem artystą. Jednakże mając na uwadze 20 lat pracy na scenie, wydaje mi się, że w muzyku tkwi znacznie większy potencjał, który na „2.0” nie do końca został ujawniony, a szkoda, bo gdyby tak było, zapewne bardziej by urozmaiciło (i tym samym uatrakcyjniło uczczenie jubileuszu) owo wydanie specjalne, które zdecydowanie okazałoby się większą niespodzianką dla fanów. Myślę wobec tego, że to, co Marcin Kindla na nim zaprezentował, nie jest pełnią jego artystycznych możliwości. Choć patrząc na tę sprawę z innej perspektywy, można by uznać, że pierwsza część świątecznego wydawnictwa stanowi swoistą „granicę bezpieczeństwa”, którą właśnie bezpieczniej i lepiej byłoby nie przekraczać, aby zwyczajnie nie stracić przy tym zyskanej przez lata pracy dobrej opinii. Zawsze mimo wszystko można się pocieszyć koncertowym ogniwem tegoż wydawnictwa, niemniej uważam, że dla fanów wokalisty z 20-letnim muzycznym stażem jest to trochę za mało.

Marcin Kindla na FACEBOOKU

Ocena 4/6

Tracklista:
CD 1
1. To nie mój czas
2. Żyję dla ciebie
3. Po prostu wróć
4. Da się żyć
5. Szczęściem (z Maria Niklińska)
6. Pokonam strach
7. Wszystko o sobie
8. Nie ty nie ja
9. Wszystko mówi że to koniec
Bonus Track:
10. Od kiedy cię mam (dla Nikosia)
11. To nie mój czas (remix)

CD 2 (płyta live)
1. Po prostu wróć
2. Da się żyć
3. Tak jak anioł
4. Tu gdzie mieszkam (z Grzegorz Poloczek)
5. Wszystko o sobie
6. Nie bój się
7. Nie ty nie ja
8. Moja ziemia
9. Oddaje ci wolność
10. Jeszcze się spotkamy (z Piotr Kupicha)
11. Teraz i tu
12. To nie mój czas

Bonus Track:
13. Ghost Town (Nikodem Kindla)

X