Recenzja: NERVY – „Nervy”

Jak najłatwiej przekroczyć gatunkowe granice? Zamknąć w studio 3 muzyków i dać im wolną rękę w tym, co robią najlepiej.

Usłyszałem ich w 2013 roku na festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Nazwisko Agima Dzeljilji słyszałem już wcześniej, przewijał się w nagraniach u Noviki oraz współtworzył z zespołem Hurt i Husky.

Dokładnie rok po premierze udało mi się zdobyć ich krążek. Nie jest to łatwa muzyka, ilość dźwięków, tematów i mieszanka stylów zachęca do słuchania i odkrywa momentami swoje oblicze. Album, który zapiera dech w piersiach, jest energiczny i czasami nostalgiczny, aby po chwili wzbudzić w nas Euforię. Połączenie elektroniki i sekcji dętej daje zdumiewające efekty, wręcz niepojęte dla naszej wyobraźni.

Wielkie szczęście, że mogłem ich posłuchać i zobaczyć na żywo w jaki sposób „robią” swoją muzykę.

Czytaj więcej: Nervy zagrali dla nielicznych wałbrzyszan

Młody Młynarski daje popis na bębnach, które nadają płycie wcześniej opisywanej energii, w „Serge Africa” otrzymujemy breakbeat o żywym brzmieniu perkusji, które wspierają orkiestrowe partie.

Każdy utwór jest inny, kiedy już nakreślają melodyjność i czujemy, w jaki sposób zostanie poprowadzony kawałek, jak może się skończyć nagle dostajemy strzał i następuje kompletny zwrot akcji, nie ma tu mowy o idealnych melodyjkach, skomponowanych pod codzienne granie w rozgłośniach radiowych. Od początku uważałem, że twórczość Nervów należy zrozumieć, by zaakceptować ich styl i delektować się tym, co dla nas stworzyli.

Teraz już nie wyobrażam sobie swojej playlisty bez albumu tej formacji. Wracam do niej za każdym razem, kiedy mam ochotę oderwać się od codzienności.

Polecam szczególnie dla wymagających słuchaczy !

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.