Aktualności muzyczne, relacje, recenzje płyt, wywiady, artykuły, informacje o imprezach oraz baza artystów i płyt.

Recenzja: Newspaperflyhunting – Wastelands

Enigmatyczny Newspaperflyhunting to pięcioosobowa, białostocka formacja, która w swojej twórczości zahacza głównie o melancholijne, post-rockowe brzmienia. Grupa ma już na swoim koncie jedną EP-kę (The Three Words) oraz longplaya (Iceberg Soul). Kilka miesięcy temu ukazał się ich najnowszy album „Wastelands”, na który składa się osiem utworów o ujednoliconej stylistyce. Materiał, jak w przypadku poprzedniego krążka, podzielony jest na dwie części: A oraz B w stosunku 5:3. Oprawa graficzna albumu również utrzymana jest w tej samej konwencji, co poprzednie wydawnictwo.

Do płyty podchodziłam kilka razy. Przesłuchiwałam ją głównie w domowym zaciszu, a niektóre kawałki także w biurze i w samochodzie – odsłuch na kilku płaszczyznach jest bardzo ważny, zwłaszcza gdy chce się dać zespołowi szansę. Początkowo myślałam, że „Wastelands” wymaga ode mnie odpowiedniego nastroju – jesiennych, chmurnych szarości, deszczowych wieczorów… jednak nie w tym rzecz. Choć nie jest to pierwszy krążek Newspaperflyhunting, słuchając ich trzeciej produkcji za każdym razem odnosiłam wrażenie, jakby to była ich debiutancka płyta. Album jest pełen niedociągnięć. Sama linia melodyczna jest dość klimatyczna, dominuje tu chłodny, przeszywający i nieco mroczny nastrój, doskonale zintegrowany z okładką płyty, jednak żaden z utworów nie zapadł mi szczególnie w pamięć.
Instrumentarium jest podstawowe – gitara, bas, perkusja oraz klawisze. Pomimo tego minimalizmu zdarzają się momenty, w których zespół gra nierówno, co zdecydowanie nie powinno mieć miejsca po tylu latach muzycznych doświadczeń. Gdyby przymknąć oko na ten zasadniczy mankament i dać się ponieść dźwiękom, pojawia się kolejny, jeszcze słabszy element – warstwa wokalna. Choć na płycie mamy trzech różnych wykonawców, żaden z nich mnie nie zachwycił. Technicznie jest po prostu kiepsko, niezależnie od dynamiki samego utworu – płasko i bez wyrazu. Szczególnie mierzi mnie „A Question” – wyśpiewany kompletnie bez polotu, niepewnie, nosowo. Być może taka jest konwencja zespołu, ale przez to na całej płycie spora część tekstów jest po prostu niezrozumiała. I to bynajmniej nie dlatego, że słowa są po angielsku. Jeśli chodzi sam o język, na krążku znajdziemy tylko jeden utwór po polsku – „Solaris”, który jest muzyczną interpretacją powieści Stanisława Lema. Bardzo żałuję, ponieważ wymowa każdego z wykonawców w języku angielskim pozostawia wiele do życzenia. Mam nadzieję, że Newspaperflyhunting częściej będą tworzyć w ojczystym języku.

Muszę przyznać, że płyta mnie rozczarowała. Spoglądając na okładkę, oczekiwałam czegoś ciekawszego, przede wszystkim bardziej dopracowanego. Lubię post-rockowe, melancholijne klimaty, w których wokal gra drugoplanową rolę. Jednak tutaj zarówno pierwszy plan, jak i drugi, nie wyróżniają się niczym szczególnym. Przed zespołem jeszcze bardzo dużo pracy – i muzycznie, i wokalnie. Mimo wszystko trzymam kciuki i liczę na większy wkład przy okazji kolejnego krążka – w szczególności na przeważającą liczbę polskojęzycznych utworów.

____________________________________________________________________________________________________________

Album dostępny jest na oficjalnym kanale Newspaperflyhunting, zachęcam do przesłuchania i dzielenia się Waszymi odczuciami.

X