08 Grudzień, 2016

  • Instagram
Recenzja: OCN – „Demon i karzeł”
Foto: mat.prasowe

Recenzja: OCN – „Demon i karzeł”

Pamiętam, kiedy w czasach nastoletnich, w okolicach gimnazjum i szkoły średniej podłapałem bakcyla muzyki rockowej. Dzięki kuzynce. To ona poleciła mi zespół, którego nazwa kompletnie nic mi nie mówiła, ale pobudzała wyobraźnię. „Ocean”. Były to czasy, kiedy korespondowaliśmy jeszcze w tradycyjny sposób – listy pisane na papierze, kasety magnetofonowe, nerwowe oczekiwanie na odpowiedź, które potrafiło trwać nawet kilkanaście dni. To były czasy!

Pochodzę z małej miejscowości i zawsze byłem raczej spokojnym dzieciakiem, nawet kiedy zakochałem się w twórczości The Offspring, Limp Bizkit, Papa Roach, czy właśnie Oceanu, to jakoś nigdy nie podeszła mi twórczość Nirvany (nie wiem, czy o tym pisać, bo przecież wszyscy kochają Nirvanę, znają Nirvanę, nawet jeśli jest to tylko „no wiesz, ten kawałek, w którym śpiewają OŁEJEJEOJEOJOEJEO”). Wspominam o tym dlatego, że najnowszy album grupy OCN – czyli dawnego Oceanu, z której ostał się jedynie wokalista – i to czuć! – ale z sentymentu wymyślono sprytną nazwę, mającą SUGEROWAĆ z czyim potomkiem mamy do czynienia, bardzo mocno „pochodzi” grunge’owi brzmieniami w stylu śp. Nirvany.

Tytuł ostatniego albumu OCN brzmi „Demon i karzeł” – tytuł działający na wyobraźnię, lecz nie mamy czasu, aby się nad nim głębiej zastanowić, ponieważ atakuje nas wrzask wokalisty otwierający pierwszy utwór o tym samym tytule, co płyta. Podobał mi się styl zespołu Ocean, w tym wypadku mamy do czynienia z próbą stworzenia heavy metalowego kawałka. Próbować każdy może, ale czy powinien?

W kolejnych kawałkach czujemy wyraźnie naleciałości twórczości grunge’owej. Ciężkie gitary, zachrypnięty głos, wplecenie w kompozycje smyczków, gitary akustycznej, nieco melodyjności. (chciałbym teraz jakoś fajnie przejść do kolejnego akapitu, co ty o tym sądzisz, Piotr?)

Dwa utwory, które zostały wybrane na single są bardzo mylące. Po odsłuchaniu „Na zawsze” oraz „Dom” spodziewamy się dopieszczonych kawałków, o dużych pokładach emocji, zgrabnych, energetycznych (lub jak w przypadku „Domu” melancholijnych) kompozycji, niestety, później trafiamy na „Wyścigowe psy” i mamy wrażenie, że ktoś nas ewidentnie wych…

 

Coś z tą recenzją jest nie tak, prawda? Ma swoje „momenty”, ale jest niedopracowana. I taki właśnie jest „Demon i karzeł”. Ma naprawdę dobre momenty, ale cały album sprawia wrażenie niedopracowanego, nagranego w garażu. Zupełnie jakby pojawił się za szybko.

Wyobrażam sobie, że podczas odsłuchu powinniśmy wrócić myślami do czasów pierwszych miłości, pocałunków za szkołą, fajek palonych po kryjomu przed starymi. Słuchając „Demona i karła” powinniśmy szybko rzucić się do szafy po stare glany, wypłowiałą koszulę, powycierane jeasny i przepocony koszulek z pacyfką, wybiec na dach i wykrzyczeć swoją złość do świata, który nas nie kocha, nie rozumie i nie akceptuje.

Ja nie odczuwałem takiej potrzeby. Po pierwszym odsłuchaniu płyty nie miałem ochoty do niej wracać, ale kiedy to zrobiłem, po kolejnym nadal nie potrafiłem sobie przypomnieć tytułów, a żaden tekst nie utkwił mi w pamięci.

Dlatego, jeśli chcecie posłuchać dobrego polskiego zespołu to proponuję Braci lub… Ocean. OCN nie.

 

Skład:

 

Maciej Wasio – wokal, gitara

Radek Owczarz – perkusja

Michał Kaleciński – bas, wokal

 

  1. Demon i karzeł
  2. Koniec
  3. Wyrwać
  4. Tam i tu
  5. Na zawsze
  6. Dom
  7. Wyścigowe psy
  8. Posągi z papieru
  9. Na oślep
  10. Pasożyt
  11. Migotanie
  12. Nie czuje nic

 

Stark

Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie

Napisz Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.