09 Grudzień, 2016

  • Instagram
Recenzja: Phoebe – Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię

Recenzja: Phoebe – Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię

phoebe_cover_by_julia-nowakPo wstąpieniu do grupy redakcyjnej portalu Wybieram Kulturę długo się zastanawiałam, czyją płytę obrać sobie za przedmiot swojej pierwszej recenzji tutaj. W końcu podsunięto mi do odsłuchu EP-kę stołecznej grupy Phoebe. No i to był strzał w dziesiątkę, gdyż już pierwszy utwór spotkał się z moim sporym zainteresowaniem. Po zapoznaniu się z nim, wiedziałam, że to może być materiał, który nie przejdzie obok mnie obojętnie i który chciałabym poddać dogłębnej analizie, rzucić w wir swoich przemyśleń, a te z kolei uzewnętrznić na tym portalu. Po wysłuchaniu całej EP-ki oczywiście utwierdziłam się w tym przekonaniu.

Przejdźmy już zatem do sedna sprawy, czyli do omówienia przedmiotu niniejszej recenzji.

Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię” to punkt zwrotny w dotychczasowej karierze zespołu. Wcześniej znany pod szyldem The Lights, teraz formacja o nazwie Phoebe dopełniła swoją twórczość dodatkową partią gitary i tekstami napisanymi w języku polskim. Na wcześniejszej EP-ce muzycy z Warszawy wydali kawałki tylko po angielsku, więc tym razem, wzbogacając swoje dzieło o utwory w języku ojczystym, wyszło im to na dobre. A to dlatego, że prezentowanie piosenek w tymże języku pomaga niewątpliwe w nawiązaniu bliższej więzi między rodzimymi słuchaczami a artystami. Na płycie mamy więc pięć melodyjnych kompozycji podsumowujących wcześniejsze dokonania zespołu, uzupełnionych o polskie słowa, oraz ubarwionych instrumentami obecnie wykorzystywanymi, jak np. pianino.

Warto wspomnieć o okładce, ponieważ to też w tych kontemplacjach dość istotna rzecz. Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię – tak brzmi tytuł najnowszej EP-ki grupy Phoebe. Jak się okazuje, po zapoznaniu się z zawartością albumu, tytuł wszystkiemu zaprzeczający. Tytuł, który jest negacją całokształtu tego projektu. W jakim sensie? Na pewno pozytywnym. Bo zagłębiając się w to wydawnictwo, nie sposób nic nie widzieć, nie słyszeć i nic się na ten temat nie wypowiedzieć, tak po prostu silnie ono pobudza nasze zmysły.

To może rozłóżmy płytę na czynniki pierwsze, przechodząc kolejno do omówienia utworów.

Prezentowana EP-ka składa się z pięciu niezwykle spójnych i zgrabne zestawionych ze sobą kompozycji.

Otwieracz, czyli piosenka tytułowa Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię jest naprawdę wyśmienita. Tak wyśmienita, że wręcz rozrywa głośniki swą pozytywną energią i przebojowością – to w zasadzie niekończący się refren. Świetnie wypada tu zarówno warstwa instrumentalna, czyli ten ostry zryw gitarowy, jak i warstwa słowna – porywające i wpadające w ucho teksy.

Stan wyuczonej bezradności to również całkiem kształtny kawałek. Zaczyna się dość spokojnie. Pierwsze dźwięki delikatnie snują się w czasie, kreując niemal oniryczny klimat, który wprowadza nas w ciepły i senny nastrój. Całość jednak nie jest utrzymana w takim łagodnym tonie. Do oderwania nas od onirycznego stanu dochodzi w finale, w którym utwór nabiera sporego rozpędu; to właśnie tutaj bas i perkusja atakują potężnym uderzeniem, a gitary ostro rozbrzmiewają, zwieńczając kompozycję mocnym akcentem. Produkcja tu i na całej płycie jest naprawdę wysokiego poziomu, ze szczególnym naciskiem na przyjemne brzmienie perkusji, mocne i dosyć rozbudowane warto dodać.

To nie jest piosenka o miłości i faktycznie nie jest o miłości, tylko raczej o poszukiwaniu siebie i sensu życia. Słychać tu typowe brudne, garażowe granie oraz nawiązanie do brytyjskiego rocka. Zespół zresztą sam przyznaje się do tego, iż ich twórczość jest dość mocno osadzona w muzyce brytyjskiej. Jej wpływ można wychwycić nie tylko w tym utworze, odczuwalny jest on bowiem na całej płycie. Ale to przecież ogromny atut inspirować się wysokiej klasy kapelami reprezentującymi brytyjski nurt rockowy, w związku z tym za to również należy im się duży plus.

Dwa ostatnie utwory – Pistol  i Theories – jako jedyne zaśpiewane w języku angielskim. Pistol prezentuje się tutaj z charakterystycznie przewijającym się przez etap końcowy motywem dźwięcznym. Duże wrażenie wywarł na mnie także refren atakujący dość potężnym tąpnięciem gitarowym oraz zadziornym wokalem. Obie piosenki to piosenki poprawne, melodyjne, co prawda chwytliwe, ale nie płaskie i bez wyrazu.

Prezentowane tu wydawnictwo, jak na Extended Play (EP-kę), wypada naprawdę przyzwoicie. Pierwsze co rzuca się w uszy, to bardzo przyjemnie brzmiące dla ucha energiczne riffy gitarowe. Ale na tyle przyjemne, by nie razić prostotą – nie ma tu żadnej przesady z przesterami i efektami, z drugiej strony nic także nie brzmi zanadto surowo. Słuchając tego krążka, trudno mi było wychwycić jakieś słabe momenty. Wszystko jest tutaj dopracowane ze smakiem i wzmocnione ścianą dźwięku. Pochwała należy się także wokaliście za dobrze wykonane partie wokalne, jak również za charyzmatyczną barwę głosu, która dość ciekawie harmonizuje się z ogólnym rockowym brzmieniem całego zestawienia EP-ki.

Nowy etap działalności grupa zaczęła zatem od odważnej zmiany, umieszczając na wydawnictwie kompozycje z tekstami polskimi. Warto podejść do niego kilkakrotnie, żeby odkryć wszystkie smaczki i niuanse, bo album intryguje i swoje momenty ma. Powinien on zainteresować zarówno tych, którzy szukają w zgiełkliwych klubach muzyki chwytliwej i dynamicznej, lecz jednocześnie uzbrojonej w zawiesiste gitary, jak też tych, którzy z roztkliwieniem wspominają falę polskich zespołów alternatywnych z minionej dekady.

Gorąco więc zachęcam do bliższego zapoznania się z powyżej zrecenzowaną EP-ką. Jej zawartości można posłuchać za pośrednictwem profilu bandcamp, czyli TUTAJ.

Setlista:

  1. Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię
  2. Stan wyuczonej bezradności
  3. To nie jest piosenka o miłości
  4. Pistol
  5. Theories

Phoebe na FACEBOOKU

phoebe2

Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Niepoprawna romantyczka, trochę sentymentalna, z duszą wrażliwą na muzykę. To właśnie ona stanowi nieodzowny element jej życia. Uwielbia się w nią zagłębiać, by odkrywać pokłady zupełnie nowych i niebanalnych brzmień. Oprócz tego typowa marzycielka, nieustannie poszukująca siebie. Do życia podchodzi jednak z rozwagą i nutką dystansu. Choć realistycznie, to mimo wszystko pozytywnie i kreatywnie patrzy na świat. Przede wszystkim bywa uparta. Jeśli już coś postanowi, to konsekwentnie dąży do celu. Oprócz zamiłowania do muzyki jej pasją są także książki. Najchętniej wczytuje się w literaturę piękną, książki pisane przez życie, czyli w prawdziwe, poruszające historie zwykłych ludzi, a także w te z domieszką grozy i nutką zagadkowości - thrillery psychologiczne. Wieczorową porą niekiedy lubi sobie pobiegać, rozładowując przy tym napięcie emocjonalne skumulowane w ciągu całego dnia.

Ostatnie