Aktualności muzyczne, relacje, recenzje płyt, wywiady, artykuły, informacje o imprezach oraz baza artystów i płyt.

Recenzja: The OA [serial]

Długie, jesienne wieczory sprzyjają słodkiemu lenistwu. Zwłaszcza teraz, gdy przesunęliśmy wskazówki naszych zegarów o godzinę. Wracam po pracy, jest ciemno, najchętniej od razu wczołgałabym się do łóżka i obudziła o równie ciemnym poranku. Gdybym miała kominek, z chęcią przysiadłabym przy nim z moim ulubionym kubkiem wypełnionym gorącą herbatą lub czekoladą. Ogrzewałabym zmarznięte kończyny oraz koniuszek nosa i słuchałabym trzasku wesoło rozbuchanych iskier. Kubek najpewniej byłby odziany w specjalny sweterek, dzięki któremu moje dłonie otrzymałyby dodatkowe źródło przyjemnego ciepła, ale kominka brak, zostaje więc gruby koc lub kołdra i można włączyć ulubiony serial.  Tylko ja nigdy nie byłam miłośniczką seriali. Odkąd pamiętam, zawsze wolałam pełnometrażowe filmy, gdzie po około dwóch godzinach znałam już zakończenie. Dawniej, gdy oglądałam bardzo dużo anime, wybierałam te najkrótsze serie, żeby szybko poznać finał. Dość sceptycznie nastawiona do tasiemców dałam się skusić na krótki serial. Sięgnęłam po „The OA”.

„The OA”, choć ma zaledwie osiem odcinków, jest naprawdę dziwnym i tajemniczym serialem – równie jak sam tytuł. Poznajemy losy Prairie Johnson, która po siedmiu latach od zaginięcia zostaje odnaleziona w dość nietypowych okolicznościach – widzimy ją skaczącą z mostu. Uchylając rąbka tajemnicy, zdradzę, że pomimo wszelkich podejrzeń, nie jest to próba samobójcza. W szpitalu dostrzegamy na jej plecach zagadkowe blizny, dowiadujemy się także, że w niewyjaśniony sposób odzyskała wzrok. Prairie jednak nie chce wyjawiać szczegółów zniknięcia nawet własnym rodzicom, jest niedostępna i wyobcowana. Od momentu pojawienia się w rodzinnym mieście przedstawia się za pomocą dwóch tajemniczych liter – OA. Gdzie była przez tyle lat i kim jest teraz?
Początkowo serial wydawał się być jednym z wielu traktujących o zaginięciu i nieoczekiwanym powrocie bohaterki po latach. Jednak już w pierwszym odcinku historia Prairie odbija w innym kierunku – zupełnie niespodziewanym, mistycznym i zaskakującym. Okazuje się, że OA przebywała w niewoli, a teraz ma do wypełnienia ważną dla niej samej misję. Do pomocy wybiera pięć charakterologicznie odmiennych osób – czworo miejscowych licealistów oraz nauczycielkę. Każdego wieczora spotyka się z nimi na poddaszu opuszczonego budynku i rozpoczyna swoją zadziwiającą, nierzeczywistą historię. Jej opowieść jest przepełniona niewyjaśnionymi zjawiskami z pogranicza życia i śmierci. Prairie od dziecka ma prorocze wizje. Jedna z nich wypełniła się w dzieciństwie, druga dopiero się objawia. Traumatyczne przeżycie i wybór, jakiego wówczas dokonała, niosą za sobą ogromne brzemię i wiążą się bezpośrednio z dalszymi losami OA. W każdym odcinku zawarta jest retrospekcja, która odkrywa przed nami najgłębiej skrywane przeżycia tytułowej bohaterki i stawia na szali pytanie: wierzyć w tę opowieść, czy nie? To do nas należy decyzja. Ja uwierzyłam. Chłonęłam każdy jej element, nawet jeśli wydawał mi się czystą abstrakcją. Słuchałam z zapartym tchem, jakbym była jedną z tych pięciu wybranych i czekałam na ciąg dalszy. Obdarzyłam bohaterkę ogromnym zaufaniem i sympatią, razem z nią przeżywałam te same emocje. Brit Marling, która jest jednocześnie autorką scenariusza, wcieliła się w tę rolę wyśmienicie. Dzięki niesamowitej grze aktorskiej wykreowana Prairie bez trudu stała się osią tego serialu. Pozostali bohaterowie, choć mają swoje osobiste historie, nie są tak wyrazistymi postaciami. Większość z nich jest po prostu szablonowa – uczeń kwalifikujący się do wydalenia ze szkoły, nieporadna, samotna nauczycielka, dziewczyna mająca problem z własną tożsamością, rodzice, którzy nie potrafią porozumieć się z córką. Jednak nie są to wady, które ujmują serialowi. Myślę, że tak przerysowane portrety mogą być celowym zabiegiem, kontrastującym z nieskazitelną i niewinną OA. Zabrakło mi jedynie głębszego wyjaśnienia pobudek Dra Hapa, ukazania dalszych losów uwięzionych, czy choćby poszerzenia wątku Homera i głównej bohaterki. Ale może jest to temat na kontynuację? Zakończenie jest moim zdaniem otwarte.

Serial „The OA” ukazał się w 2016 roku, obejrzałam go jednak dopiero niedawno (i celowo niespiesznie, gdyż producenci obiecali w przyszłym roku drugi sezon, na który czekam z niecierpliwością). Zdecydowałam się napisać o nim, ponieważ wywarł na mnie spore wrażenie, a ostatni odcinek całkowicie zbił mnie z tropu, pozostawił jeden wielki znak zapytania w mojej głowie. Z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Dla wielu osób będzie zbyt błahym, wręcz infantylnym serialem. Nudnym i kiczowatym. Fabuła przez większość czasu jest skupiona wyłącznie na zdarzeniach z życia OA, a wątki pozostałych bohaterów zostają potraktowane pobocznie. Ja jednak nie poczułam znużenia, wręcz przeciwnie, urzekła mnie ta niebanalna opowieść.  Przez te wszystkie osiem części bohaterce udało się udowodnić, że życie nie kończy się wraz z ostatnim oddechem, że istnieje inny wymiar, coś więcej poza fizycznym bytem. Choć na wiele pytań nie znajdziemy odpowiedzi, w każdym odcinku jest element, który porusza, intryguje, fascynuje i skłania do refleksji. Naprawdę warto.


X