Aktualności muzyczne, relacje, recenzje płyt, wywiady, artykuły, informacje o imprezach oraz baza artystów i płyt.

[Recenzja] Wojciech Ciuraj – „Ballady bez Romansów”

mat. prasowe

Po dłuższej przerwie od moich muzycznych kontemplacji przyszła w końcu pora na kolejną recenzję mojego autorstwa, tym razem jednak nie będzie to typowa recenzja, jaką miałam w zwyczaju pisać. Ze względu na jej przedmiot rozważań przyjmie ona poniekąd charakter analizy dzieła literackiego, w owym przypadku – muzycznego. Tym oto dziełem będzie debiutancki album Wojciecha Ciuraja – lidera progresywnej formacji Walfad. Artysta postanowił niedawno zboczyć ze ścieżki, którą kroczył wraz ze swoim macierzystym zespołem i stworzyć coś własnego, nieco odbiegającego od mrocznej i zawiłej stylistyki prezentowanej przez Walfad. Album „Ballady bez Romasów”, bo właśnie na nim skupię swoje tutejsze przemyślenia, ukazuje słuchaczom inną stronę muzyka – łagodniejszą niż tę, którą przedstawia przy walfadowskich produkcjach. Na pierwszym solowym wydawnictwie Wojciecha poznajemy go jako niezwykle wrażliwego twórcę, pełnego subtelnych emocji ukrytych w niemalże wszystkich dźwiękach i słowach wydobywających się z wnętrza płyty. Kto już się z tym materiałem zapoznał, pewnie wie, że „Ballady bez Romansów” to kredo polskiego romantyzmu, nawiązujące do mickiewiczowskich „Ballad i Romansów”, stąd podejdę do niego trochę jak do utworu literackiego. I wbrew tytułowi dzieło Wojciecha Ciuraja wcale nie zostało pozbawione romansów, lecz o tym przekonacie się w późniejszej części recenzji.

Debiutancka płyta Wojciecha Ciuraja składa się z ośmiu pozycji utrzymanych w bliskiej naszemu bohaterowi stylistyce rocka progresywnego, tutaj dodatkowo urozmaiconej domieszkami alternatywy, folku i post-rocka, a to wszystko ciekawie podbarwione dość rozbudowanym instrumentarium, za które odpowiada jeszcze sześciu uzdolnionych instrumentalistów z pokroju różnych gatunków muzycznych, tj.: Paweł Kukla – instrumenty klawiszowe, Piotr Rachwał – skrzypce, Zofia Neugebauer – flet, Klaudia Wachtarczyk – gitara basowa, Dawid Klimuszko – perkusja, Daniel Arendarski – gitara solowa i dodatkowe klawisze. Sam Wojtek uraczył nas również grą na gitarze, a także – rzadko spotykanej w tej konwencji stylistycznej – mandolinie! Mnogość instrumentów sprawia, że płyta jest różnorodna stylistycznie, dzięki czemu przyciąga uwagę nie tylko miłośników prog-rocka, ale też innych nurtów muzycznych. Choć pomimo swej różnorodności krążek nie stracił na spójności – jest więc spójny, zarówno brzmieniowo, jak i tematycznie. Album nie został jednak nagrany w formie koncepcyjnej. Mimo to trudno mi go sobie wyobrazić bez któregokolwiek z tych ośmiu kawałków, gdyż każdy z nich stanowi nierozerwalny i integralny element całości.

Czas w związku z tym przejść do sedna mojej analizy, a zatem do omówienia poszczególnych elementów, czyli utworów analizowanego tu dzieła muzycznego. Zacznę standardowo, bo od numeru otwierającego krążek, zatytułowanego „Uważaj na Nogi”. W pierwszej przeważającej części utwór brzmi wyłącznie instrumentalnie, stanowiąc tym samym ciekawe intro do dalszej części płyty. Tekst, zarówno tej piosenki, jak i pozostałych pozycji, wyszedł spod pióra Wojciecha Ciuraja i to właśnie on jest tutaj swoistym podmiotem lirycznym, który nam, odbiorcom, oddaje swoje przemyślenia dotyczące życia oraz otaczającego nas świata.

Motywem przewodnim albumu, będącym jednocześnie jego dominantą, pełniącą nadrzędną funkcję całości wydawnictwa, jest wszechobecna przyroda. Wojciech Ciuraj – obserwator i komentator otaczającej nas rzeczywistości – z artystyczną nostalgią oraz dużym pietyzmem wprowadza słuchaczy do świata, w którym zostaje ona zdegradowana przez ludzką współczesność. Krążek Ciuraja to niczym podniosły i mocno zaangażowany protest przeciwko degradacji środowiska naturalnego, do której przyczynia się sam człowiek, a także stale rozwijająca się technologia. Najbardziej odzwierciedla to budzący niepokój prawie dziesięciominutowy utwór „Ścięci”. W każdym zawartym w nim dźwięku, wyśpiewanym słowie słychać wręcz batalię o byt przemijającej natury. Na płycie nie zabrakło również jej ujmujących opisów, które można usłyszeć choćby w nagraniu „Okrąglik”. Ci wrażliwi na wszelakie piękno, nie tylko zatem na piękno przyrody, niewątpliwie powinni być tą piosenką zachwyceni.

Dużym atutem niniejszego albumu, jak już wcześniej napomknęłam, stanowi warstwa instrumentalna. Do utworów, które warto pod tym względem wyróżnić jest tytułowa kompozycja „Ballady bez Romansów”, w której prym wiedzie refleksyjna gra flecistki Zofii Neugebauer, subtelnie romansująca z przestrzennymi, zwiewnymi gitarami w tle. Na uwagę zasługuje też ostatnia, zwieńczająca krążek, aranżacja „Lepsze Kolory” z urzekającą partią skrzypiec Piotra Rachwała. Utwór ten niewątpliwe ujmuje brzmieniem szlachetnością swoich dźwięków i zarazem subtelnością w przekazie. „Lepsze kolory” to nic innego jak nadzieja na lepszą zmianę dzięki wygranej walce stoczonej z przeciwnościami i przemijaniem przyrody.

Słuchając całego albumu, tak naprawdę trudno mi było wychwycić w nim jakiekolwiek niedoskonałości. Każdy instrumentalista, biorący udział przy nagrywaniu owego materiału, ma ogromny wkład w jego całokształt, dzięki temu jest on warsztatowo dopracowany. Warto dodać, że ciepły wokal Wojciecha Ciuraja również odrywa tu istotną rolę. Co prawda przy Walfad jego barwa głosu mogłaby się niektórym wydawać zbyt łagodna, to w przypadku „Ballad bez Romansów” ze stroną muzyczną i tekstową komponuje się ona idealnie. Słychać tutaj ponadto, jak wokalista śpiewa z wyczuciem i pełnym zaangażowaniem, wydobywając z siebie jak najgłębsze emocje, a poprzez użycie w jego lirykach własnego stylu literackiego – kwiecistego, pełnego epitetów i metafor – który umiejętnie został wpleciony w twórczość Mickiewicza, wszystko dodatkowo nabiera nietuzinkowego zabarwienia. To także sprawia, że jest poetycko, powiewnie oraz nastrojowo.

Debiut Wojciecha Ciuraja być może jeszcze nie plasuje się w panteonie świata muzyki prog rockowej, ale do ścisłej czołówki, prawdę mówiąc, niewiele mu brakuje. Artysta wraz z pozostałymi muzykami prezentuje nam bowiem dzieło, w którym fragmenty liryczne w niebanalny sposób przeplatają się i romansują z momentami iście rockowymi, tworząc jednocześnie intrygującą i wymykającą się muzycznym schematom całość. Jak się więc przekonaliście, wbrew tytułowi pełno tu romansowych wątków. Warto zatem się w nie zagłębić, by samemu się o tym przekonać. Polecam to zwłaszcza tym, którzy czasem chcieliby odetchnąć od często męczących, przekombinowanych, współczesnych gitarowych kawałków. „Ballady bez Romansów” to z pewnością wydawnictwo, w którym można odnaleźć swobodę, artyzm oraz nieskrępowany polot rocka progresywnego, tyle że w nieco przystępniejszym wydaniu.

Wojciech Ciuraj na Facebooku

Tracklista:
1. Uważaj na Nogi
2. Pleśń
3. Ballady bez Romansów
4. Cuda Niewidy
5. Okrąglik
6. Ścięci
7. Złość
8. Lepsze Kolory

X