Aktualności muzyczne, relacje, recenzje płyt, wywiady, artykuły, informacje o imprezach oraz baza artystów i płyt.

Recenzja: Wojna o planetę małp

Najnowsza odsłona trylogii „Planety Małp” jest wybitnym arcydziełem w dziedzinie grafiki komputerowej, a także świetnym dramatem wojennym.

Po ostaniej części, kiedy zapanował rozejm pomiędzy małpami, a ludźmi, początek filmu może nas zaskoczyć, kiedy ta bańka mydlana pęka i wojna zaczyna się od nowa.

Zacznijmy od początku, dla osób, które nie znają „prequeli” Planety Małp. Oryginalna epopeja to  bardzo smutna i ponura wizja upadku człowieczeństwa. W głębszym znaczeniu to opowieść o rasizmie, nietolerancji, apartheidzie i upadku moralności w świecie, gdzie pokojowe współistnienie zastąpił reżim silnych, niszczenie słabych i niewinnych.

Tymczasem współczesny remake serii zaczął się dość ciekawie. Odświeżona historia Cezara to arcydzieło.

Cezar w tej części będzie walczył z żołnierzami, którzy jak się okaże są dezerterami pod władzą psychopatycznego pułkownika. Główny bohater będzie walczył nie tylko o  wolność swoją i swojego ludu, lecz także ze swoimi słabościami, gniewem. To wszystko powoduje, że Cezar, po stracie najbliższych, odchodzi od dotychczasowej polityki  i swoimi działaniami, zachowaniem przypomina znienawidzonego przez siebie Kobe.

Co prawda, fabuła jest tak stworzona, że widz i tak staje po stronie Cezara, a to dzięki postaci, którą zagrał Woody Harrelson – niezrównoważonego  przywódcę pułku, który chce wybić małpy, bo wirus przenoszony przez zwierzęta oddziałowuje na ludzi w taki sposób, że tracą ludzkie przymioty.

Na pochwałę zasługuje również muzyka, która podczas scen batalistycznych odgrywa najważniejszą rolę, wzmacnia potęgę tych scen, buduje klimat.

„Wojna o planetę małp” to film zarówno dla fanów przygody i bohaterstwa, ale także efektów specjalnych, które w tej produkcji są naprawdę świetne.

Polecam !

X