Wybieram Kulture
Najnowsze wieści o polskiej muzyce!

Recenzja – Zdzisława Sośnicka – „Moja muzyka” (reedycja)

Już w 1975 r. Zdzisława Sośnicka przekonywała, że „Moja muzyka – to ja!”. Czy skutecznie? Cóż, publiczność, przyzwyczajona do wielkoorkiestrowych, festiwalowych przebojów, jakie zdominowały pierwszy etap jej kariery artystycznej, była raczej sceptyczna. A szkoda, ponieważ trzeci krążek w dyskografii piosenkarki stanowi udany zwrot w kierunku muzyki funk i disco.

Niestety, płyta nagrana w 1976 r., i wydana najpewniej w roku następnym, nie powtórzyła sukcesu „ozłoconych” poprzedniczek. Zerkając na listę najpopularniejszych longplay’ów roku 1977, nie znajdziemy tam albumu Sośnickiej. Na 5. lokacie znalazł się krążek „Sing Sing” Maryli Rodowicz, a oczko wyżej „Za każdy uśmiech” Anny Jantar. Na 2. miejsce trafili „Gondolierzy znad Wisły” Ireny Jarockiej. Najwyraźniej słuchacze nie byli gotowi na rewolucję w stylu funk. 

Tę niewesołą refleksję potwierdza rzut oka na kolejne wydania Radiowej Listy Przebojów pr. I Polskiego Radia. Utwór „Żyj sobie sam” nie wyszedł z „poczekalni”, podobny los spotkał „Na nas czas”. „Należy nam się taki dzień” dotarł do zaledwie 7. pozycji. Z kolei piosenka „Nie wiedziałam nic o sobie”, przedstawiona w „Premierach” KFPP w Opolu w 1977 r., nie dostała nawet wyróżnienia… Muszę przyznać, że Zdzisława Sośnicka wykazała się nie lada konsekwencją, wybierając taką drogę artystycznego rozwoju.

Już tytułowa „Moja muzyka” zapowiada, że oto „nadeszło nowe”. Piosenkarka śpiewa tu zupełnie inaczej niż na poprzednich płytach, bez charakterystycznego vibrato, za to niezwykle… zadziornie. Rasowy funk! Takiej energii i spontaniczności może jej pozazdrościć Kiki Dee – pierwsza wykonawczyni tego utworu. W „Jeśli mnie serce oszuka” słyszymy charakterystyczny rytm disco, któremu towarzyszy nie najlepszy tekst. Chyba jeden ze słabszych, jakie napisał Bogdan Olewicz. „A jeżeli mnie serce oszuka, będzie źle, będzie źle, będzie źle”.

Na szczęście rehabilituje się chwilę później w spokojnym „Najzwyczajniej w świecie”. To jakże prawdziwa historia kobiety czekającej na zainteresowania partnera, „który na głowie ma cały świat”. O głębszych rozterkach traktuje również opowieść „O Annie”. Nie mogę zrozumieć, dlaczego wiąże się ją z… Anną Jantar. Piosenka opowiada o utraconej przyjaźni z powodu miłości dwóch kobiet do tego samego mężczyzny. „Anno, moja siostro dawnych dni. Weź go sobie, jeśli mi nie wierzysz”.

Ta hojność wcale nie dziwi, kiedy słyszymy chyba najśmielej wyśpiewane słowa na pożegnanie, tj. „Żyj sobie sam”! Mimo to „Należy nam się taki dzień”, jak śpiewała jeszcze w czasie KFPP w Opolu w 1976 r. (tyle że z nieco innym tekstem niż ten zamieszczony na płycie). Po tych wszystkich perypetiach „Na nas czas” (koniecznie tanecznym krokiem!).

Jednak zawsze warto „Tańczyć, tańczyć bez pamięci”! To jeden z moich ulubionych utworów na płycie. Kolejnym jest „Nie wiedziałam nic o sobie”, od którego rozpoczęła się moja przygoda z twórczością artystki. „Nie wiedziałam, że cię aż tak bardzo kocham” – wyznaje przy wtórze lirycznie brzmiących smyków. Towarzyszy jej nie kto inny, tylko wspomniany Bogdan Olewicz, który zdaje się nie podzielać jej wizji miłości. Tak też bywa… 

Jakby mało było tych wszystkich zaskoczeń, okiem puszczonym do słuchaczy jest „Pucybut boogie blues”. Mam tylko wątpliwość, czy każdy pozna się na takim specyficznym poczuciu humoru w stylu retro.

Niemniej mariaż Zdzisławy Sośnickiej z funk’iem i disco nawet po latach brzmi bardzo świeżo. Piosenkarka potrafiła wyrwać się z ram wizerunku stoickiej divy, śpiewającej festiwalowe melodie dla mas. Choć muszę przyznać, że „Moja muzyka” nie należy do niszowych albumów. A że nie każdy się na nim poznał? Cóż, czas pokazał, „kto z nas przegrał, a kto z nas górą dziś jest”.

P.S. W ramach reedycji płyty dodano do niej 4 bonusowe nagrania, ale to już zupełnie inna historia…

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Accept Read More

%d bloggers like this: