Ultimate magazine theme for WordPress.

Recenzja – Zdzisława Sośnicka – „Realia” (reedycja)

"Realia" pozostawiły we mnie uczucie niedosytu. Żałuję, że wraz z tą płytą nie dokonała się pełna metamorfoza muzycznego wcielenia Zdzisławy Sośnickiej.

W 1984 r., po 5 – letniej przerwie, Zdzisława Sośnicka wchodzi do studia nagraniowego, aby zarejestrować materiał na swoją kolejną płytę „Realia”. Tym samym artystka udowadnia, że muzycznie ma jeszcze coś do „powiedzenia”. Czy był to udany powrót?

Nowy repertuar Sośnickiej nie zrobił szczególnej furory na liście przebojów pr. I Polskiego Radia. Najwyżej notowanym utworem okazał się być „Tańcz reggae” (3. miejsce). „Gram melodramat” dotarł do 8. lokaty, podobnie jak „Deszczowy wielbiciel”. „Naga noc” zajęła tam zaledwie 15. pozycję. Dużą popularność zdobyła piosenka „Uczymy się żyć bez końca”, jednak największe uznanie zdobył pozaalbumowy duet ze Zbigniewem Wodeckim „Z tobą chcę oglądać świat” (1. miejsce na Telewizyjnej Liście Przebojów). Czyżby publiczność wolała artystkę w bardziej klasycznym anturażu?

W mojej ocenie najmocniejszymi punktami „Realiów” są 3 piosenki: tytułowa, „Uczymy się żyć bez końca” i „Gram melodramat”. Dojrzały głos Sośnickiej doskonale uzupełnia oszczędne, nieco ascetyczne brzmienie utworów, które jest zresztą charakterystyczne dla całej płyty, z wyjątkiem „Nagiej nocy” i „Scen z życia artystek”. Do tego dochodzą znakomite teksty Jacka Cygana i Jonasza Kofty. Tematycznie bliższe są temu, co lansowano w połowie lat 80. i nie mają zbyt wiele wspólnego z festiwalową twórczością artystki z wcześniejszej dekady.

„Gram melodramat” zachwyca mnie quasi – teatralnym ujęciem skomplikowanej, chylącej się ku upadkowi relacji miedzy dwojgiem ludzi. („Tak jest najczęściej, gdy nagły ból obsadza nas w najgłupszej z ról”). Jacek Cygan jest klasą samą w sobie w „Uczymy się żyć bez końca”, trafnie przedstawiając syzyfowy wysiłek człowieka pragnącego odkryć pełnię swojej egzystencji. Przebodźcowanie i dotykające go „zmęczenie materiału” (jakże to aktualne!) skutecznie staje mu w tym na przeszkodzie. Na szczęście… „Lecz jeśli tylko sił przybywa do biegu znów się zrywasz z nadzieją na życzliwy w końcu los”. „Realia” opowiadają o subtelnym odsuwaniu się od siebie bliskich sobie ludzi i o wyrastających pomiędzy nimi murach („Tak stoję przed tobą – szklane balkonu drzwi”).

Sympatycznie wypada „A ciebie lubię, ot tak” z bardzo zręcznie napisanym tekstem (kolejny popis Cygana), który stanowi dosyć słodką i – może nieco naiwną – deklarację miłosną. Deklarację mocno kontrastującą z wymienionymi przeze mnie wcześniej utworami. Nic dziwnego, ponieważ to w końcu dobrze znana Sośnicka. Czy to zarzut? Niekoniecznie, choć pozostaje we mnie uczucie niedosytu… Wszelkie wątpliwości rozwiewa „Naga noc”, utwierdzająca słuchaczy w przekonaniu, że wokalistka nie wyrzekła się swoich muzycznych korzeni i ciągle tkwi w niej duży ładunek romantyzmu (trochę nazbyt ckliwego).

„Wiem, że jesteś lwem” (ze świetną gitarową solówką) również przekonuje, że jednak realia (a może proza życia?) niosą z sobą sporą dozę optymizmu. Z kolei „Sceny z życia artystek” – jakkolwiek interesująco przedstawiające codzienność piosenkarek małych i wielkich scen – nie bardzo pasują do tego zestawu. Podobnie jak „Tańcz reggae” z momentami „odjechanym” tekstem Cygana („Gdy kupisz mi z diet lux Jumbo jet”).

„Deszczowy wielbiciel”, aranżacyjnie i tematycznie, plasuje się pomiędzy utworem „Gram melodramat”, a „A ciebie lubię, ot tak”.

Muszę przyznać, że „Realia” są dla mnie albumem pełnym sprzeczności. Z jednej strony Zdzisława Sośnicka przeistacza się na nich w nowoczesną wykonawczynię, śpiewającą o tej ciemniejszej stronie życia. I czyni to w sposób niezwykle przekonujący. Za chwilę jednak uspokaja słuchacza, że wcale nie jest tak tragicznie jak sama przekonuje (!), po czym wraca do swojego image’u z lat 70. Szkoda.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że wokalnie artystka prezentuje tutaj najwyższą klasę.

%d bloggers like this: