08 Grudzień, 2016

  • Instagram

Royal Blood – Royal Blood

 

meta-image-2

 

Uwielbiam pracę z ludźmi. Nowe twarze, nowe znajomości, ale przede wszystkim ciekawe i odmienne charaktery. To jest to, co zawsze ceniłem sobie najbardziej. Pewnie dlatego przez wiele lat pracowałem jako recepcjonista. Co może być przyjemniejszego od wielogodzinnych nocnych rozmów z gośćmi na temat książek, filmów czy muzyki? Dla mnie bomba! Przyznam szczerze, że gdyby nie Ci ludzie pewnie nigdy (albo bardzo późno) nie usłyszałbym o takich zespołach jak Gutten Siren, Lacuna Coil czy… Royal Blood.

No właśnie. Wystarczyły dwa kwadranse. Tylko tyle i AŻ tyle trwa debiutancka płyta duetu z Wysp. Co w nim takiego wyjątkowego? Po White Stripes wiemy, że duety na rockowej scenie mają rację bytu, ba! Radzą sobie bardzo dobrze.

Ale nigdy nie słyszałem sekcji rytmicznej jako samodzielnej kapeli. Tak, dokładnie! Royal Blood to dwóch chłopaków – grający na perkusji Ben Thatcher oraz szarpiący cztery struny i śpiewający Mike Kerr. Ktoś, kto do tej pory nie słyszał tego zespołu (są tacy?), właśnie w tym momencie zastanawia się „jak to, do cholery, może brzmieć?!”. Odpowiedź jest bardzo prosta, ale z przyczyn obiektywnych, nie mogę jej udzielić. Powiem tylko tyle, że kiedy ja usłyszałem RB po raz pierwszy, dałbym sobie uciąć obie ręce, że słyszę tam gitarę elektryczną. Nic z tych rzeczy! Mike ma tak przestrojony bas, że momentami faktycznie brzmi, niczym „normalna” gitara. Brzmi to FENOMENALNIE.

Jednak nie tylko to stanowi o sukcesie kapeli. Głównym czynnikiem, jest niesamowita moc, a właściwie MOC, którą debiutancki album emanuje od pierwszego kawałka. Pokłady niesamowitej energii, charakterystyczny wokal Mike’a i Ben, który gdyby mógł, to zapewne rozniósłby swoje bębny w pył! Ciarki! Powiem szczerze, że dobrze, że ich debiutancki album ma tylko dziesięć utwór. Boję się pomyśleć, co mogłoby się dziać, gdyby trwał kolejne pół godziny. Jestem przekonany, że nie tylko gary Bena poszłyby w drzazgi! Warto wspomnieć, że przy całej swojej drapieżności chłopaki są bardzo skromni, co daje pewne nadzieje, że ich kariera nie skończy się tak gwałtownie, jak się rozpoczęła.

Royal Blood to zespół, który pojawił się nagle i znikąd. Wyskoczył niczym Filip z konopi i zasadził solidnego kopa w klejnoty całemu rockowemu Światu, który zapewne był przekonany, że w temacie duetów, już niczego ciekawego nie da się wymyślić. Jak to dobrze, że się mylił!

Właśnie ukazał się pierwszy singiel z kolejnego albumu i mogę z całą pewnością stwierdzić, że już niedługo Królewska Krew znów zabuzuje w moich żyłach!

 

Lista utworów:

 

  1. Out of the Black
  2. Come On Over
  3. Figure It Out
  4. You Can Be So Cruel
  5. Blood Hands
  6. Little Monster
  7. Loose Change
  8. Careless
  9. Ten Tonne Skeleton
  10. Better Strangers
Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

Autor:

Łukasz Ignatow – to już dziesięciokrotnie 18-letni pisarz pochodzący z Radkowa. Na co dzień spokojny recepcjonista, o nienagannych manierach i starannie dobranym garniturze. Wieczorami zaś… Nieudolny naśladowca Matta Bellamy’ego i Dominika „Witosa” Witczaka, trener Arsenalu Londyn i koneser dobrej whiskey. Fan krwawych slasherów i action – rpg, okazjonalnie gankujący na topie. Miłośnik literatury (czyta odkąd w dzieciństwie spadła mu na głowę książka – postanowił za wszelką cenę dowiedzieć się, kto go bije i dlaczego), filmów Christophera Nolana oraz podróży palcem po mapie. Z wykształcenia specjalista do spraw marketingu w hotelarstwie i gastronomii, zgodnie z tytułem nie stroni o dobrego jedzenia, hotelarstwem zajmuje się na co dzień. Zasypia przy ciężkim rocku i heavy – metalu, płacze przy Królu Lwie. W młodości kochał się w Czarodziejce z Księżyca i chciał trenować razem z Son Goku i Vegetą. Motto życiowe: „nie ważne co umiesz, ważne jak potrafisz to wykorzystać” (Pewnie dlatego dostaje wszystkie najtrudniejsze zadania w pracy, bo znajdzie najprostszy sposób, żeby rozwiązać problem – kreatywny, ale leniwy).

Ostatnie