Wywiad: Krzysztof Krawczyk o płycie na swoje 70-te urodziny!

Wywiad: Krzysztof Krawczyk o płycie na swoje 70-te urodziny!

CHCEMY DOBRZE I SZCZERZE ZABRZMIEĆ

Kiedy na swoje 70. urodziny artysta może zaprosić do współpracy plejadę gwiazd, to świadczy tylko o jednym – sam jest kimś wyjątkowym! I wyjątkowa jest również nowa płyta Krzysztofa Krawczyka, na której znalazły się m.in. duety z Katarzyną Nosowską, Anią Dąbrowską i Maciejem Maleńczukiem!dsc_6266_x_male

 

Spotkanie w studiu nagraniowym drugiego artysty to bardziej inspiracja czy rywalizacja?

Jaka tam rywalizacja? Chcemy po prostu ze sobą dobrze i szczerze zabrzmieć. Mamy jeden wspólny cel: nagrać piosenkę, która spodoba się publiczności. Możliwość spotkania się w jednym nagraniu z tak znakomitymi wykonawcami jak na tej płycie to wielka radość i satysfakcja.

 

Lubi pan śpiewać w duetach?

Zanim zacząłem śpiewać jako solista przez dziesięć lat pracowałem w kwartecie – w zespole „Trubadurzy”, więc hasło: „Jeżeli śpiewać to nie indywidualnie” nie jest mi obce. W kwartecie to jakby dwa duety śpiewały, mówię to oczywiście z przymrużeniem oka. Ale kiedy już zacząłem śpiewać indywidualnie, często byłem namawiany do duetów. Na przykład mój menedżer Andrzej Kosmala już w latach 70-tych walczył ze mną i namawiał abym nagrał duet ze Zdzisławą Sośnicką. A ja opierałem się wszystkimi siłami. Dziś, kiedy przypominam sobie tamte czasy to myślę, że moje zachowanie miało źródło w dzieciństwie. Otóż wychowałem się za kulisami Teatru Muzycznego w Łodzi. Mój ojciec był aktorem, śpiewakiem operowym i operetkowym i nie mogłem znieść kiedy do obcych kobiet – a nie do mojej mamy – śpiewał: „Ach myszko, to była cudna noc, słodka noc”. Już wtedy wyczuwałem nieszczerość i teatralność tych śpiewanych wyznań. I byłem obrońcą mojej mamy, choć nie do końca rozumiałem wtedy meandry życia.

 

Pamięta pan swój pierwszy duet?

Doskonale. Nagrałem go w 1987 roku z Bohdanem Smoleniem „Dziewczyny, które mam na myśli”. Była to taka parodia duetu Julio Iglesiasa i Willy Nelsona w piosence „Dziewczyny, które kiedyś kochaliśmy”. To było z przymrużeniem oka. Ze względów prawnych, kłopotów z publishingiem nie znalazła się ona na płycie. Ale przez następne lata byłem znów oporny na duety. Coś tam zaśpiewałem na swoim koncercie benefisowym z Ireną Jarocką i Dorotą Stalińską. W 2000 roku nagrałem drugi duet z mężczyzną – z Norbim, a prasę obiegła plotka, że to mój syn.  Kobieta, z którą wszedłem pierwszy raz do studia była Edyta Bartosiewicz. Z nią nagrywałem twarzą w twarz.  Ale nie wszystkie duety dziś tak powstają. Często są to duety wirtualne: śpiewam swoje partie w moim studio w Poznaniu, a partner czy partnerka w innym studio. To pragmatyczne rozwiązanie, ale często pozwala na powstanie wspaniałych duetów, które inaczej by nie powstały.

 

Wiele razy zaskakiwał pan swoimi duetami z artystami z zupełnie innych obszarów muzycznych. Tak jest i tym razem. Szczególnie w przypadku Kasi Nosowskiej, z którą zaśpiewał pan przepiękny miłosny duet napisany przez muzyka grupy HEY – Pawła Krawczyka. Takiej Kasi jeszcze chyba nie słyszeliśmy. Co ceni Pan najbardziej w Nosowskiej?

Szczerość jej wypowiedzi muzycznej. Nigdy nie idzie na łatwiznę. Cieszę się, że chciała zaśpiewać ze starszym panem. To jest właśnie duet, gdzie zaśpiewałem w K&K Studio do jej gotowej ścieżki wokalnej. Starałem się maksymalnie wczuć w jej intencje, interpretację tekstu, który zresztą sama napisała. To zresztą nie pierwszy jej tekst dla mnie. W 2004 roku napisała także z Pawłem Krawczykiem (między nami Krawczykami!) piosenkę „Z daleka od trosk”. Poznaliśmy się z Katarzyną w okolicznościach dziwnych, bo za kulisami Festiwalu Sopockiego w 1994 roku. Wyskoczyłem wtedy z mojej Ameryki na koncert do Sopotu. Wiedziałem, że obok rewolucji ustrojowej w Polsce pojawiły się też młode gwiazdy. A tutaj za kulisami rzuca się na mnie młoda dziewczyna ze słowami „Ja i moja mama uwielbiamy pana!” Nie wiedziałem kto to jest, Andrzej Kosmala szeptał mi na ucho: „To jest nowa gwiazda Kasia Nosowska, ale uważaj – ma duże poczucie humoru…” Na płycie „Duety” mamy piosenkę, która mi się bardzo podoba!

 

Ania Dąbrowska stworzyła na tę płytę utwór „On ciągle walczy”. To nie jest pierwszy raz kiedy ze sobą współpracujecie. Jak zaczęła się Pana znajomość z Anią?

Niedawno występowaliśmy wspólnie w Londynie i Ania rzuciła do mnie za kulisami ze swoim charakterystycznym łobuziarskim uśmiechem: „Mam piosenkę na nasze „Duety”!” Ale już na płycie z 2004 roku zaśpiewaliśmy wspólnie tytułową piosenkę „To co w życiu ważne”. Wykonaliśmy też wspólnie tę piosenkę na estradzie Opery Leśnej podczas Festiwalu Sopockiego w 2004 roku. Zaśpiewała też wszystkie chórki na wspomnianej płycie. Na płytę „Duety” napisała piosenkę „On ciągle walczył”. To jest piosenka o mnie, ale też o niej, bo nasze życie to ciągła walka.

 

W 2002 roku Maciej Maleńczuk napisał dla Pana utwór „Chciałem być”. Na płycie „Duety” śpiewacie razem singlowy przebój „Każdy dziad”, w którym Maciej zahacza o wątki biograficzne Pana życia. Łatwo się śpiewa żartobliwe utwory o sobie?

Maciej Maleńczuk zagościł już z trzema tekstami na płycie wyprodukowanej w 2002 roku przez Andrzeja Smolika. Od dawna się odgraża, że nagra ze mną płytę, ale musimy razem wypić dobry trunek (śmiech). Okazało się, że można nagrać duety i bez środków dopingujących. Ta piosenka to autoironia: śpiewamy o sobie, chociaż do polityki się nie pchamy, chociaż każdy ma swoje poglądy. Ta żartobliwa piosenka ma przepiękne solo w stylu lat 50 i 60. Na saksofonie, na którym gra Maciej. Zaskoczyła mnie ta propozycja, ale i rozbawiła. Podobnie jak w duecie z Danielem Olbrychskim – zachowujemy dystans do naszych przeżyć.

 

A jak zaprasza się do współpracy Daniela Olbrychskiego?  Kojarzymy go  wieloma wybitnymi rolami, ale zestawienie go z piosenkami nie jest już tak oczywiste. Skąd pomysł, aby właśnie z nim nagrać utwór „Z kobietami to różnie bywało?”

Z Danielem poznaliśmy się w Chicago. Okazało się, że jesteśmy bratnimi duszami, bo ja wychowałem się na Trylogii, którą mój ojciec January, zawodowy aktor, czytał mnie i mojemu bratu przed zaśnięciem. Potem, kiedy zobaczyłem Daniela na ekranie, powróciły wspomnienia tamtych chwil. Wielokrotnie spotykaliśmy się  po przyjacielsku w Polsce. Kiedy Pierwszy Program Polskiego Radia w 2009 roku zaproponował mi autorskie spotkanie na antenie, zaprosiłem kilku gości, między innymi Daniela. A w tym czasie Andrzej Kosmala wraz z Robertem Kalickim napisali piosenkę „Z kobietami to różnie bywało”. Andrzej podczas audycji w radio pokazał tekst Danielowi i nieśmiało zaproponował nagranie tej piosenki w duecie ze mną. Danielowi ten pomysł się spodobał i kilka dni później nagranie było gotowe. Daniel zaskoczył mnie w studiu swoimi umiejętnościami wokalnymi. Okazało się, że uczęszczał do szkoły muzycznej, grał na skrzypcach. Połączył nas też temat piosenki, bo z kobietami to w naszym życiu rzeczywiście różnie bywało! Podczas nagrania bawiliśmy się znakomicie, a także podczas kręcenia teledysku w Opolu, bo władze stolicy piosenki sfinansowały nam, w ramach promocji miasta, dowcipny teledysk. Piosenka ukazała się na mojej setnej płycie, którą w całości zadedykowałem Wielkiemu Polskiemu Aktorowi Danielowi Olbrychskiemu

 

Czy wszystkich artystów, z którymi Pan zaśpiewał na tej płycie, znał Pan już wcześniej osobiście? Czy były też takie spotkania, które odbyły się pierwszy raz, właśnie dzięki wspólnym nagraniom?

Płyta powstawała praktycznie 10 lat. I tak powinno być z nagraniem duetów. Nie akcja jednorazowa tylko poznawanie się rozłożone w czasie. W zasadzie znam wszystkich, choć w wypadku Edyty Bartosiewicz czy Norbiego najpierw poznałem ich nagrania. Ale jeździmy po tym kraju z koncertami, spotykamy się w studiach telewizyjnych i trudno nie wpaść na siebie.

 

Najpierw powstawały piosenki, a potem pomysły na duety czy odwrotnie?

Piosenka jest najważniejsza! I od tego wychodziliśmy przy wszystkich 12 piosenkach. To muszą być piosenki, w których obydwie strony będą się czuły dobrze. Dobra piosenka jest dobra na wszystko!

 

Zestaw artystów, z którymi zaśpiewał Pan na tej płycie jest imponujący. Z kim najłatwiej, a z kim najtrudniej było „zgrać” się w studiu?

Nie było żadnych trudności. No może poza Edytą Bartosiewicz, która tak mnie, a przede wszystkim siebie wykończyła, że po nagraniu zadzwoniłem do mojego menadżera Andrzeja Kosmali: „Andrzej! Nigdy więcej duetów” (śmiech). Ale po czasie przekonałem się, że jej perfekcjonizm przyniósł efekt.

 

Dostaliśmy wielki przebój „Trudno tak…”. To taki okres, gdy Edyta wycofała się z rynku muzycznego. Jak Pan w tamtym okresie przekonał ją do zaśpiewania?

W tamtych latach był wysyp nowych, młodych gwiazd. Starannie przyglądałem się nowościom naszego rynku muzycznego. I jako miłośnik dobrej muzyki i jako uczestnik tego muzycznego wyścigu. Nowych płyt słucham zazwyczaj przy obiedzie i rzadko się zdarza, bym jakąś nową płytę wysłuchał do końca. I zdarzyło się: płytę Edyty Bartosiewicz słuchałem przez kilka miesięcy. Nie znałem jej osobiście, ale w kilku wywiadach powiedziałem o moje fascynacji tą dziewczyną. Czy to do niej dotarło? Powiedziałem o tym też w mojej wytwórni płytowej BMG. I jakoś te wszystkie sygnały się spotkały. Producent płyty „To co w życiu ważne” Paweł Jóźwicki i Biljana Bakic,  doprowadzili do nagrania tego duetu. Nagraliśmy teledysk, wystąpiła ze mną na dwóch Festiwalach Sopockich i w kilku programach telewizyjnych. Wdzięczność moja sięga nieboskłonu!

 

Aż dwa duety są w klimacie reggae: z Muńkiem i Ras Lutą. Ma Pan jakiś szczególny stosunek do tego gatunku? Czy to raczej wpływ artystów, z którymi Pan nagrał te piosenki?

Byłem na Key West, na najdalej w kierunku Kuby wysuniętym lądzie amerykańskim. To już tylko 80 mil do Wysp Karaibskich. Byłem zszokowany popularnością muzyki reggae, jej słoneczną melodyjnością, rytmiką i tekstami o bogatej treści. Chętnie nagrałem piosenki w tym stylu, bo moi partnerzy, szczególnie Ras Luta śpiewają tę muzykę na co dzień.

 

Czyli lubi pan eksperymentować?

Śpiewam 53 lata. Gdybym przez wszystkie te lata pozostawał w jednym gatunku muzyki, zanudziłbym się ze sobą na śmierć. Nie mówiąc już o publiczności! Dlatego robiłem wszystko, żeby nie dać się zaszufladkować. Zawsze próbowałem łamać konwencje. Zawdzięczam to również ludziom, z którymi współpracuję w K&K Studio i tym wszystkim kompozytorom,  autorom, aranżerom, muzykom, producentom z którymi miałem okazję współpracować. Wszystkich ich noszę we wdzięcznej pamięci!

 

A w którym gatunku czuje się Pan najlepiej?

Nie mam specjalnych preferencji, zawsze chcę wydobyć z piosenki to co w niej najlepsze, tak jak podpowiada mi moje serce. W końcu trochę lat śpiewam i potrafię wczuć się w klimat i piosenkę.

 

Dwa duety, z Urszulą i Wojtkiem Kordą , zostały nagrane kilka lat temu, ale nigdy wcześniej nie były publikowane. Dlaczego?

W K&K Studio, które jest moim drugim domem, nagrywają także inni wykonawcy i podczas nagrań Urszuli i Wojtka Kordy Andrzej Kosmala z Ryśkiem Kniatem stwierdzili, że pięknie te piosenki zabrzmiałyby w duecie z Krzysztofem. Kiedy w wytwórni Sony Music dojrzał pomysł wydania płyty z moimi duetami, producenci powrócili do tego pomysłu. Urszula zaskoczyła mnie piękną countrową barwą głosu, w najlepszym amerykańskim wydaniu, a Wojtek Korda to legenda polskiego rock and rolla. Cieszę się, że z nim nagrałem duet. Znamy się przecież od tylu lat.

 

Piosenka „Przytul mnie życie” z tekstem Andrzeja Piasecznego otwiera pana album „To co w życiu ważne” z 2004 roku. Ale wtedy zaśpiewał pan solo ten utwór. Kiedy i z jakiego powodu nagraliście ponownie, tym razem wspólnie z Andrzejem, tę piosenkę?

Andrzej napisał na tę płytę dwa teksty. Kiedy płyta już się ukazała na rynku, dostałem od Telewizji Polskiej propozycję recitalu na Festiwalu Sopockim. W pierwszej wersji ta piosenka też jest swoistym duetem, tylko że ja śpiewam a na gitarze gra i niesamowitą solówkę Janek Borysewicz. Do Sopotu postanowiłem zaprosić i Janka BO, i autora tekstu Andrzeja Pasiecznego, niezwykle przeze mnie cenionego wokalistę młodego pokolenia. Było to wspaniałe przeżycie artystyczne i zaraz po zejściu ze sceny krzyczałem do Pawła Jóźwickiego: „To trzeba nagrać w studio”. I tak powstało to nagranie!

 

 

Świąteczną piosenkę „Witamy ciebie gwiazdko na niebie” śpiewa Pan z Eleni. Czym Eleni Pana zauroczyła, że powstał taki duet?

Eleni ze swoją muzykalnością, ciepłym głosem i ogromną miłością publiczności nie musiała mnie namawiać. Piosenka powstała do programu telewizyjnego na święta Bożego Narodzenia w 2006 roku. Śpiewaliśmy ją też publicznie w programie telewizyjnym „I ty będziesz Świętym Mikołajem”.

Bardzo dobrze mi się z Eleni pracowało. Myślę, że powinniśmy kiedyś nagrać całą płytę. Nie zapomnę też wspaniałego obiadu po nagraniu w domu Eleni przy stole zapełnionym smakołykami kuchni greckiej i polskiej.

 

Gdyby na następne okrągłe urodziny zdarzyła się okazja nagrania kolejnej płyty w duetach, kogo by Pan zaprosił?

Trudne pytanie, bo jest taki wysyp talentów, tylu wspaniałych młodych ludzi śpiewa. Ale mam zaległe duety do nagrania: z Marylą Rodowicz, z którą to obiecujemy sobie ten duet od lat oraz z Edytą Górniak, z którą w 2008 roku zaśpiewaliśmy w Sopocie „My Cyganie” i wtedy ona publicznie, na scenie, obiecała mi takie nagranie. A na razie myślami jestem przy mojej płycie z nowymi piosenkami, która ma już nawet piosenkę tytułową: „Ja już nic nie muszę”.

ARTYŚCI O WSPÓŁPRACY Z KRZYSZTOFEM KRAWCZYKIEM

KATARZYNA NOSOWSKA

  1. Oboje z Krzysztofem Krawczykiem jesteście doświadczonymi artystami. Czy mając taką pozycję i dorobek artystyczny, można się jeszcze czegoś od siebie nauczyć?

Jesteśmy, pomimo różnicy wieku, przedstawicielami starej szkoły, w której artysta myśli długodystansowo, rozkłada siły i cierpliwość na wiele lat, nie zadowala się szybką i krótką karierą, ma świadomość powagi relacji jaka łączy go z publicznością.

 

  1. Co było inspiracją do napisania piosenki „Bezsenni” zaśpiewanej z Krzysztofem Krawczykiem?

Zastanawiałam się długo nad wyborem tematu. Stwierdziłam, że poważna praktyka w byciu człowiekiem, uprawnia nas do uniwersalnego spojrzenia na rzeczywistość, w której każdy, na najgłębszym poziomie, pragnie tego samego i tego samego się lęka. To opowieść o ludziach, którzy chcą nieść sobie otuchę.

 

  1. Za co najbardziej cenisz Krzysztofa Krawczyka?

Za to, że jest. Swoje poczucie bezpieczeństwa buduję miedzy innymi na tym, że na powierzchni wartkiego nurtu zdarzeń, widoczne są boje, które pozwalają na orientację. No i za głos. Potężny i międzynarodowy w barwie.

 

ANIA DĄBROWSKA

  1. Jak się pracuje z artystą u którego kiedyś śpiewałaś w chórkach?

Z Krzysztofem pracuje się bardzo dobrze. Zawsze miałam wrażenie, że ufa mi w sprawach artystycznych, więc mogę powiedzieć, że czułam dużą swobodę przy tym projekcie. Chciałam stworzyć z nim piękny duet. Mam nadzieję, że się udało.

 

  1. Czego nauczyłaś się od Krzysztofa Krawczyka?

Krzysztof Krawczyk jest optymistą i zawsze jak mamy okazję się spotkać to mnie tym pozytywnym podejściem zaraża. Poza tym jego płyta „Bo marzę i śnię” była moim pierwszym poważnym projektem w życiu. Od tego wszystko się dla mnie zaczęło i była to wielka nauka. Już wtedy wiedziałam, że dobrze razem brzmimy wokalnie.

 

  1. Duet na najnowszej płycie Krzysztofa Krawczyka, to nie pierwsza piosenka, jaką stworzyłaś dla niego. W 2004 roku napisałaś dla niego tekst do utworu „To, co w życiu ważne”. Gdy, podczas jednego z koncertów, zaprosił Cię do wspólnego wykonania tej piosenki, zapowiadając występ, Krzysztof powiedział, że zawsze może na ciebie liczyć. Co takiego w nim jest, ze jemu się nie odmawia?

Krzysztof jest bardzo przychylny ludziom, nie wywyższa się i cieszy się, gdy można zrobić cos z innymi muzykami, czasem z poza jego kręgu stylistycznego. Odkąd go znam zawsze miałam poczucie, ze mamy ze sobą dużo wspólnego. Cieszę się, ze wydaje nową płytę i że przy tej okazji mogliśmy znów coś razem zrobić.

 

MACIEJ MALEŃCZUK

1.”Każdy dziad” to nie pierwsza piosenka, jaką stworzyłeś dla Krzysztofa Krawczyka. W 2001 roku napisałeś dla Krzysztofa „Chciałem być…”. Co takiego w nim jest, że tak chętnie oddajesz mu swoje kompozycje i teksty?

Dla Krzysztofa łatwo mi się pisze, słyszałem o nim mnóstwo ciekawych historii i bardzo mi się podobały jego eksperymenty w Ameryce, o których sam opowiadał.

Czuję do niego niewytłumaczalną sympatię, przy najbliższej okazji chętnie go sparodiuję. Bardzo chciałbym wykonać piosenkę „Pamiętam ciebie z tamtych lat”.  Historia Krawczyka nie jest podobna do mojej, a jednak jesteśmy tym samym.

 

  1. Obie piosenki zawierają wątki biograficzne. Życie Krzysztofa jest aż tak inspirujące?

Tak, życie Krzysztofa jest inspirujące. Prawdę mówiąc pisząc o nim, piszę de facto o sobie.

 

  1. „Każdy dziad” to taki mocno autoironiczna tekst. Nie obawiałeś się, że Krzysztof Krawczyk będzie miał problem z takim poczuciem humoru?

Liczyłem na jego poczucie humoru i nie zawiodłem się, tym bardziej chapeau bas.

 

 

ANDRZEJ PIASECZNY

1.Krzysztof Krawczyk nagrał piosenkę z Twoim tekstem „Przytul mnie życie” na swojej płycie „To, co w życiu ważne” w 2004 roku. Co takiego się stało, że po jakimś czasie została nagrana ponownie. Tym razem w duecie z Tobą?

Propozycja napisania dla Krzysztofa piosenek była dla mnie sporym wyzwaniem. To zupełnie inna sprawa spotkać kogoś takiego, porozmawiać z nim, nawet zaśpiewać, szczególnie kiedy mamy do czynienia z artystą otwartym, a wręcz jowialnym…ale napisanie dla niego piosenki, tekstu który wielu ludzi będzie później odbierało jak jego własne słowa, to niesamowita frajda i przygoda. Tak naprawdę nie wiem skąd wyszła propozycja późniejszego wspólnego nagrania, wierzę że właśnie z powodu dobrego wklejenia się przekazu w postać Krzysztofa. Może i w jakiejś mierze również i z tego, że dwaj faceci w różnym jednak wieku, wymieniający między sobą myśli o życiu to bardzo ładny obrazek muzyczny, no ale takim propozycjom się nie odmawia. Nagranie było dla mnie wielką przyjemnością.

 

2.Czy pisząc ten tekst „a z każdym krokiem mam większy smak na życie…”, wiedziałeś, że jest przeznaczony dla Krzysztofa Krawczyka? Tak go widzisz?

To absolutnie konieczne, żeby pisząc mieć w pamięci wykonawcę. Mało tego, dla mnie samego napisanie tekstów dla Krawczyka to była nie lada gradka. zawsze nosiłem w sobie doroślejszą duszę, niż okazywało to na zewnątrz ciało. Pomyślałem, że napiszę coś, co w moich ustach nie zabrzmiało by aż tak dorośle, jak zaśpiewane przez Krzysztofa. Jestem pewien, że to właśnie udało mi się doskonale. Dzisiaj, sporo lat po tym kiedy piosenka została nagrana, sam śpiewam ją na swoich kameralnych koncertach. Dzisiaj śpiewana przeze mnie, człowieka w średnim już wieku brzmi na moich koncertach równie wiarygodnie, co śpiewana przez Krzyska. Wiem, że każdy facet chciałby znaleźć w sobie spokój, który pozwoli mu zaśpiewać, że nikt mu nie powie, że mógł lepiej przeżyć swoje życie.

 

  1. Czym najbardziej ujął Cię Krzysztof Krawczyk?

Serdecznością. Pamiętam, spotkaliśmy się po raz pierwszy zupełnie przypadkiem na jakiejś stacji benzynowej. Ja byłem już wtedy rozpoznawalny, ale ciągle przecież na początku drogi. Podszedłem przywitać się i przedstawić. Zaskoczyła mnie jego ogromna serdeczność, jak i to że w ogóle kojarzył kim jestem. Do dziś kiedy się spotykamy wymieniamy między sobą tę właśnie serdeczność. No ale, czyż mogło by być inaczej? Krzysztof wie, że pierwszy czarny singiel jaki miałem w życiu, wyprodukowany przez firmę Tonpress na stronie A zawierał piosenkę „Pamiętam ciebie z tamtych lat”, a na B…? no i tego nie pamiętam (śmiech)

 

 

Baner w newsie 851×315
Baner w newsie 851×315

O Autorze

Fotograf i meloman, fanatyk nietuzinkowych brzmień, poszukiwacz oryginalnych rozwiązań, zawsze chadzający własnymi ścieżkami. Z bardziej poważnych tematów - stypendysta Prezydenta Miasta Wałbrzycha w dziedzinie artystycznej w roku 2015, z zamiłowania dziennikarz muzyczny i zaciekły krytyk, a w dodatku zodiakalny wodnik :)

Ostatnio dodane: