[Recenzja Książki] Kerri Maniscalco – „Królestwo Nikczemnych”

Recenzja

Książka „Królestwo nikczemnych” autorstwa Kerri Maniscalco należy do tych pozycji, o których zawsze jest głośno na bookstagramie. Zanim zacząłem ją czytać widziałem co najmniej kilka recenzji. Mimo że starałem się ich nie czytać, jakaś wyjątkowo ciekawska część mojej duszy nakazywała choć zerknąć. Opinie, choć zazwyczaj dobre, miały jedną wspólną cechę: określały główną bohaterkę jako denerwującą. Po przeczytaniu pierwszych kilku rozdziałów stało się dla mnie jasne, że będzie ona przez całą powieść mieć 18 lat. Czemu się dziwić – jako starszy pan po 30tce raczej nie mam szans na zrozumienie myślenia nastolatki i trzeba być wyrozumiałym. A jak było?

Na potęgę Nikczemnych, ależ ona była denerwująca. Powiem szczerze: gdyby nie moje wcześniejsze nastawienie, po prostu bym się wściekł już w jednej trzeciej książki . I rzucił ją w kąt. Na szczęście Królestwo Nikczemnych posiadało na tyle dużo plusów. Nie tylko udało mi się je skończyć, ale i poczuć satysfakcję z lektury.

Po pierwsze klimat Sycylii, zwłaszcza ich kuchni. Bohaterka wpadała z jednych kłopotów w drugie, ale za każdym razem wracała do rodzinnej restauracji. Opisy dań, ich przygotowywania, pracy w gastronomii przedstawione zostały z wielką pasją. Momentami czułem się, jakbym z pełnym brzuchem siedział pod ciepłym niebem, popijając limoncello.

Po drugie – motyw przewodni. Nie mogę tutaj za dużo opowiedzieć, żeby nie „spojlerować”, ale sam pomysł na Nikczemnych, ukrywających się wiedźm, legend i całej otoczki był  (jak już mówiłem o jedzeniu) palce lizać.

Po trzecie – tajemniczość. Przez całą książkę było dużo zwrotów akcji, mnóstwo rzeczy, które brałem za pewnik, a okazywały się zupełnie inne w rzeczywistości. I to moim zdaniem główny motor całej powieści. Skonstruowana została w sposób przemyślany, logiczny i całkowicie… zjadliwy.

Autorka skupiła się mocno również na uczuciach, myślach, a nawet erotyce , co może niektórym psuć odbiór. Ja należę do grupy fanów fantastyki, której to zupełnie nie przeszkadza, o ile jest dobrze porcjowana i pasuje do całości. I tu tak było, jeśli wziąć pod uwagę wiek bohaterki. Ależ ona była denerwująca, wspominałem już?.

Podsumowując, Kerii Maniscalco stworzyła naprawdę ciekawą powieść. Choć moim zdaniem jej targetem są młode osoby, zwłaszcza kobiety. Styl, skupiający się na odczuwaniu i przeżywaniu całej gamy emocji jest bardzo charakterystyczny. Co mogę jeszcze dodać? Polecam każdemu, kto chce nie tylko przeżywać przygody, ale lubi zagłębiać się w wewnętrzne emocje nastolatki, rozdartej pomiędzy powinnościami, a buntem.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny