[recenzja] Aneta Jadowska – „Próby ognia i wody”

Czasami pech nie jest kwestią przypadku. Niejednokrotnie prześladuje człowieka przez jego zaniedbanie, ignorancję lub niedostrzeganie wcześniejszych sygnałów. Dlaczego o tym mówię?
Gdy dostałem propozycję zrecenzowania najnowszej pozycji Anety Jadowskiej „Próby ognia i wody” nie zastanawiałem się ani przez chwilę. Autorka wszak należy do grupy pisarzy, których nazwisko jest marką samą w sobie, a wydawnictwo SQN plasuje się na szczycie najlepszych oficyn w kraju.
I wyobraźcie sobie moje załamanie, kiedy w przedmowie okazało się, że jest to zbiór opowiadań. Dodatkowo z uniwersum, do którego nie miałem jeszcze okazji zajrzeć. Zrozpaczony nie doczytałem nawet przedmowy. Zdałem sobie sprawę, że mogłem najpierw poszukać informacji o produkcie, a wtedy pech ominąłby mnie szerokim łukiem. Ale….
Ominęłaby mnie też ta pozycja, a to byłaby ogromna strata – pomimo naszego złego startu, okazała się po prostu rewelacyjna! Zawarte w 313 stronach trzy opowiadania, z czego pierwsze i ostatnie mogłyby śmiało stworzyć mini powieść, pochłonęły mnie bez reszty. Zarówno drapieżny, troszkę butny styl pisania Pani Jadowskiej, charakterna główna bohaterka Nikita, jak i pełen dziwactw i magii świat… no to jest coś, co rysie lubią najbardziej.
Poza kilkoma szczegółami, których musiałem się domyślić, nie miałem żadnego problemu by wsiąknąć w fabułę, w postacie, czy w wykreowane uniwersum. Przygody Nikity, przemyślenia, podejście do świata oraz ludzi trafiło idealnie w mój gust. Do tego jej cynizm, dowcip oraz brawura… po prostu zachwycały. Każda chwila z książką wywoływała cętki na mojej twarzy (ach te rysie).
Do całej książki mam tylko jedno drobne zastrzeżenie, czyli opowiadanie numer dwa. I to nie o samą treść chodzi, by była równie dobra, co reszta. Raczej o jego umiejscowienie – przecina główną historię, na dodatek nie jest opowiedziane z perspektywy Nikity (narracja pierwszoosobowa). Po przemyśleniu doszedłem jednak do wniosku, że taka chronologia nie jest przypadkowa i pasuje do „Afery na tuzin rysiów” (specjalnie po zakończeniu książki wróciłem do przedmowy i już wiem co, z czym i dlaczego). Dlatego nie zamierzam się zbytnio czepiać i pozostaje mi tylko pogratulować autorce wyobraźni oraz warsztatu.
Muszę przyznać, że po lekturze „Próby ognia i wody” z pewnością sięgnę po główną powieść – fenomenalnie stworzony świat, lekkość, a zarazem zadziorność pisania potwierdzają reklamę książki, czyli „absolutne must have każdego fana fantastyki”.
Wydawnictwo SQN po raz kolejny pokazało, że pod ich szyldem wychodzą pozycje ciekawe, wyjątkowe i dobrze przygotowane, co w dzisiejszych czasach nie jest wcale takie oczywiste.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny