Ultimate magazine theme for WordPress.

[Recenzja] Depeche Mode – Spirit3 min read

14 studyjny album Depeche Mode nosi tytuł „Spirit”, ale czy faktycznie ma duszę? Czy Dave, Martin, Andrew i reszta ekipy wymyślili już wszystkie dźwięki? Czy są w stanie jeszcze nas zaskoczyć? To pytania, które zadawali sobie zarówno fani jak i krytycy muzyczni przed premierą albumu weteranów elektronicznego rocka – ja byłam jedną z nich.

Na kilka tygodni przed premierą albumu oczekiwanie na nowe dzieło moich ulubieńców wydłużało się w nieskończoność. Czytałam komentarze po premierze singla „Where’s The Revolution” jak również „recenzje” dziennikarzy, którzy na zaproszenie Depeche Mode mieli przyjemność posłuchać albumu kilka tygodni przed oficjalną premierą. W myślach kłębiło mi się mnóstwo pytań: czy faktycznie krążek będzie podobny do dwóch ostatnich, czy będzie to powrót do „najlepszych” lat Depeche Mode.

Na szczęście odpowiedź jest zupełnie inna: ani jedno, ani drugie. Piszę “na szczęście”, bo to czego oczekuję od “Depeszów” to wyznaczanie nowych trendów a nie wałkowanie utartych tematów. Mimo pewnych „powrotów do przeszłości”, dla mnie jest to nowy rozdział w historii Depeche Mode. Zapewne znajdzie się wiele osób, które się ze mną nie zgodzą, ale w końcu każdy ma prawo do własnej opinii.

Już na wstępie porwało mnie „Going Backwards” dalej było już tylko lepiej. Singlowy „Where’s The Revolution”, po nim spokojne „Worst Crime”, następnie najlepszy moim zdaniem fragment krążka. Mowa tu o trzech kolejnych utworach: „Scum”, „You Move” oraz „Cover Me”. Po tych kawałkach nogi mi zmiękły i wszelkie obawy odeszły w zapomnienie. “Scum” brudny i wyrafinowany, “You Move” namiętny a “Cover Me” to zupełny odlot. Odniosłam nawet wrażenie jakby trochę “nie pasowały” do reszty albumu ze względu na brzmienie – to inny świat. Dalej “Eternal”, czyli trochę melancholii w wykonaniu Martina. Pozostając w wolniejszych klimatach przechodzimy do „Poison Heart”, przy którym się rozpłynęłam. „So Much Love” to kawałek, który (pewnie się ze mną zgodzicie) jest niemalże klonem „Soft Touch” z “Delty” z trochę zmienioną linią melodyczną, dlatego to dla mnie najsłabszy utwór na kompilacji. Nie zrozumcie mnie źle, to dobry kawałek, ale nie wnosi nic nowego. Teraz „Poorman” – kolejny utwór, który skradł moje serce podobnie jak następujący po nim „No More” pieszczący moje zmysły. Na zakończenie mamy utwór z wymownym tytułem „Fail” ponownie w wykonaniu Martina.

Teraz trochę o tekstach.

Nikogo nie zaskoczy stwierdzenie, że na albumie nie brakuje odniesień do polityki oraz wyrzutów odnośnie zmian w ekipach rządzących. Mamy również żale do otaczającego świata, że cofamy się w rozwoju, niszczymy ziemię, a korporacje „kradną nasze pieniądze”. Jest też trochę miłości i namiętności – czyli jak u Depeszów po prostu życie. Myślę, że tyle wystarczy, bo przecież Depeche Mode przyzwyczaili nas do tekstów, które każdy może zinterpretować inaczej i niech tak zostanie.

Podsumowując album na pewno nie jest porażką, wręcz przeciwnie Panowie z Depeche Mode udowodnili, że „still got the blues” i nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Z czystym sumieniem polecam ten album, bo to dobra płyta i na pewno długo się z nią nie rozstanę. Brakuje mu jednak przebojowości i w moim rankingu dyskografii DM trafi raczej w okolice połowy stawki.

Na koniec dodam jedno zdanie, które pewnie wielu z Was zaskoczy. Treści kilku utworów a właściwie zawarty w nich przekaz przypomina mi utwory pewnego wałbrzyskiego zespołu … Są to „Poorman”, „Eternal” i “Where’s The Revolution” – resztę zostawiam dla Was 😉

Ocena: 5/6

Album dostępny na Spotify i innych serwisach streamingowych.