[Recenzja Książki] Ewelina Stefańska – „Więcej niż zło”

Z natury nie piszę źle o książkach. Zdarza mi się to tylko w przypadku pozycji, które są zbyt słabo przygotowane od strony technicznej (słaba redakcja czy korekta) lub są niedopracowane (dziury fabularne i nieścisłości). Tego typu błędy świadczą o braku szacunku dla czytelnika, który postanowił zakupić ten, a nie inny tytuł.

Pozostałe rzeczy są kwestią gustu – to, że mnie nie przekonała historia lub styl autora nie oznacza, że książka jest zła. Niestety, „Więcej niż zło” Eweliny Stefańskiej wyjątkowo mi nie podeszło. A co zawiniło? Ciężko stwierdzić.

Najdziwniejsze w tej debiutanckiej pozycji jest to, że na pierwszy rzut oka niczego w niej nie brakowało. Był ciekawie przedstawiony świat. Był mroczny, pełen zagrożeń klimat. Nawet bohaterowie zostali wykreowani w bardzo intrygujący sposób. Główna postać, Eustachy, pojawia się jako tajemniczy, lekko okaleczony zielarz. Od początku czytania strasznie ciekawiło mnie przed czym ucieka, dlaczego pozwala sobie na dość pochopne decyzje związane z pomaganiem obcym i jaką rolę odegra w całej przygodzie.

Postać Słowika – człowieka, z którym zżyłem się od samego pojawienia na „scenie” – młody, ambitny, z ciekawą przeszłością. Jego problemy z kolanem okazały się ogromnie zbliżone do moich osobistych i to najprawdopodobniej wzbudziło we mnie taką sympatię. Ale trzeba też przyznać, że sam jego charakter należał do ciekawych i nietypowych, a to się naprawdę ceni.

Tańcząca dziewczyna – ponieważ unikam streszczania fabuły książek w recenzjach powiem tylko tyle, że od początku powieści jej ruchy i sztuczki przeplatają się z losami męskich bohaterów. Aż ciekawi czytelnika, jakie sekrety i moc skrywa to magiczne dziewczę.

Teoretycznie od samego startu coś się dzieje – w niewyjaśniony sposób giną ludzie. Toczą się walki. Pojedynki.  Zarówno dzikim plemionom, jak i mieszkańcom osady grozi niebezpieczeństwo. Od pierwszej strony czuć napięcie i to cudowne uczucie „ zaraz coś się wydarzy”.

Brzmi dobrze? Na pewno.

Niestety, w praktyce okazało się inaczej – wynudziłem się jak mops. Poważnie – nie potrafiłem wsiąknąć w fabułę.  Przez pierwsze kilka rozdziałów trzymała mnie jeszcze myśl „ciekawe, jak się to dalej rozwinie”, ale im dalej się zagłębiałem w lekturę, tym było… nudniej. Toporniej. Jakby… Sam nie wiem – znacie to uczucie, kiedy macie pomysł na zrobienie czegoś, posiadacie plan i umiejętności, ale to nie jest Wasz dzień? I niby robicie wszystko poprawnie, lecz kiedy spojrzycie na efekt końcowy, dochodzi do Was, że wyszło jakoś tak… poprawnie, ale bez polotu?

Taka w moim odczuciu jest ta książka – poprawna. Nic nie mogę jej zarzucić, do niczego się nie doczepię, ale nie oczarowała mnie w żaden sposób. Jednak wspomniałem już na początku – wszystko jest kwestią gustu. Miejmy nadzieję, że w kolejnej części („Więcej niż zło” jest pierwszym tomem cyklu) będzie lepiej. Trzymam kciuki za autorkę – talent jest widoczny, warsztat wysokich lotów, a i fakt, że ukazało się to nakładem Fabryki Słów mówi sam za siebie.

 

 

 

 

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny