Ultimate magazine theme for WordPress.

Recenzja: Fisz Emade Tworzywo – Drony

0
okładka płyty „Drony”

Fisz i Emade w swoim dorobku muzycznym mają na koncie 10 płyt utrzymanych w dość odmiennej konwencji stylistycznej. Zaczynali od hip-hopowych beatów, ale jako pierwsi spośród innych wykonawców tego gatunku muzycznego w swoich utworach wprowadzili poetyckie teksty, nadając im przy tym nieco cieplejsze, miękkie brzmienie, dzięki temu ich twórczość nabrała unikatowego i autorskiego charakteru. Od tamtego momentu nie poprzestają na eksperymentowaniu, starają się jednak robić to tak, by wszystkie swoje produkcje nagrywać na wysokim poziomie i z pełnym zaangażowaniem. Obecnie ich powiązania z nurtem hip-hopowym są już raczej śladowe, za to muzyka, którą tworzą, kroczy konsekwentnie tym samym torem. „Drony”, najnowsze wydawnictwo braci Waglewskich, jest kolejnym idealnym tego dowodem. Nadal bowiem można znaleźć na nim ciekawe pomysły rytmiczne, głębokie w wymowie teksty i subtelne związki między elektroniką a tymi jeszcze klasycznymi aranżami.

Porównując ostatnie wydawnictwo braci Waglewskich z ich poprzednimi, nie sposób nie zauważyć, iż jest ono swoistą kontynuacją wydanego 2 lata wcześniej „Mamuta”, choć brzmieniowo wydaje się bardziej różnorodne od poprzednika. Nagranie mamuciej płyty było niewątpliwe dobrym krokiem w drodze muzycznej Tworzywa, gdyż krążek ten w opiniach słuchaczy i krytyków muzycznych zyskał spore uznanie, zdobywając dzięki temu status platynowej płyty i Fryderyka 2015. To wszystko pozwoliło uplasować projekt Fisza i Emade na górnej półce polskich wykonawców muzycznych. Nic więc dziwnego, że Panowie Waglewscy nagrywając kolejny album, pokusili się podążyć utartą przez „Mamut” ścieżką muzyczną. Kilka miesięcy po premierze „Drony” już uzyskały wysokie noty na listach sprzedaży. Co jest zatem w nich takiego fascynującego, że przyciągają do siebie rzesze słuchaczy?

Z pewnością to, co dotyczy dzisiejszych, wysoce stechnicyzowanych czasów. Mowa tu o rozwijającej się wszechobecności technologicznych nowinek oraz wirtualnej rzeczywistości, która znienacka i całkiem nieuchwytnie zadomowiła się w naszym codziennym życiu. Album „Drony” to dwanaście utworów, a właściwie raportów z obserwacji otaczającego nas współczesnego świata. Obserwacji, której wnioski sprowadzają się właśnie do tytułowych dronów oraz innych technologicznych wynalazków, jak np.: telefonów, samochodów czy komputerów. Mamy bowiem do czynienia z opowieścią o sprzętach ułatwiających ludzkie życie i zarazem uzależniających je od siebie, czyli takich, bez których trudno większości z nas się teraz obyć. Dostrzec w nich można wobec tego nie tylko zalety, ale również wady, jak np. uzależnienie, oderwanie od rzeczywistości, wciąganie świat cyberprzestrzeni czy chociażby nawet nerwice. To powoduje, że ludzie bombardowani elektronicznymi bodźcami tracą zdolność do skupienia się i koncentracji uwagi na innych wartościowszych rzeczach. Dlatego Fisz (odpowiedzialny za warstwę liryczną, która w przypadku tego albumu, zdawałoby się, stanowi rolę nadrzędną) patrząc z perspektywy współczesnego człowieka uzależnionego od technologii, w swoich tekstach zachęca nas, by za wszelką cenę nie dać się owej technologizacji omamić, tylko wyjść jej na przekór, twardo stawiając przy tym warunki. Słowa Fisza są tu niezwykle celne dobrane – skłaniają słuchacza do myślenia, otwierają go na liczne interpretacje, a także osobiste przeżywanie ich przesłania.

To, co również zachęca odbiorców do odsłuchu tej płyty jest jej melodyjność. Nowe kompozycje aż kipią wpadającymi w ucho, nośnymi refrenami, co w porównaniu z wcześniejszymi wydawnictwami było raczej ograniczone. Można zatem napisać, że płytowa wersja „Dronów” jest kopalnią potencjalnych przebojów. Już pierwsze wydane single bez problemu podbiły szczyty list przebojów rozgłośni radiowych, zaskarbiając tym samym sobie kolejnych sympatyków. Nie oznacza to jednak, że skoro płyta jest bardziej przebojowa, to musi być też płytsza i banalna w odbiorze. Muzyka zawarta na tym krążku oscyluje raczej w kręgu ambitnego, dobrego popu. Co prawda jest tutaj przewidywalnie, ale w umiarkowanym stopniu.

Jak już wcześniej nadmieniłam, pod względem brzmieniowym „Drony” są trochę bardziej zróżnicowane niż poprzedni longplay. Zgromadziły na tym krążku chyba niemal wszystkie obecne fascynacje dźwiękowe braci Waglewskich, przez co warstwa muzyczna albumu migruje pośród takich gatunków jak: pop, rock, blues czy szeroko pojęta elektronika, co czyni ją bogatym agregatem doskonale wpisującym się w kontekst tematyczny. Nadal jest barwne, lecz tym razem z dużą dozą kolorów ciepłych. Stworzono tutaj melodie świetnie uzupełniające opowiadane historie, będące ważnym nośnikiem emocji prowadzących nas w intrygujący świat konstatacji. Wciąż niewątpliwe słychać, że największy wpływ na formowanie się ich muzycznych temperamentów ma muzyka z początku lat 90.. Chodzi przede wszystkim o brytyjski trip-hop, którego dźwięki rozlegają się najsilniej w Samochodach i Skąd przybywasz?. Na krążku figuruje także fenomenalny wręcz, inspirowany Massive Attack, z subtelną sekcją smyczkową Duch, połamane rytmicznie zaś Kręte drogi rozbrzmiewają echami muzyki zespołu Unkle. Nie zabrakło też kawałka z ciekawym, teatralnym monologiem na końcu utworu, podszytego gitarą, ale uszlachetnionego również harmonijnymi, a zarazem kojącymi dźwiękami fortepianu (Sarny).

Brzmienie niektórych pozycji na płycie zdaje się też nieco surowsze i syntetyczne. Mam tu głównie na myśli Komputer, w którym na pierwszy plan wysuwa się modulowany głos Fisza, i uprzednio wspomniane Samochody. Pomysł z modulowanym głosem, mimo że tematyką i stylem płyty pasuje do całości, wydaje mi się zbyt sztuczny i przesadzony, biorąc pod uwagę całkiem ciekawy wokal Bartka, który w tym kawałku mógłby go jednak lepiej wykorzystać.

Na płycie usłyszymy także, jak gdzieniegdzie jej brzmienie nabiera szybszego i bardziej konkretnego tempa (Telefon, Parasol), lecz pomimo zdecydowanego rytmu są to pozycje raczej nienadające się do zabawy, ponieważ problematyka w nich podjęta wcale nas do niej nie zachęca. Słuchając tego wydawnictwa, można też  odnieść  wrażenie, że zabawa tempem jest na nim wyraźniej odczuwalna niż na „Mamucie”. Prócz szybkich numerów znajdziemy również te wolniejsze i leniwsze, jak np.  Fanatycy ubarwieni dodatkowo smyczkowymi ozdobnikami.

Po zapoznaniu się z omawianą przeze mnie płytą oraz przeanalizowaniu swoich rozważań co do niej przyznam, że Waglewscy po raz kolejny z rzędu zaserwowali nam materiał dość wyjątkowy. Taki, który odpręża, ale jednocześnie zmusza do refleksji nad sensem współczesnego życia. Jest wprawdzie dosyć prosty w odbiorze, lecz w żadnym wypadku nie miałki. Nowe dzieło Tworzywa Sztucznego to świetny przykład optymalnego balansu między jego warstwą tekstową a muzyczną. Ponadto jako całość jest doskonałym wyznacznikiem naszych współczesnych czasów. Jednakże, zważając na tematykę krążka, prawdopodobnie najlepiej odebrany zostanie przez starszych odbiorców, którzy z rozkwileniem wspominają świat bez komputerów, smartfonów czy innych wymysłów technicznych, czyli tych odbiorców, którym tęskno do czasów, gdy przyjaciół poznawało się na podwórku, a nie poprzez ekrany. Niemniej ze względu na rozpiętość brzmieniową – od psychodelicznego trip-hopu, połamanej rytmiki, przez rockową energię, aż po popowe, chwytliwe refreny – każdy słuchacz muzycznych „Dronów” bez wątpienia znajdzie na nich coś dla siebie.

 Odsłuch albumu:

%d bloggers like this: