Ultimate magazine theme for WordPress.

Recenzja: Godbite – The Aristocrats

0

W skład naszej twórczości wchodzą ziarna jak ambitny rock, elektronika, metal progresywny, szamanizm, kino, pierwotne rytuały i logika snów. Brzmi intrygująco, prawda? Aż kusi, by poczuć mieszaninę tych zdumiewających, artystycznych smaków na własnych zmysłach. Tak nietypowo swoje muzyczne dokonania pokrótce opisuje szczecińska formacja Godbite, której początki aktywności sięgają 2011 roku, wtedy to właśnie nagrała ona i opublikowała w sieci swoje pierwsze demo, po czym rozpoczęła działalność koncertową, prezentując publiczności nowo nagrane utwory i zyskując tym samym pierwszych fanów. Grupa podczas wieloletniego tournée występowała obok takich muzycznych gwiazd jak: Acid Drinkers, Tides From Nebula czy Anti Tank Nun. Sukcesów również jej nie brakuje. Godbite udało się dotrzeć do finału Festiwalu Around the Rock 2012, finału Olsztyńskiego Kortofestu 2012, ponadto ma na swoim koncie wygraną na festiwalu Rock in Szczecin 2013 oraz Generacji 2012, gdzie zagrał u boku Chasis i Kontrust. Członkowie Godbite są też twórcami interdyscyplinarnej imprezy Beastwork, łączącej koncerty muzyki alternatywnej z wystawami malarstwa, fotografiki, grafik, pokazami filmów oraz teatrem. Mamy zatem do czynienia z zespołem mocno angażującym się nie tylko muzycznie, lecz również artystycznie, co się także przekłada na brzmienie muzyki, którą oferuje nam Godbite. W końcu, po kilku latach koncertowania i dalszej pracy nad materiałem, muzykom udało się własnymi siłami, czyli swoimi metodami i środkami (w duchu idei DIY – jak określiła kapela) wydać pierwszy długogrający album – wzniośle zatytułowany – „The Aristocrats”, który to obrałam sobie za przedmiot tejże recenzji.

Po wnikliwym przestudiowaniu krążka myślę, że warto było poświęcić nagrywaniu  tego materiału tyle czasu, gdyż przyniosło to nader imponujący efekt. Zespół bardzo profesjonalnie podszedł do pracy nad swym pierwszym studyjnym wydawnictwem, zarówno pod względem muzycznym, jak też lirycznym jest on przemyślany i dopracowany. Słuchając niniejszego albumu, miałam wrażenie, że słucham nie polskiej kapeli, tylko jakiejś światowej, rockowo-metalowej grupy. Nic dziwnego, bo pomysły na nagrania Godbite czerpał od mistrzów znanych z historii hard rocka, takich jak: Black Sabbath, Led Zeppelin, King Crimson, Tom Waits, ale również od tych współczesnych, m.in Tool, Mike Patton czy choćby Mastodon. Nowe aranżacje szczecinianie doprawili dodatkowo szczyptą własnych imaginacji, m.in. tych wymienionych we wstępie. Dzięki temu grupa zdołała ukształtować swój indywidualny, czysto unikatowy styl, krocząc własną muzyczną ścieżką – nieco pokrętną, kabalistyczną. Godbite jest więc kolejnym dowodem na to, że warto jednak na poważnie zagłębić się w krajową scenę hard rockowo-metalową.

Przejdźmy dokładniej do meritum, a mianowicie do wspomnianego arystokratycznego debiutu Godbite. „The Aristocrats” to dość frapujący i majestatyczny (podobnie jak tytuł) album, z niebagatelną mocą i zarazem pełnym grozy klimatem – dogłębne, harmoniczne tony oraz nieszablonowa kompozycja wprawiają odbiorcę w przyjemny stan dreszczyku emocji. Obcowanie z takim wydawnictwem to niczym niezapomniana podróż w przestrzeni bogactwa mrocznych, enigmatycznych dźwięków oraz kolorów. Nie zastaniemy tu jednostajnym utworów, dużo w nich bowiem urozmaiceń, oczywiście tych przemyślanych, bo razem tworzących jedną, spójną całość, zagraną w sposób płynny i nienużący słuchacza. Poza tym wychwycić można tutaj też sporo odważnych, progresywnych zapędów nadających płycie – ostrej, trefnej i bezwzględnej – specyficzny charakter. Muzyka na tym krążku zawiera nadto pokaźną dawkę świeżych, niebagatelnych pomysłów, które zapewne jeszcze przez długi czas intrygować będą początkujących adeptów ostrego grania. Całość oprócz tego niesamowicie poraża niebagatelną siłą. Intensywność dźwięków i przenikliwy wokal to główne atuty tej płyty. Już pierwszy otwierający krążek David Lynch paraliżuje solidnym uderzeniem z ekspresywną koloraturą wyzwalającą skrajne stany emocjonalne. Słychać w tym kawałku, jak wokalista wręcz sieje zamęt swoją silną barwą głosu, momentami niemalże krzykiem przyprawiającym o dreszcze. Wzniesiony na elastycznym, gitarowym riffie You Can Lead a Horse jeszcze bardziej podkręca dynamiczność i misterium tego albumu. Na pochwałę zasługuje także, przywodzący na myśl dokonania Tool, numer Camwhore z genialnymi partiami basu, gitarowymi połamańcami i fenomenalnym, szarżowym bębnieniem. Istną huśtawkę nastrojów serwuje nam natomiast My Home is Yours z licznymi kontrastami ostrych i subtelniejszych brzmień. Tutaj znowu słowa uznania należą się wokaliście – za wielorakie, żywe partie wokalne – od gniewnych ryków po stonowany i harmonijny śpiew. Ciekawą pozycją na płycie jest też Red Herring – krótka dwuminutowa kompozycja podbarwiona industrialną melodyką, stanowiąca swoiste intro do zamykającego krążek Till the Cows Come Home. Ten z kolei zaskakuje połamaną, pulsującą sekcją rytmiczną oraz przeszywającym na wskroś krzykiem wokalisty. To niemalże muzyczna burza piorunujących, pobudzających dźwięków z kilkoma delikatnymi prześwitami na wytchnienie.

Debiutancki longplay Godbite to, jak się przekonaliśmy, wybuchowa mieszanka współcześnie brzmiącego metalu z głęboko wymownymi tekstami, w których patetyczność zderza się z przyziemnością. A skoro doszliśmy do warstwy tekstowej – o czym ona opowiada? Tutaj, trzeba przyznać, jest dosyć kontrowersyjnie, ponieważ problematyka poruszana w utworach nie należy do łatwych. Mowa tu np. o wstręcie i złości; gdzieniegdzie frustracja, rozgoryczenie, seks i uzależnienia splatają się – jak to zespól ujął – z kopenhaską analizą mechaniki kwantowej, prócz tego usłyszymy w nich także o problemach zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, dyskordianizmie czy wynikach testu Johna Calhouna. Typowych piosenek o miłości i kochaniu również na tym krążku nie zabrakło. Wiadomo, temat powszechny, sprawiający radość lub cierpienie, a to drugie dość mocno obfituje w aranżacjach Godbite. Liryki, jak widać, zdumiewają równie silnie jak oprawa dźwiękowa, każdy dźwięk i tekst trzyma wysoki poziom, biorąc pod uwagę brzmienie i język, w jakim napisano teksty utworów, śmiem nawet powiedzieć – światowy. Zresztą wcześniej już o tym napomknęłam, wymieniając zespoły, którymi Godbite się inspiruje. Szkoda tylko, że wszystkie teksty są właśnie w języku angielskim. Choć wokalista całkiem świetnie sobie z nim radzi, to jednak śpiewanie piosenek w języku ojczystym pomogłoby artystom w nawiązaniu znacznie bliższej więzi z rodzimymi słuchaczami. No, ale może dzięki anglojęzycznym kawałkom zaskarbią sobie więcej tych zagranicznych fanów i zyskają międzynarodowy rozgłos? A to też jest przecież jakiś sposób na szersze wypromowanie swojej twórczości. Zobaczymy, co formacja zaprezentuje nam na kolejnym wydawnictwie. Jeśli ubarwi go polskim akcentem, niewątpliwie wyjdzie jej to na plus.

Powracając do warstwy znaczeniowej i muzycznej omawianego „The Aristocrats”. Szczecinianie skomponowali na nim muzykę przepełnioną niepokojem, z dozą nerwowości zmieszanej z lękiem oraz wewnętrznymi napięciami. Budzi grozę, nieprawdaż? Niekiedy słychać też, jak spokojne i wyciszone fragmenty stopniowo przeradzają się w gniewliwe, pełne agresji granie potrafiące naprawdę nieźle zaskoczyć.
Podczas odsłuchu tego albumu niektórzy odbiorcy mogą się zatem poczuć przytłoczeni poruszaną tematyką i wielością szokujących pomysłów. Nie da się więc ukryć, że debiutancki materiał Godbite, to materiał trudny w odbiorze, zarówno tekstowo, wokalnie, jak i muzyczne, nie każdy w związku z tym będzie w stanie od razu go pojąć. Miłośnicy ostrego, gitarowego grania z pewnością szybko się z nim utożsamią, pozostali słuchacze, przypuszczam, także nie powinni mieć z tym problemu, ale raczej nie przy pierwszym odsłuchu. Ci, aby w pełni zrozumieli przekaz owej płyty, musieliby poświęcić na nią nieco więcej czasu i uwagi niż w przypadku wydawnictw lżejszych pod względem muzycznym i tekstowym.

Gdyby jednakże tak trochę głębiej się nad tym zastanowić, to ten chaotycznie dźwiękowy i trudny w słowach „obłęd” jest doskonałym patentem na nagranie dobrego albumu – mamy tu pomysłowe, gitarowe szturmy, ciekawe, łamiące schemat spowolnienia i nieprzewidywalne zmiany klimatu. Wyrazista warstwa liryczna pobudza wyobraźnię, a nowoczesne i niejako swarliwe brzmienie funduje nam niezapomnianą wędrówkę do najskrytszych zakamarków naszego umysłu. To bez wątpienia dzieło, które hipnotyzuje, działa na naszą podświadomość i porywa w niebywały trans. Jak sam tytuł mówi – imponujący swą siłą i okazałością.  Płyta zdecydowanie godna Waszej uwagi. Warto wobec tego samemu się o tym przekonać. Ja już się przekonałam. Teraz kolej na Was.

Płyty bezpośrednio posłuchać można w  poniższych serwisach streamingowych:

YOUTUBE: https://www.youtube.com/watch?v=j8-BAucyfOA

TIDAL: tidal.com/album/55709305

SPOTIFY: https://open.spotify.com/album/55unqFcDWsqPjZgyB1xH2V

DEEZER: http://www.deezer.com/album/12078606

Oficjalna strona GODBITE

GODBITE w SOCIAL MEDIA:

https://www.facebook.com/Godbite/

https://www.instagram.com/godbite.pl/

https://www.youtube.com/user/godbiteband

%d bloggers like this: