Ultimate magazine theme for WordPress.

Recenzja – Irena Jarocka – Irena Jarocka, której nie znacie 2

„Nie wrócą te lata, te lata szalone” – tak śpiewała w jednym ze swoich przebojów Irena Jarocka. Ta muzyka, jej melodyka, poetyka tekstów – również. Szkoda.

W zeszłym roku do sprzedaży trafił „premierowy” album, przedstawiający różne muzyczne oblicza wykonawczyni niezapomnianych „Kawiarenek”. Na 2 płytach zgromadzono mało znane – i często niepublikowane – nagrania studyjne i koncertowo – festiwalowe Ireny Jarockiej. Teraz do sprzedaży trafiła składanka „Irena Jarocka, której nie znacie 2”, zawierająca kolejne ciekawe utwory pochodzące z jej bogatej dyskografii.

Pierwszą płytę z nagraniami studyjnymi otwiera utwór „Wspomnij mnie”, czyli polska wersja włoskiej piosenki „Creola”. Co ciekawe, oryginalne nagranie jest utrzymane rytmie tanga (!). W tym przypadku mamy jednak do czynienia z bardzo melodyjnym popem, co w mojej opinii jest dużą zmianą na plus. Interesujący efekt uzyskano w refrenie, nakładając drugą partię wokalną na tytułowe słowa „wspomnij mnie”.

Chwilę później możemy usłyszeć anachroniczne – zarówno w warstwie muzycznej, jak tekstowej –  nagrania z lat 60. Głos Jarockiej jest tu jeszcze dosyć surowy, brakuje mu profesjonalnego szlifu. Ten z kolei słychać w mniej („By coś zostało z tych dni”) i bardziej („Z moich przeczuć”, „Był ktoś”) zapomnianych przebojach. Te nagrania w latach 70. zdobywały czołowe pozycje w plebiscytach na piosenkę roku.

Moją osobistą faworytką z całego zestawu jest piękna kompozycja Mikołaja Hertla – „Tyle róż” z niezwykle poetyckim tekstem. „Ten cały blask naiwnych lat, ten wiersz, że świat to ja”. Cóż, w obecnych czasach w kulturze masowej taki poziom słownego wyrafinowania jest w zasadzie nieosiągalny.

Nowoczesne, jak na drugą połowę lat 70., syntetyzatorowe brzmienie w piosence „Przebudź się” zdążyło się już zestarzeć. Ciekawostką jest fakt, że wokalnie udziela się tu również jej kompozytor – Piotr Figiel. Z kolei „Do tańca” niebezpiecznie mocno przywołuje na myśl melodykę przebojów zespołu ABBA, zwłaszcza „Mamma mia”, zmiksowaną z brzmieniem à la… Electric Light Orchestra.

W tym muzycznym „przekładańcu” znalazło się miejsce na country („Tańczy niedziela”, „Odszedł stąd”) i twórczość dla młodszych słuchaczy („Krasnoludki, krasnoludki”). Próbkę unowocześnienia repertuaru przez Irenę Jarocką w połowie lat 80. słyszymy w „Czy my to my”. Na słowa uznania zasługuje znakomita dykcja, z jaką wokalistka wyśpiewała kolejne słowa w tym dynamicznym utworze.

Piosenki: „I gorzko, i słono”, „Kiedy serce śpi”, „Zagraj mi smutną piosenkę” potwierdzają pełnię artystycznej dojrzałości Jarockiej. W takim wydaniu brzmiała najlepiej – oczywiście w mojej opinii. Choć może słychać tu nieco więcej melancholijnych nut, wynikających z tego, że druga połowa lat 80. to zmierzch jej popularności. Ostatni większy przebój, „Stare łzy” nagrała w 1986 r.

Cóż… Czas na płytę „Live”, która – mówiąc szczerze – wywołuje we mnie zdecydowanie mniej  entuzjazmu. Dlaczego? Liryczna Irena Jarocka jawi się tutaj w wydaniu… dance. Taki właśnie styl dominuje na wydanym w 2001 r. albumie „Mój wielki sen”, który możemy usłyszeć w wydaniu koncertowym. Z pewnymi wyjątkami.

„Magię księżyca”, „Kabałę z siedmiu kart” oraz „Dancing all night with a stranger” – wielki przebój Anny Jantar – odtworzono z… playbacku.

Aranżacje starych hitów, tj.: „Gondolierzy znad Wisły”, „Motylem jestem”, „Wymyśliłam się” również przerobiono na dance’ową modłę. Całe szczęście, że obok nich znalazły się piosenki: „Tam, gdzie serce, tam mój dom”, „Mój wielki sen”, „Nie chcę znowu sama być” oraz „J’Attendrai”, którym nadano zdecydowanie bardziej klasyczne brzmienie.

Obok nagrań koncertowych, na krążku znalazły się również te festiwalowe. Interpretacji „Nie zostawiaj mnie” z fortepianowym akompaniamentem Włodzimierza Nahornego nie można nic zarzucić, jednak blednie ona w porównaniu z wykonaniem Edyty Geppert. Beztroska piosenka „Il faut y croire” z Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Sopot’75 pochodzi z najlepszego okresu Jarockiej, co zresztą słuchać po entuzjastycznym przyjęciu jej przez publiczność.

Dużym zaskoczeniem okazuje się zapowiedziany po rosyjsku (!) i śpiewany w tym języku utwór „Szto nam gorie”. Tymczasem w „Ramai” Africa Simone piosenkarka „walczy” o utrzymanie się w linii melodycznej i o złapanie oddechu w gęsto powtarzanych po sobie frazach. Takie uroki występów live.

„Nie wrócą te lata, te lata szalone” – tak śpiewała w jednym ze swoich przebojów Irena Jarocka. Ta muzyka, jej melodyka, poetyka tekstów – również. Szkoda.

%d bloggers like this: