Ultimate magazine theme for WordPress.

Recenzja: Izabela Trojanowska – „Na skos”

0

„Nudzi to, co dobre, wabi to, co złe…” – w taki oto sposób Izabela Trojanowska kokietuje słuchaczy w singlowej piosence promującej jej najnowszą płytę „Na skos”. Jest to całkiem niezła zachęta do zapoznania się z resztą materiału, który w całości skomponował dobry znajomy wokalistki – założyciel i lider zespołu Lady Pank – Jan Borysewicz. Muszę przyznać, że efekt końcowy to przysłowiowy strzał w dziesiątkę, ponieważ mamy tu do czynienia z udanym powrotem do przeszłości.

Dlaczego? Stylistyka albumu bardzo wyraźnie nawiązuje do dokonań muzycznych Trojanowskiej z początku lat 80, czyli do okresu, w którym odnosiła największe sukcesy. Zwyciężała w plebiscytach popularności, zdobywała Złote Płyty i z pewnością trudno wówczas było znaleźć osobę, która przeszłaby obojętnie obok jej atrakcyjnego, drapieżnego, wręcz wyzywającego, wizerunku. Powodzenie wśród melomanów zapewniły jej chwytliwe przeboje Romualda Lipko, na czele z synthpopowym „Tyle samo prawd, ile kłamstw” oraz pop rockowym „Wszystko, czego dziś chcę”. „Posłańcy wszystkich burz” – nagranie pilotujące ostatni album wokalistki – przywołuje nieco klimat tych nagrań, zwłaszcza drugiego.

I taki klimat vintage towarzyszy nam w trakcie słuchania krążka, na który złożyły się utwory o bardzo spójnym, gitarowym brzmieniu, nieprzypadkowo przywodzące na myśl repertuar zespołu Lady Pank. W końcu firmuje je ten sam autor.

Takie nawiązanie znajduję w intro dynamicznego „To nic, że cię mam”. Wstęp piosenki, jak i powtarzane, gitarowe zagrania, kojarzą mi się z… „Kryzysową narzeczoną” i dosyć surowym stylem „Panków” znanym z ich dwóch pierwszych płyt („Lady Pank”, „Ohyda”).

Podoba mi się „Melancholia” – z bardzo czytelnym, spokojnym, perkusyjnym rytmem (w „Mniej więcej” i „Słodkich tajemnicach” dominuje z kolei gitara). Zwrotki niemal zlewają się z refrenem, jednak całość nie jest monotonna. Podobnie prezentują się „Ściany”.

„Kocham ten świat” bardzo lekka, „nieinwazyjna” piosenka, która po prostu… nie przeszkadza i nie wyróżnia się niczym szczególnym. Z powodzeniem mogłaby znaleźć się w ramówce stacji komercyjnych, gdzie takie kawałki są bardzo lubiane.

Na plus wyróżnia się forma wokalna Trojanowskiej. Duża w tym zasługa samych kompozycji pozbawionych długich fraz i napisanych w jej rejestrze. W takim, niewymagającym forsowania głosu repertuarze, brzmi najlepiej. W „Skosie” mamy nawet kolejny „smaczek” rodem z debiutanckiego longplaya Trojanowskiej – charakterystyczne „wyciąganie” i modulację końcówek w refrenie.

W gitarowe kompozycje Borysewicza dobrze wpasowują się niezłe teksty Wojciecha Byrskiego, który współpracował z wokalistką przy jej poprzednim albumie – „Życia zawsze mało” z 2011 r. Tematycznie nawiązują one (ciekawe, czy to przypadkowa zbieżność?) do treści, o jakich śpiewała Izabela Trojanowska sprzed 35 – laty. Jeśli motywem przewodnim piosenki jest miłość – to trudna, o czym najlepiej przekonujemy się po przesłuchaniu utworu „Zawiniłam ja”. Jeżeli mowa o otaczającej nas rzeczywistości, to również przedstawia się ona raczej w ciemnych barwach, w końcu często dostajemy od niej… „Po głowie” („życie zabiera sen, skąpo dozuje tlen, nie wychodzi nam na zdrowie”). Wyjątek stanowi przywoływany już przeze mnie utwór „Kocham ten świat”, który jest trochę przerysowaną wizją świata oglądanego przez… różowe okulary.

Do kilku utworów „zaplątały się” zwroty, którym daleko do językowej lotności, m.in. „Mówił do mnie cały czas, tyle że nic ważnego” („Ściany”). „Od zawsze oczy miałam w miejscu bez zmian, widziałam i wiedziałam, co w karcie dań” („Zostań ze mną”). Na szczęście znajdują się one w mniejszości.

Moda na lata 80. trwa w najlepsze. Dobrze się więc stało, że jedna z ich ikon – Izabela Trojanowska wraca do stylu, w którym czuje się najlepiej i którego oczekują jej wielbiciele. W końcu… lubimy to, co już znamy.

%d bloggers like this: