Recenzja książki – „Witaj w domu” Lucia Berlin, Wydawnictwo Czarne

Lubisz książki, które pokazują życie pisarzy i pisarek? Wyobrażasz sobie jak wyglądała codzienność ulubionych autorów i autorek? Jeśli tak, to być może zainteresuje Cię  „Witaj w domu ” Lucii Berlin od Wydawnictwa Czarne.

Lucia Berlin to amerykańska pisarka, autorka opowiadań, które zyskały prawdziwą sławę i uznanie dopiero jakiś czas po jej śmierci. To także kobieta pełna pasji, która żyła tak jakby jutro miało nigdy nie nastąpić. Być może wynikało to z diagnozy, którą usłyszała jako dziecko. Miała zaawansowaną skoliozę. Czternastoletniej Lucii lekarz powiedział, że nie dożyje trzydziestki i nie będzie miała dzieci. Tymczasem pisarka żyła o wiele dłużej, bo 68 lat. Wbrew medycznym przewidywaniom doczekała się także dzieci:czterech synów. Książka „Witaj w domu” podzielona jest na dwie części. Pierwsza to wspomnienia Lucii Berlin. Drugą część stanowi wybór listów z lat 1944 – 1965, które pisarka kierowała do swoich przyjaciół – Helene i Edwarda Dornów.

Wspomnienia pełne zapachów, dźwięków i miejsc.

Rytm życia Lucii Berlin wyznaczały przeprowadzki. To był stały element towarzyszący pisarce już od dziecka. Można powiedzieć, że to swoista niezmienność w ciągłej zmienności. Część „Witaj w domu” poświęcona wspomnieniom Lucii Berlin to kronika domów, miast, hoteli, miejsc, w których autorka miała okazję przebywać. To co od razu rzuciło mi się w trakcie lektury to wyjątkowa sensoryka tych wspomnień. Ten tekst po prostu pachnie. Raz jest to woń kwitnących jabłoni i hiacyntów, która według Lucii Berlin była tak mocna, że aż hipnotyzowała. Innym razem autorka przywołuje „cierpki zapach sosny”. Są też zdecydowanie mniej przyjemne aromaty siarki, papierosów, zepsutego jedzenia i płynu owadobójczego. Praktycznie każde miejsce opisane przez pisarkę można by zidentyfikować za pomocą zmysłu węchu. Ponadto domy i okolice opisane są bardzo barwnie i drobiazgowo. W tych wspomnieniach w wyraźny sposób uwidacznia się plastyczność stylu Lucii Berlin. Dzięki niemu byłam w stanie wyobrazić sobie miejsca, w których przyszło żyć pisarce i jej rodzinie.

Listy szczerze opisujące codzienność.

Podczas gdy wspomnienia często są wyidealizowane i Lucia tworzy w nich sielankowy świat, inaczej ma się sprawa z listami. Są one bardziej szczere, prawdziwe. Życia autorki dalekie było od bajki. Kłopoty finansowe, męczące zmiany miejsca zamieszkania, perturbacje zawodowe i przede wszystkim nałóg narkotykowy jednego z jej mężów – Buddy’ego Berlina.We wspomnieniach co prawda pojawiają się co jakiś czas fragmenty, zdania, z których przedziera się smutek i egzystencjalne obawy pisarki, ale to w listach jest bardziej szczera. To oczywiście całkowicie naturalne. Wspomnienia bowiem to pewnego rodzaju kreacja literacka. Jako, że w „Witaj w domu” udostępniona została korespondencja pisarki do Helene i Edwarda Dornów, pojawia się ciekawy wątek wymiany myśli między artystami. Edward Dorn był poetą i Lucia Berlin często radziła się swojego przyjaciela w sprawach literackich.

Podsumowanie

Książka „Witaj w domu” jest niewielkich rozmiarów i czyta się ją bardzo szybko. To co zwróciło moją szczególną uwagę to kunszt językowy Lucii Berlin oraz to, że pisarka we wspomnieniach pokazała zachwyt światem, przyrodą, otoczeniem, życiem tak po prostu, na przekór przeciwnościom losu, z którymi przyszło się jej mierzyć.Myślę, że dla osób, które gustują w biografiach, autobiografiach, wspomnieniach to ciekawa pozycja po którą warto sięgnąć. Polecam!

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.