Ultimate magazine theme for WordPress.

[Recenzja] MaRina – “On My Way”

Do pisania recenzji płyty, którą Wam teraz przedstawiam, przymierzałam się już kilka dobrych tygodni temu. Niestety, brak czasu i natchnienia do przelewania swoich muzycznych myśli spowodował, że recenzowany obecnie tu materiał byłam zmuszona odłożyć na pewien czas do szuflady. W końcu jednak nastał odpowiedni moment, by do niego powrócić, wnikliwie go przesłuchać  i zaopiniować na łamach niniejszego portalu. A o kim i czym tym razem będzie mowa? O MaRinie, dokładniej Marinie Łuczenko-Szczęsnej i jej drugim studyjnym wydawnictwie zatytułowanym „On My Way”. Podążmy więc muzyczną drogą przemierzaną ostatnio przez tę młodą artystkę.

Jak zapewne większość wie, Marina Łuczenko-Szczęsna to osoba, która realizuje się nie tylko pod względem muzycznym, lecz również aktorskim. Na portalach plotkarskich nie brakuje zatem doniesień na temat jej życia prywatnego i publicznego, choć ostatnimi czasy pojawiają się one głównie z powodu jej małżeństwa ze znanym piłkarzem Łukaszem Szczęsnym. Ale to, co się dzieje na polu prywatnym i publicznym Mariny, oczywiście nie będzie wplątywane w moje przemyślenia. Tutaj skupię się wyłącznie na jej najnowszych, muzycznych  dokonaniach, które zdecydowanie przyćmiewają całą stworzoną wokół niej plotkarką otoczkę.

To najnowsze dokonanie, czyli drugie dzieło Mariny, mieści w sobie 10 anglojęzycznych pozycji zarejestrowanych w trzech studiach nagraniowych – brytyjskim Matrix Studios, a także polskim SL Studio oraz Mosqitoo Music Studio. Utworem niewątpliwie najbardziej reprezentującym krążek jest  tytułowy On My Way” – dość przyjemny i nośny w przekazie, świetnie zatem przyjęty przez rozgłośnie radiowe. Ponadto, jak sama piosenkarka mówi, to pierwsza aranżacja nagrana po przebytej poważnej operacji strun głosowych. Wokalistka nie ukrywa, że kompozycja dodała jej ogrom siły, motywacji oraz odwagi do tego, by się nie poddawać przy pierwszym potknięciu, tylko z uporem dążyć do wyznaczonego przez siebie celu. Słuchaczom natomiast utwór ten oddaje głębię i osobistość bijącą z artystki, a to zdecydowanie wzmacnia więź między nią, a odbiorcami jej twórczości. Mocną pozycją w tym zestawieniu jest także kawałek „Sin”, czyli sam środek płyty – hardy, z urozmaiconą dynamiką oraz nieco zadziornym i grzesznym zabarwieniem podkreślonym zmysłowym wokalem Mariny. Ciekawie się też prezentuje utwór otwierający owo zestawienie, a mianowicie „Lay My Body Down” z nastrojowymi na wstępie akordami fortepianu  przeistaczającymi się później w elektroniczne i ogniste beaty.

Jeśli miałabym jednak wybrać z tego wydawnictwa jakieś najsłabsze ogniwo, to chyba padłoby na numer 8 – „How Dare You”;  w porównaniu z pozostałą dziewiątką wydaje się zbyt opieszały i jednostajny, dlatego z lekka odstaje od reszty. Gdyby kawałek nabrał nieco szybszego tempa i zróżnicowanego rytmu, to pewnie zyskałby u mnie plus. Niemniej w tym zestawieniu ten jeden minus to tak naprawdę drobiazg nierzutujący negatywnie ani na całokształt, ani na moją ocenę albumu.

„On My Way”, jak wspomniałam wcześniej, to druga płyta Mariny, która została  wydana po sześciu latach od pojawienia się jej debiutanckiego wydawnictwa – „Hard Beat”. Porównując obydwie produkcje, dostrzec można znaczną różnicę w przekazie zarówno brzmieniowym, tekstowym, jak i wokalnym. „Hard Beat” słynie z dziewczęcego uroku oraz tanecznych brzmień. „On My Way” to zaś emocjonalnie bardziej dojrzały i zmysłowy album, z esencją kobiecego wdzięku. Językowo również zauważa się na „On My Way” progres. Styczność Mariny z zachodnimi producentami oraz doskonalenie języka angielskiego pozytywnie wpłynęły na odbiór materiału nie tylko przez rodzimych miłośników piosenkarki, ale przede wszystkim tych zagranicznych. Mogę zatem napisać, że krążek zdecydowanie utrzymuje światowy poziom współczesnej muzyki pop. Nic więc dziwnego, że o premierze płyty „On My Way” rozpisywały się  m.in brytyjskie i włoskie media, a kilka miesięcy po premierze zdołała już ona dotrzeć swym zasięgiem do wielu krajów. Taki rozwój sytuacji z pewnością rokuje Marinie międzynarodowy sukces.

Podsumowując powyższe rozważania, można powiedzieć, że album „On My Way” to taka muzyczna, niejednostajna jazda; miejscami wolna, hieratyczna i silna, a innym razem subtelna i nostalgiczna. Choć nie da się  ukryć, że w przeważającej części jazdy bywa ona bardziej dynamiczna, z elementami nowoczesnego, energicznego popu i R&B, przekształcającymi się momentami w dubstepowe dźwięki. To jazda, dzięki której artystka stara się pokonywać przede wszystkim tę obraną przez siebie drogę, co oznacza, że nie podąża ślepo, tak jak większość młodych gwiazd, za współczesnymi trendami, tylko tworzy coś unikatowego, wartościowego i wymykającego się muzycznym szufladkom. To przyzwoita i przemyślana produkcja oraz, co ważne, osobista, czyli płynąca z głębi samej Mariny. Wokalistka nieraz podkreślała, że wyprodukowała ją głównie z myślą o swoich fanach, jest wobec tego mniej komercyjna niż poprzedni krążek, a że zdobywa rozgłos i fanów na całym świetnie to już…. swoją drogą. Mając na uwadze jedynie elektro-pop polskiego rynku muzycznego, nie da się nie zauważyć, że jest ona jednym z lepszych ostatnio wydanych premier. Warto w związku z tym docenić twórczość Marny i wyróżnić ją na tle innych rodzimych wykonawców oscylujących w  podobnych (i nie tylko) stylistykach.

Tracklista:

  1. Lay My Body Down
  2. Hiding In The Water
  3. Takin’ Ya Rock Out
  4. M.I.A.
  5. SIN
  6. I Do
  7. Flesh And Bone
  8. How Dare You
  9. On My Way
  10. Complete
MaRina w sieci:

Facebook | Instagram  | Youtube

Odsłuch albumu:

Singiel “On My Way”

 

%d bloggers like this: