Recenzja: Marszałek Pizdudski One Man Band – Split

pl_1009imageMarszałek Piłsudski… Pewnie większość z Was kojarzy tę postać z wydarzeń historycznych, bo ów marszałek w zamierzchłych czasach prężnie działał na rzecz niepodległości kraju, dzięki temu zasłynął jako jeden z najznamienitszych polskich wodzów. Okazuje się jednak, że obecnie również mamy swojego Marszałka Piłsudskiego, dokładniej – Pizdudskiego. Ten z kolei dość dziarsko realizuje się na polskim rynku muzycznym. Za tym właśnie pseudonimem kryje się Piotr Markowski – basista, wokalista i tekściarz związany ze szczecińskimi zespołami Vespa, Pomorzanie i grupą performerską Wielkie Pomorze. I nie bez powodu przyjął sobie taki oto przydomek, gdyż równie jak Józef Piłsudski słynie z ciętego języka i kontrowersyjnych, trafnych, a także bojowych oraz walecznie nastawionych do otoczenia wypowiedzi.

Marszałek Pizdudski One Man Band – jak sama nazwa nam mówi – to projekt solowy. We wrześniu 2014 roku światło dzienne ujrzała debiutancka płyta Marszałka zatytułowana po prostu „Marszałek Pizdudski One Man Band”. W lutym 2016  Marszałek nagrał krążek z udziałem grupy Konie, a 24 września 2016 premierę miała jego druga, najnowsza solowa płyta „Split”, którą to właśnie obrałam sobie za przedmiot tejże recenzji. Właściwie już sam tytuł albumu sporo nam może powiedzieć, ponieważ słowem tym zazwyczaj definiuje się wydawnictwo łączone – dwa zespoły na płycie. Tu jednak nie chodzi o zespoły, tylko o oblicza Marszałka, gdyż Marszałek już dawno śpiewał „aj goł solo”. Na owym albumie Pizdudski prezentuje więc dwie swoje odsłony: pierwszą – tę znaną i oswojoną już przez słuchaczy tradycyjną formułę one man band, w której nawiązuje do swych pierwotnych nagrań przesiąkniętych bluesowo-countrową treścią oraz tę drugą – brudny, garażowy, zgryźliwy i emblematyczny electro-punk, oparty o surowe zagrywki bluesowe.

Kto wcześniej poznał Marszałka Pizdudskiego, to zapewne wie, iż on jako jedyny uznaje się za pełnoprawnego prekursora powołanego przez siebie do życia nurtu muzycznego – blus-kantry-pank – czyli połączenia odważnej idei one man band – człowieka-orkiestry, a także zalążków bluesa i country, zachodnich gitarzystów-śpiewaków z początku poprzedniego stulecia oraz buntowniczego nastawienia do materii twórczej, jakże stosownego punk rockowi. To ostatnie najmocniej przejawia się w warstwie lirycznej Marszałka – pełnej wulgaryzmów, bluzg, brutalnych prawd o śmierci, opowieści o mrocznych zakątkach miast, gorzkiej stronie życia, ale również tęsknoty za dawnymi latami i utraconą miłością.

To, co dość silnie wyróżnia się na najnowszej płycie „Split” to szczerość, perfidia, wymowność i otwartość w wyrażaniu tego, co myśli o otaczającej rzeczywistości.  A tak zjadliwego i trafnego przekazu w polskiej muzyce nie było od dawna. Artysta nie bawi się bowiem w niedopowiedzenia i subtelności. Stawia na prostotę bez zbędnego owijania w bawełnę. Nie jest więc łaskawy dla nikogo. Ostrej krytyce poddaje tutaj np. niekulturalnych kierowców, wspominając przy tym o agresji na drogach (ZPL), brutalnie rozprawia się też z krajowym rynkiem muzycznym (Muzyka dla Mas), religijnymi opętańcami (Mój Bóg, Aport)), młodym patrycjatem, obnażając jego fanaberie (Wanna Be) oraz snobizmem klasy średniej (Zamawiam).  W swoich tekstach kpi również z nieuczciwych korporacji (Jak w Ameryce). Na politykach, oczywiście, także nie zamierzał zostawić suchej nitki. O tym możemy się przekonać w utworach: Ten Tamten i 20 procent. A w 20 procentach Marszałek wręcz pragnie „zobaczyć bunt, lincz tłumu na jakimś pośle”. Po przesłuchaniu tego materiału dowiadujemy się zatem, że na każdy z powyżej wymienionych tematów artysta ma nam coś skrajnie sarkastycznego do powiedzenia. W piosence Dżungla pojawia się zaś wariacja słynnej myśli Marszałka (tego historycznego, a nie muzycznego – obecnie omawianego). W nowej aranżacji pozostawia jeszcze mniej fasad od pierwowzoru „Naród wcale niepiękny, bo ludzie to kurwy„. W piosenkach Pizdudskiego ewidentnie usłyszeć można bezwzględne, ordynarne i prostackie słownictwo, a przedstawiane przez niego obrazy to klasyczne truizmy jak np. w Ten tamten. Muzyk w ten sposób chce nam ukazać swoje maksymalne – delikatnie to określając – wkurzenie. Słychać wobec tego doskonale, że nie przebiera w słowach i innych środkach ekspresji. A działa w ten sposób, by je nam po prostu jak najdobitniej przekazać. I nie ma w tym żadnej poprawności, ale też sztucznej kontrowersji. Jak więc widać (a w zasadzie słychać) Marszałek Pizdudski szydzi w swoich tekstach z mechanizmów rządzących nie tylko show-biznesem, lecz także współczesnym światem. Jedyny niebojowy tekst pojawia się na koniec wydawnictwa, mianowicie w utworze Zamawiam – ten z kolei odnosi się do dziecinnej zabawy w „zamawianie” różnorakich kosztownych przedmiotów, szczególnie samochodów. Pewnie ze względu na emanującą z niego dziecięcą aurę muzyk nieco pohamował się ze swoim chamstwem i zuchwalstwem, zwieńczając dzięki temu swoje muzyczne dzieło bardziej przystępnym dla uszu akcentem.

Jeśli chodzi o warstwę instrumentalną, to pod względem muzycznym „Split” w dużej mierze przepełnia blues z elementami energicznego punk-rocka. Nie brakuje w nim również prostych, zhardziałych oraz elektronicznych podszyć, świetnie komponujących się z całością. Przejścia pomiędzy wspomnianym wyżej bluesem, punk-rockiem a elektronicznym wariantem wypadają tu nadzwyczaj płynnie, momentami niemalże nieuchwytnie. Dominantę płyty stanowią również bity wspierane za pomocą klawiatury Midi, które muzyk odziewa w mrowie przesterowanych riffów. Jest zatem zadziornie i jazgotliwie z rzeżącym się wraz z gniewliwymi słowami utworem Mój bóg, a także z intensywnym i pełnym hałasu Polub to. Rdzenny, klasyczny pierwiastek bluesowy wychwycimy natomiast dosyć wyraźnie w tych typowych, historyjkowych kompozycjach, jak np.: ZPL, Kup mi psa, Dżungla. W Kup mi psa, Dżungli i Ten, Tamten Marszałek przenosi się także trochę w klimaty country. Ponadto zdarza mu się niekiedy zamienić bas na gitarę elektryczną, co można pochwycić w ZPL i Zamawiam. O dziwo na albumie znajdują się też pozycje całkiem znośne, mowa o takich zwyczajnie wpadających w ucho, czyli tych standardowo punk/postpunkowych kawałkach, jak np.: minimalistyczny Ten,Tamten, naładowany basem Aport, rock n’rollowa Muzyka dla mas czy Zamawiam. Do ciekawych urozmaiceń znajdujących się na tym krążku można zaliczyć także symboliczny podkład perkusyjny, czyli tzw. hi-hat, stopa i niekiedy werbel.

Może i Marszałek Pizdudski One Man Band nie jest nadto wyrafinowany, ale właśnie w tej jego prostocie grzęźnie władza i potęga wyrażanych słów. Śpiewać co prawda też zbytnio nie potrafi i zapewne dlatego częściej na tej płycie mówi niż śpiewa. Tutaj jednak nie jego umiejętności wokalne stają się priorytetem. Marszałkowi, nagrywając ten materiał, zależało przede wszystkim na jego przekazie, kontrowersyjnym i wymownym warto podkreślić, czyli takim, który potrafiłby w miarę dobitnie trafić do słuchacza, zmuszając go tym samym do gorzkich refleksji. Dlatego trzeba przyznać, że Marszałek wprawdzie komentuje wulgarnie, ale również całkiem celnie. Przeobraża uniwersalne prawdy w naszą szarą codzienność, a względne melodie i dobitnie prawdziwe treści sprawiają, że ludzie identyfikują się z  lirycznymi bluzgami Pizdudskiego, sami komentując nimi rzeczywistość. Krążek, tak jak już wcześniej wspomniałam, zawiera słowa powszechnie uważane za niecenzuralne, może przez to obrażać przeróżne uczucia bądź poglądy, a zarazem wzbudzić u niejednego odbiorcy całe spektrum skrajnych emocji. Nie jest w związku z tym albumem odpowiednim dla każdego. I z powodu tychże wulgaryzmów oraz agresji rządzącej na płycie, a także wściekłości będącej niemal bliskiej rękoczynów materiał ten może okazać się nadmiernie dosadny i bezpardonowy.  Czyli ogólnie ujmując – płyta trudna w odbiorze. Mimo to warto ją polecić, głównie jako środek – tyle że w dosyć specyficznej formie – na holistyczny, uprzejmy, bezpieczny i skrajnie poprawny przekaz polityczny, ale jeśli już mam ją polecać to przede wszystkim tym słuchaczom mało wrażliwym na ordynarny i cyniczny zasób słów, zwłaszcza że ten na płycie Marszałka dość obszernie został zaprezentowany. Po przesłuchaniu tego materiału nie będę ukrywać, że jest to kwestia, o której niewątpliwie należałoby uprzedzić przyszłych słuchaczy Marszałka Pizdudskiego One Man Band.

Marszałek Pizdudski One Man Band na FACEBOOKU

14242217_933274516778880_1840618957916061578_o

Leave A Reply

Your email address will not be published.

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/wk2021/public_html/wp-includes/functions.php on line 4757