Ultimate magazine theme for WordPress.

Recenzja: Na cały głos & nieboskłonni – „Cztery pory życia – pro life”

Utwory z płyty „Cztery pory roku – pro life” jak ognia unikają powierzchowności, skłaniając tym samym słuchacza do głębszych refleksji.

„Cztery pory życia – pro life” w wykonaniu zespołu Na cały głos & nieboskłonni to absolutnie wyjątkowe oratorium, które hołduje tradycyjnym wartościom: małżeństwu, rodzinie i wierze. Tytuł płyty – jak nietrudno się domyślić – nawiązuje do słynnych „Czterech pór roku” Antoniego Vivaldiego. Nieprzypadkowo, ponieważ utwory zebrane na krążku zostały ułożone w kolejności odzwierciedlającej cykl przemijania  – od momentu poczęcia po śmierć i zmartwychwstanie.

Przesłanie płynące z pieśni (słowo „piosenki” wydaje mi się w tym przypadku nieadekwatne) jest w zasadzie jednoznacznie pozytywne i skłania do zachwytu nad prozą życia. To (niestety) niedzisiejsze spojrzenie pozwala na skuteczne oderwanie się od dramatów tego świata, jakimi na co dzień karmią nas media.

Dlatego też w czasie słuchania płyty towarzyszyła mi jedna myśl – „warto żyć…” Nie może być inaczej, kiedy piękna, kojąca i łagodna muzyka stanowi doskonałą oprawę dla wartościowych tekstów inspirowanych zapisami biblijnymi, myślami świętych oraz doświadczeniami członków zespołu.

Rozczulające okazują się być słowa dzieci skierowane do mamy, które stanowią wstęp do utworu „Poczęcie”. Tekst utworu stoi mocno w opozycji wobec obecnie lansowanych ruchów proaborcyjnych… „Lecz czuję, że we mnie jest tak, tak silne pragnienie, by żyć”.

„Ocalenie” stanowi wzruszającą opowieść o rodzicielskiej miłości do wyczekiwanego, chcianego dziecka. Aż chce się rzecz – w rodzinie siła!

O tej podstawowej komórce społecznej decyduje różnorodność i bogactwo obydwu płci. „Mam siłę w delikatnych dłoniach” – deklaruje w „Kobiecie” Małgorzata Kornas , której głos porusza najczulsze struny serca. Dodaje również, że powierzchowność nie jest najważniejsza („Lustro zniekształca to, co ważne”). A jaka jest odpowiedź „Mężczyzny”? W zamian „Daję ci spracowane ręce, które są twym schronieniem”. Trudno o lepszą definicję tradycyjnego podziału ról.

Inny rodzaj miłości odnajdujemy w „Przyjaźni”. Tutaj druga osoba staje się dla nas podporą, jej obecność pomaga i afirmuje „w chwilach radości, smutku i walki”.

Od przyjaźni niedaleko do „Zakochania” i „Małżeństwa”, kiedy kobieta i mężczyzna łączą się w jedno ciało (oczywiście w metaforyczny sposób). A kiedy do ich relacji wkradają się trudy codzienności i rutyna, najlepszym lekarstwem na przeciwności okazuje się być „Modlitwa małżonków”.

Po tej idyllicznej sielance przyszedł czas na kilka gorzkich refleksji zawartych w „Starości” – „Nauki starca są dziś niepotrzebne”. To znak czasów, ponieważ odpowiedzi na (prawie) wszystkie pytania można znaleźć w świecie wirtualnym. Szkoda, ponieważ „Starszy człowiek potrzebny – przecież uczy mądrości”.

„Cierpienie” opowiada o trudnej sztuce wzięcia na własne barki odpowiedzialności za swoje życie, o doświadczeniu Boga w słabości, zwłaszcza wtedy, „gdy zawiodły wszystkie jego (tj. świata) psychologie”.

Po tych wymagających zmaganiach przychodzi czas na „Śmierć”. W tym przypadku nie chodzi o stratę czy rozstanie z bliskimi, ale o powrót z „wygnania” do domu Ojca w niebie. Ona daje nam nadzieję na to, że „po tamtej stronie” osiągniemy pełnię, której tutaj nam brakuje. W końcu pełnię radości z nowego życia odnajdziemy po „Zmartwychwstaniu”.

Stwierdzam to z przykrością, ale dzisiejszy świat żywi się tanią sensacją, spychając tym samym do niszy „dobrą normalność”. Na szczęście utwory z płyty „Cztery pory roku – pro life” jak ognia unikają powierzchowności, skłaniając tym samym słuchacza do głębszych refleksji. Cóż, tradycyjne wartości nadal mają się nieźle i chyba będzie tak dopóki, dopóty ludzkie życie nadal będzie biegło swoim niezachwianym cyklem.