Wybieram Kulture
Najnowsze wieści o polskiej muzyce!

Recenzja: OCN – „Demon i karzeł”

Pamiętam, kiedy w czasach nastoletnich, w okolicach gimnazjum i szkoły średniej podłapałem bakcyla muzyki rockowej. Dzięki kuzynce. To ona poleciła mi zespół, którego nazwa kompletnie nic mi nie mówiła, ale pobudzała wyobraźnię. „Ocean”. Były to czasy, kiedy korespondowaliśmy jeszcze w tradycyjny sposób – listy pisane na papierze, kasety magnetofonowe, nerwowe oczekiwanie na odpowiedź, które potrafiło trwać nawet kilkanaście dni. To były czasy!

Pochodzę z małej miejscowości i zawsze byłem raczej spokojnym dzieciakiem, nawet kiedy zakochałem się w twórczości The Offspring, Limp Bizkit, Papa Roach, czy właśnie Oceanu, to jakoś nigdy nie podeszła mi twórczość Nirvany (nie wiem, czy o tym pisać, bo przecież wszyscy kochają Nirvanę, znają Nirvanę, nawet jeśli jest to tylko „no wiesz, ten kawałek, w którym śpiewają OŁEJEJEOJEOJOEJEO”). Wspominam o tym dlatego, że najnowszy album grupy OCN – czyli dawnego Oceanu, z której ostał się jedynie wokalista – i to czuć! – ale z sentymentu wymyślono sprytną nazwę, mającą SUGEROWAĆ z czyim potomkiem mamy do czynienia, bardzo mocno „pochodzi” grunge’owi brzmieniami w stylu śp. Nirvany.

Tytuł ostatniego albumu OCN brzmi „Demon i karzeł” – tytuł działający na wyobraźnię, lecz nie mamy czasu, aby się nad nim głębiej zastanowić, ponieważ atakuje nas wrzask wokalisty otwierający pierwszy utwór o tym samym tytule, co płyta. Podobał mi się styl zespołu Ocean, w tym wypadku mamy do czynienia z próbą stworzenia heavy metalowego kawałka. Próbować każdy może, ale czy powinien?

W kolejnych kawałkach czujemy wyraźnie naleciałości twórczości grunge’owej. Ciężkie gitary, zachrypnięty głos, wplecenie w kompozycje smyczków, gitary akustycznej, nieco melodyjności. (chciałbym teraz jakoś fajnie przejść do kolejnego akapitu, co ty o tym sądzisz, Piotr?)

Dwa utwory, które zostały wybrane na single są bardzo mylące. Po odsłuchaniu „Na zawsze” oraz „Dom” spodziewamy się dopieszczonych kawałków, o dużych pokładach emocji, zgrabnych, energetycznych (lub jak w przypadku „Domu” melancholijnych) kompozycji, niestety, później trafiamy na „Wyścigowe psy” i mamy wrażenie, że ktoś nas ewidentnie wych…

 

Coś z tą recenzją jest nie tak, prawda? Ma swoje „momenty”, ale jest niedopracowana. I taki właśnie jest „Demon i karzeł”. Ma naprawdę dobre momenty, ale cały album sprawia wrażenie niedopracowanego, nagranego w garażu. Zupełnie jakby pojawił się za szybko.

Wyobrażam sobie, że podczas odsłuchu powinniśmy wrócić myślami do czasów pierwszych miłości, pocałunków za szkołą, fajek palonych po kryjomu przed starymi. Słuchając „Demona i karła” powinniśmy szybko rzucić się do szafy po stare glany, wypłowiałą koszulę, powycierane jeasny i przepocony koszulek z pacyfką, wybiec na dach i wykrzyczeć swoją złość do świata, który nas nie kocha, nie rozumie i nie akceptuje.

Ja nie odczuwałem takiej potrzeby. Po pierwszym odsłuchaniu płyty nie miałem ochoty do niej wracać, ale kiedy to zrobiłem, po kolejnym nadal nie potrafiłem sobie przypomnieć tytułów, a żaden tekst nie utkwił mi w pamięci.

Dlatego, jeśli chcecie posłuchać dobrego polskiego zespołu to proponuję Braci lub… Ocean. OCN nie.

 

Skład:

 

Maciej Wasio – wokal, gitara

Radek Owczarz – perkusja

Michał Kaleciński – bas, wokal

 

  1. Demon i karzeł
  2. Koniec
  3. Wyrwać
  4. Tam i tu
  5. Na zawsze
  6. Dom
  7. Wyścigowe psy
  8. Posągi z papieru
  9. Na oślep
  10. Pasożyt
  11. Migotanie
  12. Nie czuje nic

 

Stark

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Accept Read More

%d bloggers like this: