Recenzja: Piotr Ruciński – Let’s Play A Blues

Zapewne spośród Was nie znalazłby się nikt, kto by nie czerpał przyjemności ze słuchania muzyki instrumentalnej. Pozytywów u niej nie brakuje, więc nie ma w tym nic dziwnego. Jednym z atutów muzyki instrumentalnej jest niewątpliwe jej forma przekazu, wolna od słów, niekiedy zbędnych, przesadzonych, banalnych czy wręcz rozpraszających lub po prostu niepasujących do dodanego do niej „podkładu muzycznego”. Co prawda warstwa liryczna stanowi dość istotną rolę w muzyce, to czasami jej nieobecność może okazać się naprawdę ogromnym plusem. Teksty, ich sposób przekazania, czyli wokal, a także przesłanie z nich płynące mają to do siebie, że często pochłaniają ogrom naszej uwagi. A czasem warto skoncentrować ją na innych muzycznych detalach, tych mniej odczuwalnych, takich nie wysuwających się na pierwszy plan jak np. tonacja, tempo, rytmika czy choćby zwyczajna gra instrumentów. O muzyce instrumentalnej nieraz mówi się jako relaksacyjnej i nie bez powodu, gdyż instrumentarium w niej wykorzystane nierzadko ma moc uspokajającą, wyciszającą; potrafi urzekać swą prostotą bądź bogactwem użytych instrumentów. Przy owej muzyce możemy się odprężyć, uwolnić umysł i myśli od środków wyrazu, a następnie skupić je na wydobywających się z niej dźwiękach, delektować się nimi, niezależnie, w jakich nurtach muzycznych one oscylują. Takie nastrojowe nuty nie tylko nas relaksują, ale również skłaniają do refleksji bądź stanowią interesujące tło dla naszej pracy. Dlaczego o tym piszę? Dlatego że płyta, którą przyszło mi zrecenzować, opiera się wyłącznie na muzyce instrumentalnej. W dodatku brzmienie, jakie jej nadano, nie leży w kręgu moich muzycznych zainteresowań, a mimo to dałam się wciągnąć w wir jego łagodnych tonów. O jakiego wykonawcę i jaką muzykę zatem mowa? Tym razem miałam przyjemność zająć się twórczością Piotra Rucińskiego, dokładniej wydawnictwem zatytułowanym „Let’s Play a Blues”. Jak już sama nazwa nam podpowiada, muzyka znajdująca się na nim, to w dużej mierze blues przeplatany jazzowymi pasażami.

Piotr Ruciński nie jest jednak muzycznym debiutantem, od wielu lat związany jest bowiem ze stołeczną sceną muzyczną. To znany i wysoko ceniony gitarzysta, aranżer oraz kompozytor. Swoją działalność artystyczną zaczynał od rockowych kawałków, które z czasem nabrały nieco bluesowego i jazzowego odcienia. Pomimo admiracji gatunkami takimi jak: gypsy, finger pic king, jazz guitar i muzyką Joe Passa i Django Reinharda niemal od zawsze pozostawał muzykiem niezależnym, oddanym bluesowym zabarwieniom. Na swoim najnowszym dziele Piotr zawarł kompozycje z różnych etapów swojej twórczości. Do realizacji tego muzycznego przedsięwzięcia gitarzysta poprosił aż pięciu prominentnych muzyków, tj.: znakomity polski trębacz – Robert Majewski, dzięki któremu płyta obfituje w przepiękne sekcje dęte; amerykański pianista jazzowy Kevin Harris, na co dzień grający w nowojorskich klubach; oraz grupa artystów, z którymi Piotr Ruciński miał sposobność już wcześniej kooperować, czyli Piotr Rodowicz – autor rozbrzmiewających na krążku kontrabasowych nut; odpowiedzialny za partie grywane na organach Hammonda – Jacek Prokopowicz; Robert Rasz – to właśnie dzięki niemu „Let’s Play a Blues” nabrał rytmicznych, delikatnie szturmowych maści, a także gitarzystka Aleksandra Siemieniuk, która wraz z Piotrem przyczyniła się do wykonania świetnie zagranych na albumie kwestii gitarowych. Zaproszeni do realizacji projektu instrumentaliści znani są słuchaczom, szczególnie tym lubującym się w bluesowo-jazzorwych melodykach. Warto dodać, że kilku z nich należy też do kręgu wybitnych profesorów prestiżowych, jazzowych akademii muzycznych.

Owocem współpracy Piotra z wyżej wymienionymi muzycznymi osobowościami jest 9 skomponowanych, w pełni instrumentalnych, o zróżnicowanej strukturze, ale spójnych stylistycznie utworów.

Najwcześniej zaaranżowano, bo na początku lat 80., kompozycje Hotel Grand i Wielkie koło, które zarejestrowano również na albumie „Blues koncert” nagranego razem z Elżbietą Mielczarek, Piotrem A. Majewskim i Jankiem Skrzekiem w słynnym klubie Akwarium w Warszawie. Gdy zagłębimy się w ich dźwięki to posłyszmy, jak artyści taktownie żonglują nutami, rozanielają dojrzałością i serwują niebagatelną porcję bluesa, jakiego każdy z nas potrzebuje: swobodnego oraz wyzwalającego ciepłe emocje.

Pięć czwartych z intensywnie sunącą sekcją rytmiczną i Ostatnia knajpa zamknięta witająca nas ciekawie zaprezentowaną zagrywką perkusyjną to raptem dwa przykłady spośród groma utworów napisanych wspólnie z gitarzystą Waldemarem Baryło w latach 2002-2008, w trakcie aktywności zespołu Kadabra, znanego z koncertów w warszawskich klubach. Dźwięki tej drugiej bosko nas pieszczą subtelnymi szarpnięciami gitarowych strun, kojąc tym samym rozkołatane serce i dostarczając odpowiednią dawkę tego najprostszego piękna płynącego z kilku dobrze dobranych do siebie,  zgrabnie zagranych, fortepianowych akordów.
One Note Blues i Solo na dnie to z kolei najświeższe aranżacje Piotra Rucińskiego, utwory z zupełnie niespodziewaną wrażliwością, harmonią i muzyczną feerią, którą można by porównać do rozmazanego pastelowymi barwami obrazu emocji na tle wykwintnego pasażu fortepianowego; do historii, którą równie dobrze możemy namalować i jednocześnie opowiedzieć w piosence.

Na płycie znalazły się również dwa utwory Jerzego Wasowskiego w bluesowych aranżacjach autora projektu, a mianowicie pozycja nr 6 – Śmierć ptaka, przepojona smutkiem i melancholią, a także wyciszająca, pełna spokojnych, a zarazem rozczulających nut – Kaziu zakochaj się. Zwieńczający krążek Deep River Blue to tradycyjna kompozycja ubarwiona o bridge, z łagodzącymi stuknięciami pianina, skomponowana przez Piotra Rucińskiego. Jak sam artysta przyznaje, najnowszy jego longplay jest podsumowaniem zarówno pewnego etapu muzycznego kompozytora, jak też punktem wyjścia do jego dalszych kwerend i artystycznych inspiracji.

Zbliżając się ku końcowi tychże rozważań, przyznam, że „Let’s Play a Blues” jest pozornie dosyć jednolitą, zbudowaną z zaledwie kilku elementów płytą, a mimo to nie brakuje w niej smaczków, niuansów, drobnych pobrzękiwań i jazgotania. Cały album zdaje się na wskroś organiczny, może nie żywiołowy, lecz też nie słoneczny czy radosny. Powiedziałabym  – oddychający, przestrzenny, momentami niesamowicie uduchowiony, emocjonalnie wniosły. Kompozycje raczej snujące się, spokojne, z rzadka bardziej energiczne. Krążek ponadto, biorąc pod uwagę także tytuły songów, sprawia wrażenie koncepcyjnego, z pewną opowieścią, za sprawą której artysta nawiązuje niebywale osobistą relację z odbiorcą. Można by rzec – zbiór instrumentalnie i dobrze opowiedzianych dziewięć historii z bluesowo-jazzowo oprawą, dziewięć urokliwych numerów stanowiących doskonałą odskocznię od całego otaczającego nas popowo-rockowego zgiełku. Kontrabas, pianino, trąbka, organy Hammonda, instrumenty perkusyjne i towarzyszące im gitary wydają się tu naprawdę niezwykle obrazowe, doskonale trafiają w duszę człowieka i z pewnością niejeden zwolennik takiego grania rozsmakuje się w tych brzmieniach na długo.

Nowe wydawnictwo Piotra Rucińskiego zdobędzie prawdopodobnie najwięcej odbiorców tych pasjonujących się głównie bluesowo-jazzowymi nutami. Niemniej myślę, że tych wrażliwych na estetykę dźwięków materiał ten również przykuje do siebie co niemiara. Choć ze względu na jego stylistykę i formę nie znajdzie się na nim przebojów, które mogłyby podbić serca milionów słuchaczy w popularnych rozgłośniach radiowych, to warto poświęcić mu swój czas, tym bardziej że odsłuch całości nie zajmuje go zbyt wiele, krążek trwa niespełna 50 minut, więc na pewno nas sobą nie zmęczy, jednakże nie to jest najważniejsze. Sięgnięcie po niego da nam możliwość odprężenia, ukojenia zszarganych nerwów czy odpłynięcia myślami w przyjemny dla nas zakątek, daleki od trosk i problemów dnia codziennego. Nie pozostało nam zatem nic innego, jak let’s play a blues!

Piotr Ruciński na FACEBOOKU

zdjęcie w tle: Dorota Rucińska

2 Comments
  1. Gandalf says

    Wielka, niezwykle fascynująca, muzyczna podróż w czasie i wyjątkowo przyjemny w odbiorze mariaż bluesa i jazzu. Potwierdzamy – ten album to doskonały sposób, by uciec ze swoimi myślami w najprzyjemniejszy dla nas zakątek. Świetna recenzja, którą czytaliśmy z wielkim zainteresowaniem! 🙂

    1. Kamila Świeży says

      Miło jest czytać pod swoimi recenzjami takie pozytywne komentarze, zarówno od Artystów, których płyty miałam przyjemność zrecenzować, jak i Czytelników. Dziękuję wobec tego za ciepłe słowa 🙂 Cieszę się bardzo, że recenzja się spodobała!

Leave A Reply

Your email address will not be published.

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/wk2021/public_html/wp-includes/functions.php on line 4979