[recenzja płyty] Jarguna/Ryuzen “Kitsune”

Łączenie muzyki elektronicznej z instrumentami klasycznymi jest całkiem częstym zabiegiem artystycznym stosowanym przez różnych kompozytorów. Jednym twórcom wychodzi to lepiej innym gorzej. Łączenie muzyki elektronicznej i starych tradycji muzycznych jest o wiele mniej popularne. Artyści często stają przed dylematem: w jaki sposób połączyć odmienne elementy tak aby ze sobą odpowiednio współgrały (m.in. nie przyćmić  nowoczesnością tradycyjnego przekazu). W związku z powyższym na godne uwagi realizacje trudno trafić. “Znaleziska” nierzadko są przypadkowe i następują z opóźnieniem względem daty wydania. Jednym z takich “znalezisk” jest album Kitsune międzynarodowego duetu Jarguna (Włochy)/Alcvin Ryuzen Ramos (Kanada)

W przypadku opisywanego materiału nie obędzie się bez krótkiego wprowadzenia. Co oznacza kitsune? W wielkim skrócie, kitsune to japoński duch lis (o cechach zbliżonych do europejskich skrzatów). W mitologii japońskiej kitsune przedstawiany jest jako istota rozumna, posiadająca magiczne zdolności. Jest  ściśle związana z Inari, bóstwem shintō, któremu służy jako posłaniec i strażnik świątyni (chroniący przed złymi istotami). Ma zdolność zmiany kształtu.

Tytuł albumu odwołuje się do tradycji shintō, instrumentarium zaś do tradycji zen. Wbrew pozorom nie jest to okoliczność niesprzyjająca. Wręcz przeciwnie. Tradycyjne instrumenty (np. jinashi shakuhachi – japoński pionowy flet zen, tenkan – fuzja shakuhachi i didgeridoo, shinkin, shamisen) w rękach Ryuzena generują oryginalną atmosferę. Atmosferę owianą  tajemnicą, wzmocnioną dodatkowo przez brzmienia elektroniczne. Powstaje poczucie spokoju (Jarguna to swoisty poszukiwacz muzyki o działaniu terapeutycznym) i… skupienia. Artyści są jak malarze, którzy zamiast farb używają dźwiękowych barw. Flet shakuhachi jest tu niezaprzeczalnym bohaterem. To on opowiada historię. Jednak bez nowoczesnych elektronicznych struktur dźwiękowych historia ta byłaby niepełna, zbyt prosta, bez większych niuansów. Wprawdzie elektronika na Kitsune to tylko tło, ale tło niezbędne. Tak jak na dowolnym obrazie gdzie główny temat bez właściwego tła niewiele znaczy (nie można go umieścić w konkretnym kontekście, przez co jest często niezrozumiały).

99 minut muzyki to więcej niż się zmieści na standardowej płycie CD. Ta długość nie sprzyja słuchaniu w ruchu. Skupienie odgrywa tu niebagatelna rolę, co może wspomagać ćwiczenia w medytacji. Może też być niezwykłą podróżą w świat duchów. Duchów ani złych ani dobrych.

 

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

 

P.S. Album został wydany 17 sierpnia 2021, dostępny jest na Bandcampie

Leave A Reply

Your email address will not be published.