Ultimate magazine theme for WordPress.

Recenzja: „Nic mnie tak nie dojeżdża, jak codzienność” Ten Typ Mes – AŁA

0

Recenzja: „Nic mnie tak nie dojeżdża, jak codzienność” Ten Typ Mes – AŁA

Płyta jest tak bardzo zróżnicowana, że spodoba się nie tylko fanom hip-hopu – z tak dobrym rapem powinien zapoznać się każdy, kto ceni polską muzykę.

To już dziesiąta płyta tego artysty, który zaprasza do współpracy różnorakich gości, czego efektem są lekkie, wpadające w ucho kawałki. Piotr Szmidt od lat jest (zasłużenie de facto) uważany za jednego z najlepszych polskich raperów.

„Ała.” jest zbudowane na zasadzie wielu zmian bitów i przeciwieństw. Momentami są taneczne, klubowe kawałki, jak np. „W sumie nie różnią się?”, zaś w kolejnych utworach słyszymy lejący się „Bledną”, który zestawia dźwięki kontrabasu z przyspieszonym perkusyjnym bitem i hip-hopem. Z kolei w „Book please” agresywny hip-hop miesza się z gitarami i trąbką. Ten Typ Mes miesza dźwięki i bawi się nimi.

Do prac nad krążkiem Mes zaprosił genialnych muzyków: jedni pomagają mu w chórkach, inni piszą muzykę, chociażby wysławiany ostatnimi czasy Kortez.

Z Kortezem sprawa jest prosta – Mes napisał dla niego teksty, a on się odwdzięczył muzyką (Jak Nikt).

Kortez dał Mesowi delikatną balladę, a ten zrobił z niej piosenkę miłosną. Zaczął ją słowami: „Gdy po tylu przegranych bójkach w końcu rozj… wrogowi ryj/ było spoko, choć to nie czyni mężczyzny”. Trzeba przyznać, że tekst mocno i dosadnie zapada w pamięć 😉

W muzykę zaangażowani byli również RAU, Michał Fox Król.

Z artystą miałem okazję zapoznać się pierwszy raz podczas trasy koncertowej „Męskiego Grania”. Wtedy usłyszałem Mesa po raz pierwszy i mimo że nie jestem fanem hip-hopu, bardzo przypadł mi do gustu. Płytą „Ała.” przyciągnął mnie już wielokrotnie i na pewno będę jeszcze do niej wracał. Krążek został wydany także w specjalnej edycji wzbogaconej o zbiór felietonów Mesa.

Wracając do albumu warto wspomnieć, że znajdziemy w nim momenty wybitne, które spowodują u fanów rapu przyspieszone bicie serca. Nie brakuje też fragmentów, do przesłuchania których trzeba będzie przewietrzyć głowę i nabrać trochę dystansu, odejść od tendencji, że „polski rap to zwrotka-refren-zwrotka-refren”. Mes bowiem pokazuje nam, że rap jest bardziej złożony, niż się wydaje.

„AŁA.” trafi głównie do tych, którzy słuchają muzyki, a nie konkretnego gatunku – to trudna umiejętność, zarezerwowana dla nielicznych. Sam raper powiedział, że „każdy na tej płycie znajdzie coś dla siebie”, przez co chyba chce jeszcze bardziej rozszerzać swoje audytorium. Opis brzmi imponująco, piosenki – nie gorzej. Perfekcyjny wrażliwiec Mes, mający tendencję do przeładowywania utworów nadmiarem słów i dźwięków, tym razem powściągnął te zapędy – całe szczęście, bo zapoznając się z jego twórczością, szybko męczy natłokiem słów, ale nie na  „Ała”, bowiem płyta  jest różnorodna, ale uporządkowana, a zaskoczeń na niej tyle, co dobrej zabawy.

To nie jest płyta na raz ani na dwa razy. Trzeba się wsłuchać i zrozumieć, jaki przekaz ma dla nas Mes.

Polecam na długie, nostalgiczne, jesienne wieczory.

%d bloggers like this: