KISS to nie tylko kawał historii muzyki, ale i popkultury w najczystszej postaci. Zespół dał światu hymny rocka, które do dziś żyją własnym życiem – od chwytliwego “I Was Made For Lovin’ You” (niedawno odświeżonego w poruszającej wersji Yungbluda), przez imprezowe “Rock And Roll All Nite”, aż po dzikie, płonące energią “Heaven’s On Fire”. Ale KISS to znacznie więcej niż same piosenki – to także fenomen marketingowy. Logo zespołu rozpoznają nawet ci, którzy nigdy nie słuchali jego muzyki. Pojawia się na koszulkach w popularnych sieciówkach, czapkach, kubkach czy naszywkach. Muzycy doczekali się też własnych figurek Funko Pop i całej armii kolekcjonerskich gadżetów.
Spośród całej czwórki to jednak Gene Simmons najczęściej kradł show. Jego sceniczne alter ego – The Demon – jednych fascynowało, innych szokowało – trudno było przejść obok niego obojętnie.
Teatr ognia i krwi
KISS zasłynęli koncertami, które bardziej przypominały widowiska teatralne niż zwykłe występy rockowej kapeli. Pirotechnika, fajerwerki odpalane z gitar, miotacze ognia, deszcz konfetti i platformy unoszące muzyków wysoko nad sceną – to standard w ich arsenale. A w samym centrum tego spektaklu stał Demon: Simmons w gigantycznych butach na koturnach, w czarnym makijażu, z nieprzyzwoicie wystawionym językiem. Potrafił połknąć mikrofon, zionąć ogniem i pluć sztuczną krwią, doprowadzając publikę do ekstazy.
Kontrowersje i „Satan Panic”
Dziś te sceniczne szaleństwa uchodzą za klasykę rockowego kiczu, ale w latach 70. i 80. były solą w oku konserwatywnych środowisk. W czasach tzw. Satanic Panic w USA KISS oskarżano o propagowanie kultu diabła. Największe kontrowersje wzbudzał właśnie Simmons – demoniczne makijaże, skórzane stroje i prowokacyjne gesty sprawiały, że oskarżenia o obsceniczność sypały się jak z rękawa. Plotka, że nazwa KISS to skrót od “Knights in Satan’s Service”, dolała oliwy do ognia. Paradoksalnie, skandale i oburzenie moralnych strażników tylko pomogły zespołowi – uczyniły ich jeszcze bardziej rozpoznawalnymi i umocniły wizerunek ikon popkultury.
Muzyka to biznes
Gene Simmons jawi się przede wszystkim jako niezłomny biznesmen – definiując swoje życie jako ciągłe polowanie na zysk, przyznaje, że nawet posiadając majątek przekraczający setki milionów dolarów, nie przestaje dążyć do kolejnych dochodów. W rozmowie z magazynami takimi jak BusinessWeek i Forbes opisuje KISS nie tylko jako zespół, ale jako markę, której sercem jest merchandising – od koszulek po mroczne akcesoria. Mówi o sobie jako o przedsiębiorcy: „niezależnie od tego, co robię – poza wyciąganiem języka – zarabiam pieniadze, i to sporo”. Ta bezkompromisowa postawa – „sprzedaję się” i w nosie mam oskarżenia o to – wzbudza zarówno podziw, jak i krytykę. Media określały go jako kapitalistyczną ikonę rocka i trudno się z tym nie zgodzić. W marcu 2025 głośno było o tym, że Simmons oferuje swoim fanom nietuzinkowe doświadczenie, w którym to będą mogli wcielić się w osobistego asystenta Demona i poznać go lepiej od kulis. Za tę przyjemność muzyk kazał sobie zapłacić 12.tys dolarów. Biznes w czystej postaci.
Solowa kariera i życie po KISS
Od zakończenia kultowego End of the Road Tour w grudniu 2023 roku Gene Simmons nie zwolnił tempa — co to, to nie! Założył The Gene Simmons Band, z którą występuje w mniejszych koncertowych, bez pirotechniki i makijażu, ale to nie zwolniło go z dania publiczności rockowej energii. Gra wciąż z werwą, ma świetny kontakt z publicznością, zaprasza fanów na scenę do wspólnego śpiewania. Równocześnie rozszerzył swoje działania biznesowe: współprowadzi sieć restauracji Rock & Brews, rozwija firmę produkcyjną Simmons/Hamilton, inwestuje w napoje (np. MoneyBag Soda) i doradztwo finansowe, oraz współpracuje z firmą Pophouse przy projekcie cyfrowych widowisk, w których pojawią się awatary muzyków KISS. Wirtualne show ma ruszyć w Las Vegas w 2027 roku.
Z okazji urodzin życzymy mu kolejnych owocnych lat, zarówno muzycznie, jak i biznesowo!
