Choć seria z Larysą i Brunonem początkowo miała być trylogią, autorka czuła potrzebę kontynuacji tej historii. Historii Larysy Luboń, ponieważ w poprzedniej części jej ‘partner in crime’ zginął. Luboń nie radząc sobie z odejściem kolegi, odchodzi z pracy, w której była dziennikarką śledczą i zmienia ją na bycie kierowcą taksówki. Larysa obiecuje sobie, że da sobie spokój z odkrywaniem przestępców, ze względu na to ile ją to kosztowało. Wielokrotnie brnęła tak daleko, że jej życie było zagrożone.
Pewnego dnia jej kurs zamawia psycholog i psychoterapeuta, który ma talent do zagłębiania się w ludzki umysł. Jest w stanie wyciągnąć największe traumy z ludzi, których spotyka na swojej drodze, wprawiając ich w złość czy konsternacje. Kurs nie dobiega końca, bo na ich drodze trafia się policja. Komisarz Leon Mruk i Hubert Witek zatrzymują psychologa, który jest podejrzany o morderstwo z zimną krwią. A co ciekawe, stawia on warunki śledczym. Nie chce adwokata, nie przyznaje się do winy, a jedyną drogą do wyjaśnienia sprawy zostaje… Larysa. Tylko z nią będzie rozmawiał.
Drugi wątek dotyczy brata Larysy – Bartka. Zakochany młody chłopak przekonuje się, że miłość jego życia ma przed nim tajemnice i nic tak naprawdę o niej nie wie. Tropy prowadzą do hotelu, w którym kobieta pracuje. Chociaż jak się okazuje, nie pracuje, a wynajmuje pokój, w którym ciągle jej nie ma, a Bartek nie może na nią trafić, by dowiedzieć się kim tak naprawdę jest. Z pomocą przychodzi jedna z pokojowych hotelu. Zagłębiając się w ten splot zdarzeń, chłopaka spotykają przeszkody i nieprzyjemności. Czy Bartek odnajdzie swoją ukochaną? I czy odnalezienie jej okaże się warte tego?
Po tym jak przeczytałem ‘Noc kłamstw’ i ‘W szponach’, czwarta część z serii Larysa Luboń i Brunon Wilczyński nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Autorka zdecydowała się tym razem, by akcja rozwijała się wolniej, chociaż nie obyło się zaskoczeń, jak w przypadku pozostałych jej pozycji.
‘Wrzenie’ to opowieść o tym jak rany z przeszłości są w stanie wyjść na światło dzienne i przeobrazić się w koszmar. Zło czai się w każdym, lecz to, jak człowiek sobie z nią poradzi jest bardzo indywidualne. Jedni zamkną się w sobie, odbiorą sobie życie, kolejni walczą, chodzą na terapię. Ale są i tacy, którzy nie panują nad swoimi czynami i pozwalają, by dawne rany stwarzały w nich potworów. Takiego postępowanie nie potrafię ocenić, nie da się tego zrobić. Nie można tego usprawiedliwiać w żadnym przypadku. Cieszy mnie to, że Izabela Janiszewska dotyka tak trudnych, psychologicznych tematów, które są nieoczywiste. Każdy z nas może wyciągnąć z tych historii własne wnioski.
