Strona główna Festiwale, koncerty, wydarzenia Warszawski koncert Yungbluda – reinkarnacja rockowej niepokorności

Warszawski koncert Yungbluda – reinkarnacja rockowej niepokorności

Energia młodości, hołd dla legend rocka i miłość do fanów – tak podsumowałabym sobotni koncert Yungbluda na warszawskim Torwarze. Mogłoby się zdawać, że na scenie ujrzymy dotąd znany nam wizerunek Dominica Harrisona – nic bardziej mylnego. Niepokorny dwudziestoparolatek z roku na rok staje się coraz dojrzalszy lirycznie. Jego teksty z najnowszej płyty „Idols” udowadniają, że miano przyszłego następcy Ozzy’ego Osbourne’a jest jak najbardziej zasłużone. Nie przypadkiem wokalista Black Sabbathu darzył dwudziestoośmiolatka ogromną sympatią i życzył mu muzycznego podbicia Ameryki. Cover ich utworu „Changes”, który Yungblud wykonał podczas pożegnalnego koncertu „Back to the Beginning” nie bez przyczyny obił się szerokim echem.

Żywiołowa natura Dominica to prawdziwy rarytas dla fotoreportera. Mój filtr fotograficznego co prawda skropił piwem, jednak mogę mu to wybaczyć 🙂 Rekompensują to jego skoki na scenie, uśmiechy i pocałunki rzucane do fanów. Wszystko to przywodzi na myśl legendarnych rockmanów z lat 70-90 ubiegłego wieku. Po tym koncercie jestem spokojna o rozwój jego dalszej kariery i myślę, że nie tak prędko da się on prześcignąć na listach przebojów i galach nagród muzycznych 🙂

Stojąc w fosie fotograficznej przed koncertem, usłyszałam słynne „War pigs” Black Sabbathu, rozgrzewające publiczność przed koncertem. Już wtedy czułam, że to wydarzenie zapadnie nam wszystkim w pamięci na długi czas. Po chwili światła zgasły, a scena zaczęła wypełniać się niezliczoną ilością niebiańskiego dymu. Ciche dźwięki gitar po chwili zamieniły się w energetyczne riffy, a gdy na scenie pojawił się Dom, fani wpadli w euforię. Po serii skoków na scenie oraz uśmiechów do publiczności usłyszeliśmy pierwsze słowa piosenki „Hello Heaven, Hello”. Ten dziewięciominutowy utwór udowadnia, że kreatywny i zdeterminowany umysł Yungbluda tworzy kawałki, które są tak bardzo zróżnicowane – a zarazem spójne – że nawet standardy branży muzycznej nie są w stanie go powstrzymać. Przez całe dziewięć minut nie widziałam ani jednej znudzonej twarzy – każdy delektował się tą muzyczną ucztą.

Mogliśmy także usłyszeć energiczne „The Funeral” z poprzedniej płyty „Yungblud”, po którym przyszedł czas na chwilę spokoju – nostagiczne i balladowe „Idols Pt. 1”, po którym wybrzmiało sielankowe „Lovesick Lullaby”. Nie mogło oczywiście zabraknąć najnowszego, tytułowego singla z nadchodzącej EP-ki „My Only Angel” stworzonej we współpracy z legendarnym Aerosmith. Cóż to była za energia! Uroku dodawał także element scenografii – ogromne anielskie skrzydła, znane nam z okładki wspomnianej EP-ki. Bardzo podobał mi się kontrast Yungbluda ze srebrnym krzyżem od Ozzy’ego Osbourne’a i odzianego w czarne skórzane spodnie w połączeniu z tymi skrzydłami. Kiedy zaczynał skakać, czasem aż martwiłam się, że nam z tego koncertu zaraz odleci… 🙂

Poza nowym materiałem, mieliśmy też okazję usłyszeć tytułowy utwór z pierwszego alnumu „21st century liability”, który podtrzymał energiczną atmosferę. Chwilę później nadeszła pora na „Fleabag”, do którego gościnnie została zaproszona fanka z publiczności. Po upewnieniu się, że potrafi ona grać na gitarze elektrycznej, wskoczyła na scenę i bezbłędnie zagrała utwór, perfekcyjnie akompaniując zadziornemu głosowi rockmana.

Nie zabrakło także polskiej flagi, dzierżonej przez Dominica przed szczerym „Lowlife” oraz użytej później jako bandanę przy spodniach. A propos polskich akcentów – usłyszeliśmy również bezbłędne „RĘCE W GÓRĘ”, co oczywiście zachwyciło wszystkich Polaków. Taka już chyba nasza cecha narodowa, że wpadamy w euforię, gdy artysta powie chociaż parę słów po polsku. Przyznam jednak, że byłam zaskoczona, że wybrał akurat ten konkretny zwrot. W końcu przed następnym utworem – piosenką „Changes” – poprosił on też wszystkich o przywitanie się z koncertowymi sąsiadami, pytając przy okazji o to, jak się mówi po polsku „I love you”. Moim ulubionym momentem była chwila, gdy krzyknął: „I FUCKING LOVE YOU CIĘ”.

Oczywiście zabawne momenty przeplatały się z chwilami powagi. Do takich zdecydowanie należało przemówienie przez wykonaniem „Changes” Black Sabbathu. Jednak mimo niedawnej śmierci Ozzy’ego Osbourne’a, nie było mowy o smutku. Yungblud w tamtej chwili emanował wzruszeniem i miłością do zmarłego muzyka, z którym łączyła go przyjacielska więź. Był to moment nadziei – kolejne przypomnienie, by doceniać legendarnych rockowych artystów, którzy stanowią inspirację dla aktualnej twórczości muzyka. Mogliśmy usłyszeć emocjonalne, typowe dla Doma przemówienie: „Rock and roll is about love. Ozzy Osbourne was about love. Yungblud is about love”, po których artysta poprosił o ciepłe przywitanie się ze swoimi koncertowymi sąsiadami. Na jego prośbę, ludzie zaczęli sobie wchodzić na ramiona, a cała arena wypełniła się blaskiem fleshy z telefonów, tańczących w rytm ballady. Przyznam, że miałam w tamtym momencie ogromne „ciary” i ogarnęło mnie niesamowite wzruszenie. Być może to właśnie przywiązanie do Ozzy’ego sprawiło, że ten cover był tak piękny i szczery. Yungblud rzeczywiście w ostatnich latach przeszedł przez tytułowe „zmiany” – dostrzegam w nim coraz większą dojrzałość, a jego głos świetnie odnajduje się w utworach inspirowanych klasycznym rockiem.

Spokojny rytm ballady w mgnieniu oka zmienił się w drapieżność piosenki „Fire”, podczas której mogliśmy obserwować na scenie płomienie ognia i dym. Następnie przyszła pora na trzy utwory z początków kariery muzyka. Rozpoczynając od „Tin pan boy” i „Braindead”, podczas których na płycie utworzył się energiczny mosh pit, aż po „Loner”. Stanowiło dla mnie niezwykle nostalgiczny moment. To właśnie „Loner” wprowadził mnie w świat muzyki rockowej, kiedy sześć lat temu Spotify podrzucił mi go w proponowanych utworach.

Na bis artysta zagrał jeszcze dwa kawałki z najnowszej płyty – „Ghosts” i wzruszające „Zombie”, podczas którego fani zorganizowali piękną akcję. Cała arena wypełniła się wówczas niebieskimi serduszkami. Jestem pewna, że Dominic bardzo docenił nasz wkład 🙂

Muszę także wspomnieć o tłumie fanów, który przez dwie godziny koczował pod bramą wyjazdową z areny, licząc na pożegnanie z artystą. Legendarne słowa „powtarzamy manewr” ochroniarzy (odnoszące się do stworzenia miejsca dla pojazdów wyjeżdżających z areny) sprawiły, że nie straszny był nam mróz, a donośny głos (oczywiście zdarty po koncercie) jednej z fanek, wołającej Dominica dodawał komizmu całej sytuacji. Ostatecznie wokalista się nie zjawił, ale chyba musimy mu to wybaczyć po tak epickim koncercie… Okazji będzie jeszcze wiele. Jak wspomniał sam Dominic, Polska zajmuje szczególne miejsce w jego sercu, z racji na to, że czuł mocne wsparcie właśnie od Polaków na samym początku swej kariery. Także… do zobaczenia za rok, Yungblud! It will be fookin mental again 🙂

credit – Joanna Połeć

Edit: Doszły mnie słuchy, że Yungblud jednak dotrzymał słowa i chwilę po zakończeniu koncertu pojawił się przy barierkach wewnątrz Torwaru. Szczęśliwi Ci, którzy byli tam obecni 🙂

Autorki tekstu: Joanna Połeć i Zofia Rogalińska

Organizatorem koncertu był Live Nation Polska.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Exit mobile version
X
Notice: ob_end_flush(): Failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/wk2021/public_html/wp-includes/functions.php on line 5481