Punkt wyjścia
„Gwiazdy w łańcuchach” przedstawiają świat, w którym transmitowane na żywo widowiska z udziałem skazańców stały się legalnym, przynoszącym fortuny biznesem. To brutalne telewizyjne show, łączące formułę reality z bezwzględnością starożytnych aren – uczestnicy przelewają krew ku uciesze tłumów przed ekranami. Zasady są proste: system zarabia miliardy, a przegrani nie mają żadnych szans na litość.
To historia więźniów zmuszonych do walki na śmierć i życie przed milionową publicznością. Ludzi skazanych, którzy zostają celebrytami programu, gdzie porażka równa się egzekucji, a zwycięstwo oznacza jedynie przedłużenie morderczej gry o przetrwanie. W centrum opowieści stoją Thurwar i Staxxx – partnerki, wojowniczki i kochanki – które każdego dnia muszą decydować czy spróbować zachować choć odrobinę człowieczeństwa, czy poświęcić wszystko, by przeżyć kolejny dzień.

Brak przełomu
„Gwiazdy w łańcuchach” osadzają akcję w świecie niedalekiej przyszłości, w którym walki skazańców transmitowane w streamingu stały się legalnym, gigantycznym biznesem. To połączenie reality show, gal MMA i starożytnych aren gladiatorów, podkręcone współczesnym marketingiem i technologią. Choć ta wizja jest przedstawiona dość wiarygodnie i mocno koresponduje z naszą rzeczywistością, nie mamy tu do czynienia z czymś zupełnie nowym. Podobne pomysły rozwijał już kilkadziesiąt lat temu Stephen King, choćby w „Wielkim marszu” czy „Uciekinierze”, gdzie śmiertelne zawody stają się rozrywką dla mas i narzędziem kontroli społecznej. W ostatnich latach bardzo podobne motywy eksploatowały też „Igrzyska śmierci”. Nie jest to nic złego, ale trzeba to zaznaczyć mając na uwadze głosy o rzekomej świeżości całości.
Relacja bohaterek
W centrum opowieści stoją dwie bohaterki, Thurwar i Staxxx, gwiazdy krwawego show, kochanki i partnerki w walce, które zbliżają się do teoretycznie wymarzonego celu: zwycięskiej ostatniej walki i obiecywanej wolności. Ich relacja, pełna napięć między instynktem przetrwania a potrzebą zachowania resztek człowieczeństwa, jest jednym z ciekawszych aspektów książki. To dzięki nim historia zyskuje bardziej intymny wymiar: nie jest już tylko opowieścią o systemie, ale o dwojgu ludzi wrzuconych w tryby bezwzględnej machiny.
Brak psychologicznej głębi
Autor wyraźnie próbuje nadać swoim postaciom psychologiczną głębię. Stara się pokazać ich przeszłość, motywacje i wewnętrzne konflikty, wskazać, skąd biorą się ich wybory i jak próbują zachować choć resztki sprawczości. Jednak przy tak dużej liczbie bohaterów ten zamysł nie do końca się udaje. Wątki pobocznych postaci często są tylko naszkicowane, po czym szybko znikają, zanim naprawdę wybrzmią. Część sylwetek różni się od siebie głównie funkcją w fabule, a nie wyrazistym, indywidualnym charakterem. To nie jest Stephen King, który kilkoma zdaniami potrafi zbudować postać pojawiającą się raz na całą książkę, a mimo to zapadającą w pamięć. Tutaj spora część obsady pozostaje stosunkowo schematyczna, a rozproszenie uwagi między liczne osoby osłabia również siłę samej historii Thurwar i Staxxx, które chwilami giną w tłumie.
Powtarzalność i tempo narracji
Mam też zastrzeżenia co do konstrukcji fabuły i sposobu prowadzenia narracji. W miarę rozwoju akcji coraz wyraźniej czuć powtarzalność: kolejne walki, kolejne zakulisowe manipulacje, kolejne rozmowy o okrucieństwie systemu i dylematach moralnych bohaterek. Zamiast poczucia narastającej stawki i prowadzenia ku mocnej kulminacji, dostajemy serię wariacji na temat „kolejna runda tego samego”. Zwłaszcza w środkowej części lektury.
Brak wyraźnej, konsekwentnie rozwijanej osi fabularnej może razić zwłaszcza czytelników przyzwyczajonych do wyraźnej struktury: rosnącej stawki, punktów zwrotnych, kulminacji i rozładowania. Tu owszem, istnieje cel bohaterek i jest nim obietnica wolności, ale droga do niego bywa zbyt rozwleczona. Wrażenie to wzmacnia fakt, że finał okazuje się stosunkowo przewidywalny. Przy tak pesymistycznie nakreślonej wizji świata trudno liczyć na naprawdę zaskakujące rozwiązanie. Nie chodzi o to, że zakończenie musi być optymistyczne, ale o to, że niewiele zmienia w naszej interpretacji całości.
Warstwa społeczna
Warstwa tematyczna: rasizm, nierówności, uprzedmiotowienie ciał ludzi o innym kolorze skóry, jest tu akurat zarysowana bardzo dobrze. Książka wyraźnie sugeruje, że większość ofiar systemu ma czarną skórę, zaś po stronie oprawców dominują biali. To mocne nawiązanie do realnych podziałów klasowo-rasowych w Stanach Zjednoczonych, do przemocy systemowej i do tego, jak łatwo uprzedzenia wbudować w struktury prawa i gospodarki. Problem polega na tym, że sposób podania tej warstwy bywa momentami mało subtelny. Autor często dobitnie dopowiada to, co czytelnik mógłby sam wywnioskować z wydarzeń.
Styl, język i opisy
Opisy walk są dynamiczne, miejscami naprawdę sugestywne. Widać wyczucie sceny i choreografii przemocy. Z drugiej jednak strony liczne powtórzenia w dialogach i rozważaniach bohaterów sprawiają, że tekst chwilami traci tempo. Zamiast iść naprzód, narracja wraca do tych samych argumentów i pytań etycznych, jakby autor usiłował upewnić się, że czytelnik na pewno zrozumie, o co chodzi. Efektem jest pewien nadmiar – książka mogłaby być krótsza i przez to bardziej zwarta, bez straty dla przekazu.
Podsumowanie
Podsumowując, „Gwiazdy w łańcuchach” to powieść o interesującym, choć zdecydowanie nie przełomowym koncepcie i w czytelny sposób nawiązująca do współczesnej kultury medialnej. Jej najmocniejsze strony to satyra na komercjalizację przemocy, aktualny komentarz społeczny oraz sama relacja między głównymi bohaterkami. Słabsze ogniwa to przegadanie, powtarzalność rozwiązań fabularnych, przeciążenie drugoplanowymi postaciami i przewidywalny finał, który nie rekompensuje wcześniejszych dłużyzn.
Jako całość książka jest raczej średnia, choć z pewnymi wyraźnymi zaletami. Dobrze sprawdzi się u czytelników, którzy cenią dystopie za ich publicystyczną i moralną wymowę, są zainteresowani tematyką mediów, rasizmu i przemocy w roli rozrywki oraz są gotowi przymknąć oko na formalne nierówności. Jeśli jednak oczekuje się wybitnie skonstruowanej fabuły, świeżego pomysłu i wyjątkowo mocno zarysowanych postaci, „Gwiazdy w łańcuchach” mogą pozostawić poczucie niedosytu.