Recenzja: Gooral – Khabaya

Dotychczas kojarzony z przenoszeniem do elektroniki etnicznych wpływów Gooral zmienia nieco swoje podejście do muzyki i dzięki tej płycie będziemy mieli mniej górala w góralu. Niby proste założenie, ale góral to wędrowiec. Przykład jest banalnie prosty: kolejna płyta = kolejna wytwórnia, sprawdza, testuje i zmienia, czy osiądzie? Wątpię, by kolejny album był podobny do poprzedniego, za co bardzo cenimy artystę.

Jeśli już mowa o Artyście, to pochodzi on z Bielska-Białej, jest producentem muzycznym naszej rodzimej sceny syntezatorowej, a jego styl śmiało flirtował z polskim folklorem.  Tym razem również jest nowocześnie, czasem  dubstepowe, taneczne rytmy z korzeniami folku. Artysta nie postanowił jednak zaprzestać swoich twórczych poszukiwań i zdecydował się na wybór nowej ścieżki. Tym razem śmiało igra z zadziornym synth-popem i drum n’bassem, który może przypominać dokonania Olivii Anny Livki albo brytyjskich wykonawców.

Tytułowa „Khabaya” bardzo mnie zainspirowała. Nie jest to produkcja wybitna, może odstaje od nowoczesnych trendów i pewnie niektórzy mają już dość płaskich, kobiecych wokali na tle poszatkowanego podkładu, który z czasem może męczyć. 

Jest jednak w „Khabayi” coś uroczego, bezczelnego, młodzieńczego i buńczucznego, coś co przyciąga i nakazuje nam zostać i włączyć album kolejny raz. Ta rozstrojona gitarka, która towarzyszy nam przez cały utwór, to luzackie pogwizdywanie i w końcu wokal Adrianny Styrcz. Czasem usłyszymy szum wody, powiew wiatru, niekoniecznie orzeźwiającego, bo bardzo przytłaczającego.

Jest kilka utworów na płycie, którymi artysta próbuje nam udowodnić, że wciąż jest tym samym Gooralem, co na poprzednich płytach. Są też bardzo klubowe utwory, które będzie grał nie tylko na Krupówkach, ale są i piosenki, jak np. „U Dunaja”, „Ohoho” i „Spod tego jawora”, którymi Gooral usiłuje pokazać, że wciąż jest Gooralem. Tylko że od muzyka z takim doświadczeniem i dorobkiem możemy oczekiwać dużo więcej, niż słyszymy na płycie.

To smutne, ale oczekiwałem czegoś bardziej  ambitnego i zwartego, czegoś co mnie urzeknie. Niestety – Gooral po raz kolejny dokleił góralskie melodie do najprostszych, wręcz do przestarzale brzmiących podkładów. I chociaż na koniec płyty dołożył jeszcze kilka angielskojęzycznych utworów z wokalistkami „X Factora”, to niesmak pozostaje. Album już całkowicie, dla sprawdzenia siebie i Goorala, udało mi się posłuchać dwa razy i prawdopodobnie nie będę chciał do niego wracać, więc krążek będzie się kurzył na półce, aż się rozwarstwi.

Leave A Reply

Your email address will not be published.

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/wk2021/public_html/wp-includes/functions.php on line 4757