[Recenzja książki] ,,Przebudzenie” Stephena Kinga przeraża swoim realizmem i fanatyzmem

Stephen King

Stephen King to słynny amerykański pisarz, który specjalizuje się literaturą grozy. Większość jego książek została zekranizowana, z czego do najpopularniejszych ekranizacji należy „Lśnienie” czy „To”. Zadebiutował powieścią „Carry”, która z początku miała być opowiadaniem. W 2014 roku wydał książkę pt. „Przebudzenie”.

Fabuła „Przebudzenia”

Na początku powieści, gdy główny bohater, będący zarówno narratorem, poznaje nowego pastora w miasteczku w Nowej Anglii, wszystko wydaje się beztroskie. Jamie gra w grę, którą dostał od siostry, jest ciepło, poznaje pastora, rozmawiają o wszystkim i niczym. Wszystko wydaje się być na miejscu. Ale czy zawsze będzie tak to wyglądać?

Charles Jacobs, pastor, który grzeszy urodą, przeprowadził się do nowego miejsca pracy wraz ze swoją piękną żoną i synkiem. Cała trójka zostaje dość szybko i ciepło przyjęta przez mieszkańców miasta. Małżonkowie stają się obiektem westchnień wielu kobiet i mężczyzn. Z kolei ich syn zaprzyjaźnia się z ówczesną młodzieżą. Niestety, jak to mówią, „nic nie może wiecznie trwać”. Żona i dziecko Charlesa giną w wypadku samochodowym, co zmienia jego życie na zawsze. Podczas Święta Dziękczynienia wygłasza kazanie, które z czasem zaczyna być określane mianem „Strasznego Kazania”. Wyklina Boga, szydzi z wiary. Oburzeni parafianie pozbywają się go ze swojego kościoła. Czy Jacobs będzie w stanie ponownie uwierzyć w Boga? Czy stanie na nogi po tym, co spotkało jego rodzinę?

Wracając do Jamiego. Jako nastolatek zafascynował się rockandrollem i tym sposobem trafił do kapeli muzycznej jako gitarzysta rytmiczny. Przeżywa szczęśliwy związek. Niestety po jego zakończeniu uzależnia się od narkotyków. Trafia do innych zespołów, ma spore powodzenie jako gitarzysta. I znów spotyka swojego „anioła stróża”… Charliego Jacobsa. Czy z tego spotkania ma szansę wyjść coś dobrego?

Jacobs od początku był zafascynowany elektrycznością. Z przyjemnością dzielił się swoją wiedzą z młodzieżą, która przychodziła na czwartkowe spotkania w kościele. Jednakże to mu nie wystarcza. Dopuszcza się wielu złych czynów, myśląc, że czyni dobro. Uzdrawia ludzi, co nawiązuje do tytułu książki – „Przebudzenie”. Czy ktoś będzie w stanie go powstrzymać?

Ocena książki

Tytułowe „przebudzenie” niesie za sobą zarówno wiele dobrego, jak i złego. Stephen King w przerażająco trafny sposób opisuje „przebudzenia” Charlesa. Sprawia, że aż chce się w to wszystko uwierzyć. Ba! Chce się spotkać Charlesa i poprosić o pomoc. Lecz autor myśli trzeźwo i prezentuje nam druzgocące skutki uboczne tych uzdrowień. I pozostawia nam tzw. „pałeczkę”, żebyśmy dopiero po zapoznaniu się z całą prawdą, mogli sami zdecydować – biorę w tym udział czy nie.

King od początku do końca buduje charakterystyczne dla jego powieści napięcie, które narasta z każdą chwilą. Kolejny raz mamy do czynienia z osobą, którą można by uznać za niezdrową na umyśle. Wcześniej poznaliśmy podobnie skonstruowanych bohaterów w np. „Lśnieniu” czy „Misery”. Narrator jest tak wyrazisty, że można odnieść wrażenie, iż to wszystko wydarzyło się naprawdę, a książka jest formą pamiętnika osoby, która brała w tym udział.

Bohaterom towarzyszy wiele emocji. Z pewnością należy do nich strach, ale nie można zapomnieć o miłości, nadziei, pragnieniu szczęścia. I to właśnie te emocje powodują, że myślami wraca się na ziemię. To one nadają książce realizmu. Przykładowo miłość Jamiego do Astrid i miłość Astrid do Jamiego – więź, jak się na początku wydawało, nieprzerwalna, ale próba czasu pokazała, że nawet największe uczucie jest w stanie zaniknąć. Możliwe, że właśnie przez czas, który z każdą chwilą nam ucieka.

Autor we właściwy sposób zapoznał czytelników z motywem uzależnienia. Jestem świadoma, że po przeczytaniu słowa „uzależnienie” na myśl przychodzi uzależnienie od używek. Owszem, taki motyw również się pojawił w „Przebudzeniu”. I został bardzo dobrze przedstawiony. Typowe życie narkomana. Aczkolwiek pojawia się również motyw uzależnienia od drugiej osoby. I w tym przypadku to było nieświadome uzależnienie. A może podświadome? Jamie i Charlie na przestrzeni lat mieli okazję spotkać się wiele razy. Z pozoru nic ich nie łączyło, a jednak. I jak to Charles określił, byli dla siebie „Alfą i Omegą”.

Stephen King po tylu latach tworzenia nadal jest w formie, co zdecydowanie udowodnił, tworząc „Przebudzenie”. Jest to wyjątkowa powieść, która przeraża swoim realizmem i fanatyzmem. Zagląda w najgłębsze zakamarki umysłu, aby go ożywić i uświadomić o tym, co dzieje się na świecie.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny