Nadszedł czas na recenzję drugiego tomu z serii 'Bractwo Czarnego Sztyletu’. Pierwotnie pod tytułem 'Ofiara krwi’. W nowym wydaniu 'Miłość nieśmiertelna’.

Walka pomiędzy martwiakami a Braćmi zaczyna się zaostrzać. Obie strony starają się chronić swoich tak bardzo jak jest to możliwe. Za zakrętem dla każdego z nich kryje się niebezpieczeństwo i nigdy nie wiadomo, kto ujdzie z życiem.

Autorka w tym tomie przedstawia najbardziej wkurzającego bohatera, który występuje w serii – Rhage’a. Faceta, który bez skrupułów zalicza codziennie to nowe kobiety. Dzięki jednej z wielu mocy, usuwa im pamięć z wszelakich spotkań z nim. Zawsze mówi to, co mu ślina na język przyniesie, a kobiety traktuje bardzo przedmiotowo. Lecz do czasu… aż zakochuje się w Mary, która jest w pełni człowiekiem.

Mary na co dzień zajmuje się pomocom w telefonie zaufania osobom, które są na skraju załamania. Niedoszłym samobójcom. Od kilku miesięcy dzwoni do niej osoba, która nie odzywa się słowem, a po kilku sekundach się rozłącza. Niedługo potem Mary odkrywa kto stoi za tymi telefonami i nie jest to żaden zboczeniec, co jest podejrzewane przez pozostałych pracowników niebieskiej linii. Tym kimś okazuje się chłopak, który potrzebuje wsparcia, lecz jego głuche telefony są objawem niemowy. John Matthew, bo tak nazywa się chłopak, nie potrafi mówić, lecz wszystko rozumie i słyszy. Po poznaniu z Mary i jej koleżanką Bellą jego życie się odmienia za sprawą tajemniczego tatuażu. Tak naprawdę życie Mary również obiera zaskakujący kurs.

Wampiry nie mogą wiązać się z ludźmi, jest to wbrew wszelkim zasadom panującym w Bractwie. Rhage’a znany ze swojej nieustępliwości robi wszystko, by zmienić się dla kobiety swojego życia. Na jaw wychodzi powód, dla którego postępował w niemoralny sposób. Ognia do pieca dodaje fakt, że jego wybranka jest śmiertelnie chora, a medycyna załamuje ręce.

'Miłośc nieśmiertelna’ jest dowodem na to, że miłość łamie wszelkie stereotypy, granice. Pokazuje ile dla tego uczucia jest w stanie poświęcić osoba, która szczerze kocha.

Tak jak w przypadku poprzedniego tomu, relacja pomiędzy kochankami rozwija się zbyt szybko. Fajnie by było, gdyby autorka pozwoliłaby poczekać na rozwój wydarzeń, a nie wykładać dość szybko wszystko na tacy. Wiele rzeczy jest tutaj przewidywalnych, lecz z powodu mojej nostalgii wracam do tego świata, bo wiem, że nie każda część jest budowana w ten sposób. Brakuje mi tutaj po prostu pociągnięcia fabuły związanego z życiem Mary jeszcze zanim poznała Rhage’a, jak i wolniejszego budowania ich relacji.