Przez świat przeszła elektryzująca wiadomość o śmierci Davida, tuż po premierze swojej najnowszej płyty ★.
Artysta wydał swój najnowszy krążek w dniu swoich 69 urodzin. Kiedy już napisałem tę recenzję, tuż przed jej publikacją rano pojawiła się nieprawdopodobna i łamiąca serca wiadomość, że David Bowie zmarł po 18 miesięcznej walce z chorobą.
Najnowszy, a zarazem ostatni album artysty pokazuje że pomimo koncertowej emerytury, David w studio wciąż „poszukiwał”.

Bowie to legendarny piosenkarz, producent, autor piosenek, dzięki któremu rozwinęły się nurty: glam rocka, art rocka, dance popu, punku i muzyki elektronicznej. W ponad 40-letniej karierze stał się jednym z najważniejszych artystów muzyki II połowy XX wieku.
Nowy album wzbudził wiele emocji, jak każde wydawnictwo artysty- przyciąga uwagę. Singlem promującym krążek jest utwór „Lazarus”. Po jego publikacji posypały się rozmaite interpretacje… Od razu pojawiało się sporo wątpliwości, co do tekstów na płycie, które w większości są pożegnaniem artysty ze swoimi fanami.
Sam teledysk wzbudził wiele kontrowersji, 10 minutowy mroczny spektakl , w którym widzimy muzyka leżącego na łóżku szpitalnym, zamykającego się w szafie- z zasłoniętymi oczami, z bandażem, z guzikami zamiast oczu.
Płyta jest odskocznią od poprzednich wydawnictw artysty, jeśli mogę tak to napisać, pomimo, że wiele tutaj „powrotów” do starszych numerów. Panujący na niej opisywany juz mrok i nostalgia buduje klimat jaazowego albumu. Znając wszystkie twarze Bowiego i tym razem nie sposób być zaskoczonym.
Album ★ otwiera Blackstar, przejmujący, z jungle’ową rytmiką i gitarowym zgiełkiem, razem z kolejnym „Tis A Pity She Was A Whore”, które jest perfekcyjnym instrumentarium z genialnym tekstem, który można wszelako interpretować.

Utwór „Lazarus” powstał na potrzeby tak samo zatytułowanej sztuki teatralnej, nawiązującej do filmu „The Man Who Fell To Earth” (1976) z Bowiem w roli głównej. Obejrzyjcie teledysk, warto!
Bowie to mistrz ambiwalencji, który zawsze potrafił sprytnie zacierać granice między biografią i autobiografią, komentarzem i wyznaniem. Blackstar ma zaledwie siedem utworów i 41 minut muzyki, która jest błyskotliwa, elegancja, wieloznaczna i zagadkowa.
Recenzję albumu dokończyłem po śmierci artysty i w tym momencie, muszę przyznać, że wiele wyjaśnia ta płyta, więc drogi czytelniku, odgadnij sam, co przez tę płytę chciał wyrazić David Bowie, który wrócił do gwiazd…
Recenzja Krzysztof Trefon

![[Recenzja książki] Sebastian Orszulik „Tam i z powrotem + trzy metry”](https://wybieramkulture.pl/wp-content/uploads/2026/03/1345359-352x500-1-218x150.jpg)
![[RECENZJA KSIĄŻKI] David Duchemin-ŚWIATŁO · PRZESTRZEŃ · CZAS](https://wybieramkulture.pl/wp-content/uploads/2026/03/IMG_5398-218x150.jpeg)




![[Recenzja książki] Sebastian Orszulik „Tam i z powrotem + trzy metry”](https://wybieramkulture.pl/wp-content/uploads/2026/03/1345359-352x500-1-100x70.jpg)


![[RECENZJA KSIĄŻKI] David Duchemin-ŚWIATŁO · PRZESTRZEŃ · CZAS](https://wybieramkulture.pl/wp-content/uploads/2026/03/IMG_5398-100x70.jpeg)



Piękna płyta. Mroczna i wyjątkowa.