Ireneusz Dudek – …najważniejszym celem jest poinformować ludzi, co to znaczy blues

Ireneusz Dudek fot. L. Rak

Dzień dobry Panie Ireneuszu. Nie trzeba Pana zbytnio przedstawiać, bo każdy, kto słucha muzyki coś niecoś, słyszał o Panu, czy kojarzy Pana z festiwalu Rawa Blues, która od wielu lat jest stałą imprezą muzyczną w kalendarzu koncertów w Polsce.

Proszę powiedzieć czy to pański pomysł i jak zaczęła się ta przygoda?

Tak, to mój pomysł. To się zaczęło w 1981 roku. Właściwie, Rawa Blues powinna mieć 42 edycję, ale był koronawirus i dwa lata temu zorganizowałem tylko mój koncert z Big Bandem w radiu Katowice – taką Rozgrzewkę festiwalową, a rok temu tam gdzie Rawa Blues odbyła się po raz pierwszy, czyli w Pałacu Młodzieży zrobiłem koncert pod hasłem Rawa Blues Silesian Sound z udziałem śląskich wykonawców. Teraz Rawa Blues będzie 40- stą Rawą, uroczyście będziemy obchodzić to święto i dlatego zaprosiłem między innymi Macy Gray, która potwierdza moje podejście do bluesa. Bardzo szeroko postrzegam tę muzykę.

Ireneusz Dudek fot. L. Rak
Ireneusz Dudek fot. L. Rak

Co słuchamy podczas tego Festiwalu? Tylko muzykę blues?

Nie tylko. U mnie blues kojarzy się z muzyką rock ‘n’ rollową, z muzyką jazzową. Podstawą tej muzyki jest blues. Kiedy słyszę blue note, ten specyficzny dźwięk, to już wiem, że ta osoba wychowywała się na bluesie. Takich ludzi zapraszam.

Jest Pan aktywny muzycznie od wielu lat, kiedy to się zaczęło i co Pana tchnęło, by grać taką muzykę?

Edukowałem się z moimi kolegami, którzy brali przykład z muzyki zachodniej na przykład zespołów The Rolling Stones, The Animals, Jimi Hendrix. Wychowałem się na muzyce anglosaskiej, potem amerykańskiej. Harmonijka była moim podstawowym instrumentem. Polubiłem rock’n’ rolla, na bazie bluesa.

Ireneusz Dudek fot. L. Rak

W Pańskim repertuarze przeważa blues. Czy na inny gatunek muzyki, też Pan znajduje czas?

Teraz gdy córka skończyła Akademię Muzyczną, zacząłem coraz więcej „siedzieć” w klasyce, chociaż gdy miałem parę lat, rodzice zaprowadzili mnie do profesora, który uczył mnie klasyki na skrzypcach. Trwało to kilka lat, ale jednak wtedy aż tak mnie to, nie interesowało.

Jaki jest główny cel Festiwalu?

Najważniejszym celem jest poinformować ludzi, co to znaczy blues, by nie kojarzono tego bluesa z kilkoma najpopularniejszymi artystami. Blues jest bardzo szeroki, różnie grany, nawet niektóre gałęzie są nieznane w Polsce. Chciałbym, by ludzie pokochali tę muzykę i znaleźli w niej uciechę.

Ireneusz Dudek fot. L. Rak
Ireneusz Dudek fot. L. Rak

Jak Pan myśli, jak ma się popularność muzyki tego rodzaju wśród młodych ludzi?

Uważam, że bardzo dużo młodych ludzi słucha bluesa, ale też pokrewnych gatunków. Młodzi ludzie są przyszłością dla Rawy Blues.

Gra Pan długo. Może Pan opowiedzieć o swoich dokonaniach muzycznych, wydanych płytach?

Mam 71 lat. Grałem z zawodowcami, będąc nastolatkiem. Blues nie jest trudny jeśli chodzi o granie. To jest triada, improwizacja. Ale jeśli ktoś chce grać dobrego bluesa – musi przejść długą edukację. Być skromnym i z myślą, że jeszcze powinienem się czegoś nauczyć. Nawet ostatnio próbowałem robić koncert na podstawie utworów Raya Charlesa. Stworzyłem swój zespół, dziewczyny grają na smyczkach plus sekcja i naprawdę to robiło wrażenie. To było odkrywcze wtedy. Mój debiut zaczął się od Shakin’ Dudi. Pozwoliło mi to nagrać płytę, która stała się podwójną platyną. Później też płytę „Number 1” z moim bigbandem po angielsku. Było dużo różnego rodzaju moich nastrojów muzycznych. Występy były różnorakie. Od wielkich tras, około 30 muzyków na scenie blisko trzygodzinne koncerty w największych halachw Polsce. Z moim Symphonic Blues grałem na bardzo poważnych festiwalach w Europie, dzieląc scenę na przykład z Bjork.

Ireneusz Dudek fot. L. Rak
Ireneusz Dudek fot. L. Rak

Jest coś, co inspiruje Pana do tworzenia?

Mam fajne warunki. Mieszkam blisko lasu, słyszę śpiew ptaków. Pozwala mi to skoncentrować się na mojej harmonijce. Nawet gram z ptakami. Mówię sobie nawet, że ja nie ćwiczę, a koncertuję, w domu sam dla siebie. To jest bardzo istotna rzecz, by mieć kontakt z instrumentem. Używam również skrzypiec i gitary, komponuję, aranżuję.

Kto jest Pana idolem muzycznym?

John Lee Hooker, no i John Mayer też…

Pańskie motto życiowe?

Motto… przede wszystkim rodzina, kontakt z Bogiem, wiara, granie. Takie, które ma podstawy. Dobra praca nad sobą jest najważniejsza.

Utwór, z jakiego jest Pan najbardziej zadowolony?

Najbardziej jestem zadowolony z utworu „Something Must Have Changed”, który ukazał się na płycie „No.1”. Po 30 latach nadal brzmi świeżo.

Jakie są Pańskie plany na przyszłość?

Chcę rozszerzać Rawę Blues, koncertować.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rawa Blues na Facebook: Rawa Blues FB

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny