Bruno Calazzo, nazywany przez braci z zakonu szpitalników wiedźmim synem, nocami widzi twarz kobiety płonącej na stosie. Niepokój go nie opuszcza, a za dnia odczuwa silne przeczucie nadchodzącego nieszczęścia, które zatrze piękno Malty, jego nowej ojczyzny i siedziby zakonu. W rzeczywistości, nadchodzące dni okażą się dla niego bardzo trudną próbą. Atak tureckich piratów pod wodzą słynnego Turguta Reisa, który z nieznanych powodów skieruje swoją urazę w stronę Brunona, stanie się początkiem serii wydarzeń. Zbliżą one młodego rycerza do odkrycia tajemnicy swojego pochodzenia – sekretu, który był strzeżony przed nim przez same władze zakonu. Na drodze do wyjaśnienia tej tajemnicy staną także czarna magia, demony zakazane przez Biblię oraz zwykła ludzka zawiść.

 

Gdzieś już to widziałem…

Z książkami Marcina Mortki mam dziwną relację. Niektóre bardzo mi się podobają, niektórych nie jestem w stanie przeczytać. Poprzednią książkę autora, Pas Ilmarinena, męczyłem niezwykle długo. Maleficjum pod wieloma względami jest do niej podobne. W obu przypadkach mamy młodego bohatera z niezwykłymi zdolnościami, magiczne artefakty, akcję umiejscowioną w historycznych czasach i fabułę z akcją pędzącą z miejsca na miejsce. Ba, nawet towarzysze Brunona są bardzo podobnie wykreowani jak w Pasie Ilmarinena pomagierzy tamtejszego głównego bohatera. Jednak w tym przypadku książkę pochłonąłem niesamowicie szybko. Co więc sprawiło, że lektura sprawiła mi dość sporo radości?

 

Fascynujący magiczny świat

 

Owszem, akcja pędzi szybko, czasami zbyt szybko. Ale tutaj decyzje bohaterów są przemyślane i mają sens, a wydarzenia nie są dziełem przypadku – wszystko ma swoje uzasadnienie. Samo tło tej historii, wydarzenia z przeszłości są również dużo lepiej zobrazowane, mają bezpośredni wpływ na bohaterów. A sami bohaterowie też są wykreowani dość dobrze. Nie jest to mistrzostwo w tworzeniu postaci, nie są jakoś niesamowicie wielowymiarowi, ale każda ważniejsza postać ma swój unikalny charakter i motywacje. Główny bohater, Bruno, nie jest nieskazitelny i potrafi użyć podstępu, gdy jest to konieczne.

Konstrukcja świata powieści, osadzona w roku 1547 na Malcie, w środowisku Zakonu Maltańskiego, jest fascynująca. Część uwagi autor poświęcił też roli Saracenów, Turków, piratów i inkwizycji, a wszystko to naturalnie wpisuje się w atmosferę magii i tajemniczych artefaktów. Cała historia emanuje duchem przygody, a przygnębiające momenty są przełamywane małymi porcjami humoru.

 

W oczekiwaniu na kolejne części – tajemnica ożywa!

 

Mimo że pomysły zawarte w powieści nie są najświeższe, książka potrafi dostarczyć wielu przyjemnych chwil podczas czytania. Widać w niej dużo pracy i dbałości o szczegóły. To wszystko sprawia, że możemy uwierzyć w historię i żywo związać się z bohaterami. Którzy zresztą pojawią się po raz kolejny w zapowiedzianej już drugiej i trzeciej części. Czekam z niecierpliwością!