Mick Jenkins „Elephant in the room” [RECENZJA]

Dla spragnionych wytchnienia.

Jeśli szukacie albumu hiphopowego, który wybuja was bardziej niż polskie drogi, mam dla was propozycję. Człowiek, który w przestrzeni polskiej pojawił się za sprawą Quebonafide i Matcha Latte, Mick Jenkins, wydał w zeszłym roku kolejny w swoim dorobku album Elephant in the room. Czy warto rozmawiać o tym słoniu w pokoju?

Dla spragnionych płyty opartej na funkującym bicie, współgrającejz żywymi instrumentami –oto ona. Wystarczy, że włączycie Things You Can Die For If Doing While Black z gościnnym występem Bena Hixona, którego solówki gitarowe niemalże idealnie współgrają z bardzo leniwym bitem, a mimo to nie niwelują siły tekstu Jenkinsa. Ilu z nas chciałoby mieć po prostu spokój niezależnie od swojego wyglądu czy poglądów?

Elephant in the room to próba zrzucania murów, jak mówi o tej płycie sam raper. Twierdzi, że obraz społeczny mężczyzny odcina go od własnych emocji. Zobrazowane teledyskiem Contacts próbuje w swoim tekście dostrzec w codzienności poezję, zarazem dając jej przestrzeń na przeżycie. W codzienności, która opiera się na przeciwdziałaniu pandemii wielu z nas zaczęło się bardziej przyglądać temu, co sami przeżywamy.

Może się wydawać, że postawienie na homogeniczny sposób tworzenia beatów zaszkodzi albumowi. Jak często każdy z nas ma poczucie słuchania czegoś w pętli? Jednak zniuansowanie poszczególnych kawałków czy to gośćmi, czy składem instrumentalnym, sprawia, że czas poświęcony Elephant in the room nie nuży. Świetnym przykładem jest tu np. Scottie Pippen z lamentującą, lejącą się partią gitar.

Siłą rapera z Chicago jest skala umiejętności. Dzięki temu otrzymujemy album nie tylko rapowany, ale też i melo-recytowany, a momentami wręcz śpiewany. Całość utrzymana jest w lekko onirycznym klimacie dymu, który buja do tego stopnia, że trudno jest uniknąć jego uroku.

We współpracy z postaciami takimi jak Greenslime czy serpentwithfeet powstał album obezwładniający bouncującym rytmem, funkujący gitarami i tekstami rozkładającymi emocje na czynniki pierwsze. Elephant in the room to zeszłoroczna pocztówka ręcznego hamulca i wsłuchania się w swoje ciało. Wystarczy wcisnąć play i dać się ponieść temu, co poczujemy.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.