[Recenzja książki] „Dzień zero” Ruth Ware

Jack i jej mąż Gabe zajmują się zawodowo sprawdzaniem systemów zabezpieczeniowych w różnego rodzaju firmach i instytucjach. Ona jest od zadań praktycznych, on działa zdalnie poprzez sprzęt komputerowy. Współpraca układa się idealnie do momentu, kiedy Gabe zostaje zamordowany, a policja podejrzewa, iż maczała w tym palce Jack, która ma do wyboru poddać się losowi i dać… zaaresztować, albo podjąć próbę odnalezienia prawdziwego mordercy, ale to wiąże się ze złamaniem prawa.

Jak na rasowy thriller „Dzień zero” zaczyna się bardzo dynamiczną akcją, która w trakcie nabiera jeszcze ostrzejszego tempa. Nie zwalnia ono przez całą książkę nawet na chwilę, a niektóre fragmenty podkręcają napięcie prawie do granic możliwości. W dodatku do końca nie wiadomo, z  czym wiąże się zagrożenie i kto jeszcze może znajdować się w niebezpieczeństwie. Niby autorka podrzuca czytelnikowi pewne tropy, które prowadzą do sprawcy, ale kiedy już teoretycznie wiadomo, kto, nadal zagadką pozostaje dlaczego i czy na pewno to ten, a nie inny sprawca. Rozwiązanie pojawia się dopiero na ostatnich stronach więc napięcie towarzyszy czytelnikowi przez całą lekturę.

Książka bardzo działa na emocje. Kolejne wydarzenia podsuwają bohaterce- skądinąd dość sympatycznej postaci, której czytelnik ma ochotę kibicować- niecodzienne i nie do końca moralne rozwiązania, które zmuszają i ją i odbiorcę do przemyślenia przeróżnych kwestii etycznych.

Na emocje działa także zastosowany przez autorkę trik, czyli odliczanie czasu do dnia zero, przy czym to akurat pisarce wyszło chyba najsłabiej. Odbiorca oczekuje, iż w pewnym momencie nastąpi wielkie bum, a tytułowy „dzień zero”, przynajmniej w moim odczuciu przeminęła prawie niezauważona. I chyba to jedyny defekt tejże powieści, „Dzień zero” czyta się z zapartym tchem, jak przystało na rasowy thriller. Zagajenie akcji jest ciekawe, a potem napięcie już tylko narasta. Główna bohaterka robi pozytywne wrażenie, postaci ją otaczające są mocno zróżnicowane i dobrze scharakteryzowane. Zresztą każdy, kto wcześniej miał do czynienia z jakąkolwiek inną powieścią Ruth Ware wie, że pisarka ma właśnie taką manierę: zagajenie akcji jest ciekawe, a napięcie i intryga narastają na zasadzie spirali, skręcanej coraz mocniej i mocniej, aby zakończenie mogło stanowić kulminację.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.