[Recenzja Książki] Hanna Greń – „Miasto Głupców”

„Miasto Głupców” to czwarta z pięciu części Hanny Greń o przygodach Dionizy Remańskiej – byłej policjantki, a obecnie detektyw jest najbardziej zapamiętywalną w pamięci. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie i nie sposób o niej zapomnieć, gdyż problemy społeczności, o których pisze autorka, dzieją się naprawdę.

Młode małżeństwo kupuje dom z ogrodem w miejscowości Jasień, chcąc zapewnić sobie lepszą przyszłość, albowiem para spodziewa się dziecka. Ledwo wiążąc koniec z końcem, wszystkie pieniądze, które mogą wkładają w wymarzone mieszkanie.
Ich radość jednak nie trwa zbyt długo – ten dom ma nieciekawą przeszłość. Przed laty doszło w nim do morderstwa, a mieszkańcy Jasienia mówią, że ten dom został nawiedzony przez ofiarę zbrodni. Państwo Witeccy nie chcą w to wierzyć, a przez to okoliczna społeczność odwraca się od nich. Koniec końców Witeccy postanowili się wyprowadzić z wioski, ale przy tym zlecić komuś zadanie, aby dotrzeć do prawdy co tak naprawdę stało się w ich nowo zakupionym domu.

Na drugim planie wysuwa się kolejna nowa postać pod tajemniczym pseudonimem – Ratio – dwudziestokilkuletni chłopak, dawny znajomy Diony, który postanowił odnowić ich relację. Kiedyś, Diona wyciągnęła Ratia z poważnych parapatów, a przy tym zyskała parę rąk do rozwikłania nowej dla niej zagadki. Jednak jak można było się domyślić, zazdrość Marcina Lipskiego, który się podkochuje w kobiecie bez wzajemności bierze górę, gdy pewnego dnia drzwi otwiera mu nie Dioniza,
a… Ratio.

„Miasto Głupców” wstrząsnęło mną konkretnie. Opisywane przez autorkę szczegółów okrutnego znęcania się matki nad własnym dzieckiem były dla mnie nie do przyjęcia. Czytając musimy wyobrażać sobie jak najwięcej szczegółów, by wtopić się w fabułę danej książki, moja bezradność i bezsilność czasem tak brała górę, że musiałem odkładać książkę i ostudzić swoją głowę, by przebrnąć przez piekło,
które przechodziło nastoletnie dziecko. Brak jakiejkolwiek reakcji sąsiadów na krzywdę chłopca stawia w głowie pytanie „jak tak można?! Wystarczy jedno zgłoszenie i poparcie dziecka!”

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie opublikowany i widoczny